Posty

Dom wojownika

Obraz
Czym jest dla was miłość?  To stan, który ciężko zdefiniować. Znamy części składowe, ale mieszamy je w przeróżnych konfiguracjach - ot, emocjonalna sałatka jarzynowa, w każdym domu inna. Dla jednych ważniejsze będzie poczucie bezpieczeństwa, dla innych adoracja, namiętność albo świadomość, że patrzymy w tym samym kierunku. Łatwo też powiedzieć czym nie jest: to nie pluszowy miś, ani kwiaty, ani całusy małe-duże. A już z całą pewnością nie zaborczość, kontrola i chorobliwa zazdrość.  Ostatnio przyszło mi do głowy porównanie, że miłość jest jak ciepły dom wojownika. To przestrzeń, w której zdejmujesz buty, zbroję i jesteś sobą. Dziwactwa nie drażnią i nie są wstydliwą tajemnicą zamiataną pod dywan. Są kolorową posypką w kubku rzeczywistości. Miłość to ta maleńka enklawa, która wywołuje mimowolny uśmiech, w której odpoczywasz i ładujesz baterie - nawet jeśli pod hasłem aspołecznego samotnika widnieje twoje zdjęcie. Wyobrażam sobie ten dom, jako miejsce pełne ciepła, światła. O za...

Kura

Obraz
 Od ostatniego wpisu minął miesiąc, a ja zmieniłam się w kobietę-kurę. Wiem, kobieta-kot to o wiele seksowniejsza wersja, ale rzeczywistość jest nieubłagana. Nie chodzi o kurę domową z piosenki Marii Peszek, ale o... odlot. Tak, tak, zaczynam latać. Może podfruwać. W każdym razie nie człapię dostojnie ze wzrokiem utkwionym w glebie, ale co jakiś czas prostuję skrzydła, macham nimi, jak szalona, a potem z wielką gracją osiągam zawrotny pułap kurnika. Wszystko zaczęło się od imprezy z okazji Halloween. Moja przyjaciółka zorganizowała przebieraną imprezę, na której wystąpiłam w roli czarownicy. Pełna profeska: spiczasty kapelusz, różdżka, zmywalne tatuaże z fazami księżyca. Nawet sztuczne rzęsy sobie przylepiłam, by nadać spojrzeniu głębi. Mówię wam, Aquaman by się mógł utopić.  Na szczęście nie było go, impreza odbyła się bez zgonów (hłe, hłe), a przy tych ilościach Krwawej Mary, jakie poszły uważam to za sukces. Tak się jednak złożyło, że jednym z gości był facet z bardzo ładny...

Rzut na granat

Obraz
Widzieliście kiedyś uśmiechniętego lwa? No dobra, może nie jest to uśmiech sensu stricto, ale rozczula mnie widok grymasu na pysku tego wielkiego kota.  Kocham wszystkie pory roku, ale jesień ma dla mnie szczególny urok. Nie ma nic lepszego niż szuranie butami w opadłych liściach. Już zaliczyłam grzybobranie, herbatę z malinami, dłuuuugi wieczór pod kocykiem. Obłożyłam się książkami z jesienią w tle i chłonę je, jak kania deszcz. Spacer w deszczu też mam zresztą odhaczony. A na pysku mam dokładnie ten sam uśmiech co kocur ze zdjęcia: omniomniom, jak ja nic nie muszę! I nie chodzi o permanentny tumiwisizm, ale o wewnętrzne poczucie, że siła jest we mnie i żaden czynnik zewnętrzny jej nie zaburzy. Wiecie, chodzi o drobiazgi. Chociażby to, że uwielbiam mieć pomalowane paznokcie i zrobione oczy, a piszę te słowa całkowicie sauté. I nie tylko dlatego, że siedzę w domeczku, okutana w gruby sweter. Byłam bez makijażu na spacerze przez pół Warszawy, na poczcie i w kawiarni. Nie muszę dodaw...

Emancypantka

Obraz
Mówią, że dorosłość to odpowiedzialność. Że obowiązki powinny być na pierwszym miejscu. Że podejmując się czegoś powinniśmy w tym trwać już na zawsze. Czy to dobrze? I tak, i nie. Lubię poczucie stabilności – tego, że nie jestem konikiem polnym i najpierw zadbam o opłacenie rachunków, a dopiero potem zastanowię się czy mi starczy na bilet do kina. Najpierw obowiązek, a potem przyjemność. Ogromnie podoba mi się wizja miłości do śmierci – tego, że będziemy do siebie wracać po męczącym dniu i wspólnie cieszyć się z drobiazgów. Wierzę, że da się być z drugim człowiekiem nie tracąc swojej odrębności. Jednocześnie nie wyobrażam sobie życia, w którym nie ma miejsca na zmiany. Zawsze znajdzie się pole do popisu: można kupić wygodniejszą kanapę, znaleźć lepiej płatną pracę, spróbować nowego dania. To rzeczy małego kalibru. Może czytając te słowa uśmiechacie się pod wąsem, że nie ma o czym mówić. A przecież są ludzie, którzy drętwieją na samą myśl o tym, że mieliby zmienić fryzurę, albo zj...

Kieszenie pełne kasztanów

Obraz
Hej, ho! Do domu by się szło! Osiem godzin na dupce i od razu jakoś tak człowiekowi miło się robi, kiedy zmusza mięśnie do użytku. Oczywiście w ramach rozsądku i godności osobistej. Bez przesady z tym pilatesem, albo – nie daj Boże – zumbą. Nie dość, że się skacze i poci, to jeszcze trzeba to robić z uśmiechem. Zwyrodnialstwo… Wybiegłam z mojego biura, całego w gustownej szarości, na świat pełen kolorów. A to się liście czerwienią, a to trwa żółci, a to brązowe… nie, jednak to zostawmy. Jednak traf chciał, że prosto pod moje nogi zaczęły spadać kasztany: lśniące, pachnące świeżością. Lubię ten moment, kiedy kolczasta łupinka pęka pod naporem podeszwy. To było niczym podróż w czasie – biegałam od jednego kasztana do drugiego, ładowałam je w kieszenie i czułam się jakbym znalazła skarb. Tak przyjemnie ciążyły w płaszczu, kiedy szłam przez miasto. Jesień wyciąga na wierzch dzieciaka. Są kasztany, są nowe filmy, jest kakao i kocyk. Nadal siedzi we mnie ta dziewczynka, która uważa, że...

Chała!

Obraz
Życie pisze czasem zwariowane scenariusze, ale w moim przypadku robi to często piórem roztrzepania. Wypad do Krakowa był częścią prezentu urodzinowego i jak już wiecie udał się wręcz wyśmienicie. Na fali euforii, że to właśnie ja znalazłam hotel, ogarnęłam bilety na przedstawienie i zaplanowałam trasę wycieczki, postanowiłam dokończyć dzieła i zdobyć sprawność Zajebistej Organizatorki. Tak, kochani, pakowanie zostawcie mnie! I zostawili. A ja zostawiłam w szafie bluzę, spodnie i gustowny t-shirt w leniwce… Na szczęście odesłali mi je w zgrabnej paczuszce i to nawet szybciej niż się spodziewałam. Harcerka ze mnie średnia. Może dlatego, że byłam jedynym dzieckiem w klasie, które nie zapisało się do zuchów. Taka mała buntowniczka, ale ciągle siostra na schwał. Serio! Weszłam w niedostępne dla mnie rejony internetu i czytałam o grach, parametrach, stopniach trudności, grafice i ścieżce dźwiękowej. Dla człowieka, który ogarnia jedynie sapera i pasjansa-pająka to naprawdę wyczyn. Wreszcie u...

Magia

Obraz
Dzieci radośnie pobiegły do szkoły, bo nauczone doświadczeniem wietrzą już nadciągającą zdalną naukę. Strajki, problemy z ogrzaniem budynków czy inny shit. Swoją drogą żeby wytrwać w zawodzie nauczyciela naprawdę trzeba mieć w sobie silne poczucie misji i jakąś poduszkę finansową – osobiście podziwiam i nie ma w tym krztyny przesady. Co nie zmienia faktu, że wakacje się skończyły, a ja wreszcie mogłam otrąbić coś, na co czekałam bardzo długo: urlop! Wiem, wstęp miałam niczym Mickiewicz przed rozpoczęciem akcji na Litwie, ale po prostu muszę podzielić się z Wami radością, która we mnie musuje niczym cola z mentosami. To dopiero 6 dzień wolności, a ja zdążyłam już zaliczyć trochę kultury, magii i facepalmu, ale po kolei. Po pierwsze – byłam w Krakowie. Nie pierwszy raz, ale wciąż na nowo daję się oczarowywać temu miastu królów, maczet i smogu. Smogu nie było i w oddali majaczyły szczyty gór. Przez chwilę nawet pomyślałam, że romantycznie byłoby zdobywać skałki i młodą piersią chłonąć...