Posty

Maj majem pogania

Obraz
O Bożenko, cóż to jest za maj 🔥 Zaczęło się ogniskiem u przyjaciółki, więc jak widzicie zaczynamy z wysokiego pułapu. Piękna pogoda, aperol, papryka z grilla i Queen grane na akordeonie. Czy można to przebić? Maj mówi: Spoko, potrzymaj mi piwo. Zaraz w pierwszy weekend pojechałam na ślub i wesele brata. Do tej pory nie wiem dlaczego nie płakałam, chociaż zawsze płaczę na ślubach. Pięknie było. Babcia zrobiła oczepiny już w kościele, bo elegancko nadepnęła na welon. Wiecie, że strój Panny Młodej ważył jakieś 20 kg? Prawdziwa siłaczka. W ogóle było cudownie, pogadałam z rodzinką, której nie widziałam od dawna (czasem aż wstyd mówić ile lat), potańczyłam. Tym razem Freddie Mercury nie śpiewał, ale co zrobić. Na szczęście na brak muzyki nie narzekam: dwa koncerty w tym miesiącu i to nawet nie juwenalia na krzywy ryj. Jazz i muzyka musicalowo-filmowa.  Naprawdę, chłonę kulturę jak kania deszcz. Bo przecież jak maj to i Warszawskie Spotkania Teatralne, mój ulubiony festiwal. Przy okazji...

Wskrzeszeniomat – część trzecia

Obraz
To już ostatnia część opowiadania. Dajcie znać co o nim myślicie. I koniecznie powiedzcie, co chcielibyście wskrzesić :) Wskrzeszeniomat – część trzecia – Pani Ewo, proszę na słówko! – głos dyrektora brzmiał niczym odgłos paznokci przesuwanych po tablicy. – Słyszałem w pokoju nauczycielskim, jak opowiadała pani o jakimś łańcuchu dobrych uczynków . – Tak, panie dyrektorze, ale nie chodzi tylko o same dobre uczynki. Był już taki łańcuszek dobrych serc polegający na tym, że każdy, komu wyświadczono jakieś dobro miał odwdzięczyć się podając je dalej. Tu chodzi przede wszystkim o ciągłość pokoleń. Każdy ma jakieś wspomnienie związane z babcią, dziadkiem, miłą sąsiadką albo nawet ukochanym pisarzem. Czy nie byłoby wspaniale, żeby kultywować ich dobre nawyki? – Hmm, tradycja, powiada pani…– dyrektor zrobił zamyśloną minę. – Myślę, ze możemy się na to zgodzić. Proszę przeprowadzić taki… echem… eksperyment. – Dyrektor wyraźnie nie lubił tego słowa. – Na początek niech zaangażuje pani ...

Wskrzeszeniomat – część druga

Obraz
Boże, jak się cieszę, z tych króciutkich wskrzeszeń... Nucę to obsesyjnie od kilku dni ;) Podobała się Wam pierwsza część opowieści o Ewie, Kamili i ich planie?  Wskrzeszeniomat – część druga Wszystko jest jednak łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zapamiętane drobne gesty miały sens właśnie dlatego, że były skierowane do konkretnego człowieka. Cały mikrokosmos słów, czułych przytulasków, ulubionych potraw i hermetycznych żartów był oparty na jednym – na miłości do bliskich.  Przez cały następny dzień Kamila usiłowała przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów z dzieciństwa. Jej dziadkowie byli zwykłymi ludźmi i poza cukierkowymi niespodziankami nie wyróżniali się niczym szczególnym. Dziadek Tomek lubił łowić ryby, które babcia z poświęceniem przyrządzała na tysiące sposobów, ale Kamila na samą myśl o wypatroszeniu hipotetycznej płotki miała całkiem realne dreszcze.  Postanowiła w końcu, że zrobi przegląd szaf i odda część potrzebującym. W rodzinnie mamy robiono tak co roku i ...

Wskrzeszeniomat – część pierwsza

Obraz
W cyfrowych czeluściach odgrzebałam swoje opowiadanie z zamierzchłych czasów. Od tamtej pory zmienił się trochę mój styl pisania, ale cieszę się, że wciąż mam na nosie różowe okulary.  Opowiadanie będzie opublikowane w 3 częściach. Wskrzeszeniomat – część pierwsza Jakkolwiek dziwnie to brzmi wszystko zaczęło się od ptaszka. Od ptaszka, trzydziestoletniej singielki i tureckiego all inclusive. Są takie dni, kiedy człowiek wie, że jest kiepsko, lepiej nie będzie i modli się tylko o to, by jakoś dobić do wieczora. Ewa zaliczała właśnie taki dzień. Rozkoszne wakacje w Turcji z drinkami z palemką, zapierającą w dech piersiach architekturą i najlepszą przyjaciółką Kamilą, były po prostu nieznośne. Drinki były pyszne przez pierwsze dwa dni, Kamila zamiast na pogaduchy o życiu rzuciła się do nadrabiania książkowych zaległości, a architektura… – Kurde! Znowu w wpadłam w dziurę – jęknęła Ewa, masując obolałą stopę. – Czy w tym kraju każdy chodnik wygląda, jak sito? To już chyba trzeci ...

Okrutnik

Obraz
To smutna historia, z wieloma płaszczyznami nieszczęścia.  Zaczęło się od znalezienia na ulicy martwego mężczyzny. Był młody, nie miał na sobie śladów pobicia. Nic nie wskazywało na morderstwo. Przewieziono go do zakładu medycyny sądowej, pobrano krew. Toksykologia pokazała bardzo duże stężenie środków nasennych, szybko okazało się, że popełnił samobójstwo. Dlaczego? Miał żonę, małe dziecko, pracę. Brak długów, brak chorób przewlekłych. A jednak od lat był głęboko nieszczęśliwy. Miotał się sam z sobą, odchodził, wracał. Wreszcie odszedł całkiem. Biedny, nieszczęśliwy człowiek, którego przerosło życie. Wybrał drogę bez odwrotu, drogę tchórzy, którzy uciekają od rzeczywistości.  Jednocześnie targnięcie się na życie, wymaga przekroczenia jakiejś granicy. Życie to świętość – mamy głęboko wpisany szacunek do niego. To podstawa naszej egzystencji. Mord jest sprzeniewierzeniem się naturze, samobójstwo w jakiś sposób budzi pogardę. Wiem, czasem ludziom wydaje się, że to honorowe rozwi...

Ramen z przypałem

Obraz
Jedni wywar z kurczaka jedzą z marchewką i natką pietruszki, inni wrzucają w to glony i jajka Nitamago i zmieniają swojski rosół w egzotyczny ramen. W obu przypadkach to danie z rodzaju comfort food. Takie cieplutkie, sycące, uspakajające brzuszek. A jak w środku jest tak miło, to można zrzucić to co leży na bebechach. Oczywiście w metaforycznym sensie. Poszliśmy ekipą do knajpeczki, w której serwowali właśnie tę japońską zupę bogów. Panteon Kraju Kwitnącej Wiśni jest przebogaty, dlatego imiona z ich mitologii posłużą za pseudonimy w tej opowieści. Byłam więc ja, Benten i Okame, Susamoo i Ninigi. Mieliśmy do obgadania kawał życia, bo nie widzieliśmy się od kilku miesięcy, a wiadomo, że w tym czasie życie może się przewrócić o 180 stopni. Faktycznie. Zaczęliśmy od rzeczy mniejszego kalibru: ot nowa miejscówka do tańca, albo wakacyjne plany. Potem przeszliśmy do rzeczy poważniejszych, jak zmiana mieszkania i kryzysy związkowe. A na koniec wjechała moja ulubiona część: ostry przyp...

Obdarowani

Obraz
Nie wiem czy tez tak macie, ale ja czuję się wspaniale żyjąc w tych właśnie czasach. Owszem, widzę to co się dzieje na świecie: widzę wojny, kataklizmy, spadek wartości pieniądza. Czasem myślę sobie, że za bardzo zapędziliśmy się w konsumpcjonizm. Mimo tego doceniam możliwości dzisiejszego świata. Zobaczcie, kilkaset lat temu wyprawa z Polski do Stanów zajęłaby kilka miesięcy. Dziś – 12 godzin łącznie z odprawą i krzyżówką na lotnisku. Kiedyś kunsztem Chopina mogli zachwycać się nieliczni – dziś wystarczy odpalić YouTube.  Zawsze gdy wchodzę do zamku – obojętnie czy to zameczek w Oporowie, czy monumentalne zamczysko w Malborku – mam poczucie, że mogę więcej niż przodkowie. Ilu maluczkich zastanawiało się jak wyglądają królewskie komnaty? Setki tysięcy. A dziś wchodzisz na Wawel i spacerujesz po Wilanowie.  Możemy próbować nieznanych smaków, poznawać obce kultury, uczyć się, tworzyć. Glinę czy podobrazia kupi się dziś bez większego problemu. Wystarczy włączyć internet, by znale...