Posty

Dotyk

Obraz
Jak to jest: „touch” to dotyk, „in touch” – w kontakcie. Czy żeby być w kontakcie, potrzeba dotyku? Jestem przekonana, że tak. Może nawet niekoniecznie fizycznego, ale dla prawdziwej relacji potrzebujemy mentalnego mizianka. Niech rozmowa dotyka umysłu, duszy czy emocji, jeśli nie możemy ofiarować swojej realnej obecności. Zresztą, czym jest realizm? Czasem wystarczy po prostu być obok, siedzieć w ciszy, przytulić, potrzymać za rękę – i to buduje więź. Ale można też być oddalonym o tysiące kilometrów, ba, można nawet nie znać swoich głosów i twarzy, a i tak mieć poczucie bliskości dzięki rozmowie, która dotyka głębszych warstw. Można też siedzieć na jednej kanapie i być lata świetlne od siebie. Nie wiem, jak wam, ale mnie trudno zdobyć się na dotyk. Gdy pozwalam naruszać swoją przestrzeń osobistą, musimy się naprawdę lubić. A kiedy opowiadam o tym, co kryje się w zakamarkach umysłu – no to już przyjaźń. Jaźń przy jaźni. Lubię wymianę myśli, zwłaszcza tych od czapy. Dywagacje o tym, co ...

Dama

Obraz
Wielka dama tańczy sama? Być może – czasem świadome wybranie własnego towarzystwa jest luksusem. A luksus pasuje do damy, prawda? Z drugiej strony: „żadna dama nie będzie tańczyć sama, gdy sióstr tyle ma”. To też ma w sobie cząstkę prawdy. Bez innych ludzi nie byłoby damy. Może trzymałaby proste plecy i jadła srebrnym widelczykiem banany na bezludnej wyspie, ale ostatecznie byłaby tylko kobietą. Aż kobietą. Człowiekiem. Istotą ludzką postawioną sam na sam ze sobą, naturą i Absolutem. Anna Jantar śpiewała o smutku, zachowaniu klasy wobec przeciwności, ale też o pewnym rodzaju dumnej, zimnej maski, niepozwalającej wyjść z roli. Jakby zdjęcie gorsetu miało pozwolić się rozsypać. Czasem tak jest: kurczowo trzymamy się tego, co znane, nawet jeśli nam nie służy. Każdy doskonale wie, gdzie tkwi jego zaklinowana kotwica. Moja suknia leżała w szafie ponad trzy lata. Upolowałam ją na wyprzedaży w Operze Narodowej. To nie jest strój, w którym idzie się do warzywniaka. To raczej kaprys, spełni...

Koszularze i szpileczkary

Obraz
Będę się chwalić: piątkowy wieczór spędziłam na mieście.   Pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Ostatni raz to chyba za Piasta było. Chłopy się popiły, ogolili na łyso najmłodszego, a potem twierdzili, że mieli anielskie objawienia… No dobra, wcale nie, ale od wieków nie miałam siły, czasu i ochoty, żeby wyjść z domu. Po pracy zawijałam się w kocyk i traciłam świadomość, zanim głowa dotknęła poduszki. Ale w ten piątek było tango. Umalowałam się – tak z kredką, z pudrem, a nie w wersji basic: „tusz i już”. Założyłam bluzkę, która nie była T-shirtem. Nawet stanik miałam, co nie jest takie oczywiste ostatnio. Odkrywcza myśl jest taka, że fajnie czasem zrobić wykopaliska w szafie i wystroić się, zwłaszcza bez powodu. Tu powód był, ale skoro już mogę błysnąć mądrością a’la Coelho, to żal nie skorzystać. Pierwotny plan na wieczór był prosty. Coś zjeść. Coś wypić. Pójść na silent disco. Z boku wygląda to komicznie, ale zawsze chciałam tego doświadczyć. Doświadczyliśmy kolejki na pó...

Ploty i pierniczki

Obraz
Grzaniec i pierniczki to patent na serum prawdy. Ciepły napój, duże stężenie cukru i od razu człowieka napada na zwierzenia. Nie, nie, żadne mroczne tajemnice. Raczej te, które wyciąga się przed zaśnięciem, ogląda jak pryzmacik i odkłada z powrotem do bezpiecznej szufladki. Ale skoro mam zielone światło, to kilka Wam zdradzę. 😉 Wiktoria  Wiktoria to nie imię - to zbroja. W końcu oznacza zwycięstwo. Wika też taka była. Żadnego pielęgnowania ran. Kolczuga, miecz w dłoń i jedziemy. - Dziewczyny, byłam wkręcona w Łukasza tak, jak w nikogo. Smsy na dzień dobry, smsy na dobranoc, tu pizza, tam kawka. Dobra, to, że nawet nie próbował mnie pocałować powinno mi dać do myślenia, ale myślałam, że jest nieśmiały i nawet podobało mi się to wolne tempo. Dopóki nie zobaczyłam go z jakąś sweet blondi za rączkę. Szlag jasny mnie trafił. - Nie dziwię się. Wygarnęłaś mu, że cię tyle czasu zwodził? - Nie - Wika upiła łyk grzańca. - Założyłam Tindera.  - Przecież tam ciężko znaleźć kogoś sensowne...

Nika – connecting people

Obraz
Jestem jak Nokia. Bynajmniej nie z powodu twardej obudowy i niezwykłej żywotności, ale okazuje się, że wspaniale łączę ludzi. Wiem, wiem, żarcik dla dinozaurów, które w ogóle wiedzą co to jest Nokia i jak się gra w węża.  Dzisiejsza opowieść to historia dla sentymentalnych. Jesteście ciekawi? To zaczynamy!  ***  Wszystko zaczęło się 19 lat temu. Mentalnie nadal mam 26 lat (góra!), więc trzymanie się chronologii wydarzeń dużo mnie kosztuje. 19 lat temu też był październik, a to oznaczało, że klasa I C z Liceum Ogólnokształcącego im. Pewnego Ważnego Żołnierza miała już za sobą miesiąc nauki.  Jak to zwykle bywa, w klasie porobiły się grupy i podgrupki, ale mimo tego więcej ich łączyło niż dzieliło. Może wtedy jeszcze nie zadawali sobie z tego sprawy, bo kto mając 16 lat zwraca na takie rzeczy uwagę, ale byli życzliwi i lubiący życie. Lubiący siebie nawzajem, radośni i pełni wiary w możliwości.  W końcu to pokolenie milenialsów, z całym dobrodziejstwem inwentarza. ...

Endorfinowa kąpiel mózgu

Obraz
Zastanawiałam się ostatnio co takiego jest w filmach i książkach, że potrafią pochłonąć człowieka. Dobra, mnie pochłaniają. Zupełnie inaczej niż teatr, który przecież ubóstwiam. Tak sobie to rozkładałam na atomy, aż doszłam do wniosku, że wszystko kręci się wokół bohatera i odrobinkę zahacza o akcję. Nie wierzycie? W teatrze ośrodek ciężkości koncentruje się na problemie. Sztuka jest w dużej mierze oparta na wyobrażeniach. Wiadomo, że scena ma pewne ograniczenia przestrzenne, a i budżet spektaklu z reguły nie jest zbyt powalający. Gdy wybrzmiewa trzeci dzwonek i gasną światła zaczyna się magia, bo nagle zamiast gołych desek widzimy zamki, drapacze chmur, odległe galaktyki. Farsa, oparta na prostych gagach, nie wymaga wiele od widza. Co innego dramat – on często wbija w fotel, ale efekty specjalne są tam sprawą drugorzędną. Nie ma też znaczenia czy to monodram, czy przedstawienie na 20-osobową obsadę. Teatr rządzi się innymi prawami. Jego zadaniem jest dotknąć czegoś w duszy, co będ...

Wieczór gier

Obraz
Od pewnego czasu umawiamy się z przyjaciółmi na planszówki. To jedna z moich ulubionych tradycji. Najpierw wygibasy przy ustalaniu terminu, potem wykłócanie się o wybór gry i płacz, że nikt nie chce przerżnąć ze mną w Scrabble, półgodzinne deliberowanie w sklepie nad tym, które żelki przynieść. Przygotowania są super. Sobotni wieczór zaczęliśmy od plot, drinków i prób pogłaskania kota, który miał nas centralnie pod ogonem. Można było kici-kiciać do upadłego.   Człowieki mają jednak swoją dumę i po dotkliwym zranieniu przez puchatą kulkę wróciliśmy do swoich zajęć. Trzeba było obgadać możliwości wyjazdu na Sylwestra i przejechać się po nowych serialach z uniwersum Star Wars. Do wyboru planszówki jeszcze nie doszliśmy. Byliśmy jednak w trakcie miłego przeglądu repertuaru kinowego, gdy zadzwonił domofon i wyrwał nas z naszej bańki. Zbliżała się 22.00, nikt nie zamawiał jedzenia, wszyscy zaproszeni już byli, więc o co chodzi? Okazało się , że pękła rura w piwnicy i chłopcy na 5 p...