Smutne piękno

Przyjaciółka przysłała mi ostatnio przepiękne zdjęcia kwiatów: magnolii, dzwonków, stokrotek. Każde było inne, ale przepełnione światłem, intensywnością barw. Każde było hymnem ku czci życia, które co roku rozkwita z całą swoją bujnością. Przerażająca jest tylko świadomość, że zrobił je człowiek, który umiera.

Od razu inaczej patrzy się na te bezwstydnie radosne kwiaty. Co z tego, że są kruche i łatwo zgnieść w palcach ich płatki? Teraz są królami. Pysznią się swoją siłą witalną, przykuwają wzrok, każą podziwiać. A myśli mimowolnie uciekają do tego, że Ktoś Ważny być może patrzy na nie po raz ostatni. To boli. Boli świadomość nieuchronności, tego, że wspólny czas już się kurczy. Nigdy nie znamy dnia i godziny – zdrowi ludzie też mogą wstać rano, a wieczorem nie wrócić do domu. Może tak jest łatwiej? Nie liczyć godzin, cieszyć się swoją bliskością i nie wypatrywać śmierci w każdym cieniu.

Nikt jej nie lubi, większość się boi. Jest taka nieprzenikniona, ale bywa też piękna. Potrafi być jak chłodny okład na rozpalonym czole, który gasi cierpienie. Jak łyk wody, zrzucenie plecaka po ciężkiej wędrówce. Ulga.

Przeraża nas niewiadoma i cisza, która pozostaje po człowieku. Wyrwa, której nie daje się zastąpić. A jednak wierzę, że ten odwieczny cykl natury dotyczy także nas. Piękne kwiaty opadają, zostają nasiona i cebule, które zakopane w ziemi śpią ukryte, by wraz z kolejną wiosną zakwitnąć na nowo – te same, choć inne.

Doświadczyłam w życiu straty wielu osób i nikt nie jest w stanie ich zastąpić, ale wcale nie chcę szukać ich substytutów. Oni wciąż są – inaczej, nie tak namacalnie, ale wciąż czuję ich miłość. Wiem, że błogosławią mi i cieszą się z moich sukcesów. Wiem, że babcia załamuje ręce nad moim stylem bez stylu, że dziadek śmieje się, gdy podjadam tak jak on zimną kapustę ze słoika. Otula mnie tak wiele spojrzeń pełnych ciepła, że nigdy nie zmarznę.

Do tego trzeba dojrzeć, poukładać sobie, że świat się nie kończy. Człowiek się nie kończy. Zmienia się tylko jego stan skupienia, ale miłość, emocje, świadomość – to wszystko zostaje. Tak, wierzę w życie pozagrobowe. Wierzę w Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał, byśmy mogli żyć. Wierzę, bo czułam uścisk babci, gdy tuż po pogrzebie weszłam do jej domu. Wierzę, bo rozmawiałam z dziadkiem we śnie. Wierzę, bo czasem gdy proszę ich o radę dostaję ją na tysiące śmiesznych sposobów: czasem jako myśl, czasem zasłyszane słowa, jeszcze kiedy indziej jako piosenkę czy plakat. Można tłumaczyć to wszystko zbiegami okoliczności, nadinterpretacją. Można. Ale można też wierzyć, że nie wiemy wszystkiego, a nadprzyrodzony świat istnieje.

Można powiedzieć, że sen to jedynie rozpaczliwa projekcja, próba poradzenia sobie z emocjami na poziomie podświadomości, obrona mózgu przed niszczącą falą rozpaczy. Można i wcale tego nie neguję. Ale wiem też, że niebiańska poczekalnia, która mi się przyśniła była bardziej realna, niż świat, w którym żyję. Tamte kontury i kolory były ostrzejsze, odczucia prawdziwsze. Mam pewność, że oczy, które kocham ciągle się śmieją.

Bezsilność towarzyszenia w chorobie i umieraniu jest straszna. Kilka splecionych samotności, gdy jedno stara się ukryć ból przed drugim. W tym przypadku śmierć paradoksalnie wyzwala. Miłość rozciąga się ponad czas i przestrzeń, nie ma barier, które mogłyby ją powstrzymać.

Jesteśmy jak gąsienice w ogrodzie. Lubimy pełzać obok siebie i trącać się czułkami, ale przychodzi chwila, gdy gąsienica zmienia się w motyla i musi odfrunąć. Nie można trzymać jej przy ziemi. Osiągnęła swoje najwyższe stadium rozwoju, jest wolna i piękna. Musi lecieć i czekać aż inne gąsienice dołączą do niej, by wspólnie wirować na wietrze.

Niech piękno trwa 











Komentarze

  1. Trudno człowiekowi oswoić się ze śmiercią, ale pełne zrozumienie cyklu życia inicjuje potęgę radości z życia, celebracji codzienności, bliskiego kontaktu z naturą. Izabela Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy da się zrozumieć to wszystko w pełni? Myślę, że mamy dostęp tylko do małego wycinka rzeczywistości, ale ta tajemnica jest na swój sposób fascynująca

      Usuń
  2. Ja pierdole, nie pisz takich pięknych postów... bardzo dający do myślenia, skłaniający do refleksji, smutny, ale i zarazem dający nadzieję, że gdzieś tam na szczycie góry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to smutny moment życia, ale wierzę, że to tylko przejście do prawdziwej pełni...

      Usuń
  3. W bardzo ładne słowa ubrałaś swoje uczucia. Chyba wielu ludzi chce wierzyć, że jest coś po śmierci, łatwiej im wtedy się żyje. Jeśli tylko im to pomaga - cóż w tym złego?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic dziwnego, że ludzie boją się śmierci. Nie znają, nie wiedzą jak naprawdę wygląda i co się po niej dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówią, że cień śmierci jest tak nieprzenikniony, bo wielkie światło bije z drugiej strony. Wierzę w to

      Usuń
  5. To fakt, odejście bliskich bardzo boli, ale oni przez cały czas są przy nas - tylko w innej formie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutny ten post, mimo, że piękne wiosenne kwiaty, to jednak radość Och gdzieś się ulotniła. Tak, trudno jest pogodzić ze stratą bliskiego, ze świadomością, że fizycznie juz ich nie spotkamy. Jednak ja wiem, że są. Nie wierzę w jakieś niebo, moje postrzeganie śmierci i tego co jest potem jest zupełnie inne. Jednak wiem, zw każde życie nie kończy się wraz ze śmiercią, to tylko etap,a później doświadczają czegoś innego.
    Jednak tęsknota to tęsknota i trudno jest z nią walczyć.
    Zaglądałam za nowym wpisem, cieszę się, że jest, ale szkoda, że inspirowany smutkiem. Czasem Jednak i taka chwila jest potrzebna.

    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - tęsknota to tęsknota. Można sobie racjonalizować do woli, a jednak emocje muszą znaleźć ujście.

      Cieszę się, że zaglądasz :)

      Usuń
  7. Pięknie to napisałaś. Trudno się oswoić ze stratą kogoś bliskiego. Naprawdę trudno to wszystko ogarnąć. Nie próbuje sobie nawet wyobrazić, co czuje ktoś kto wie, że lada moment umrze. Jak pogodzić z tym, że niedługo umrze? Bo to się czuje. Tak mi mówiła ciocia, której już nie ma na tym świecie. "Kasiu ja wiem, że za chwilę odejdę, czuję to każdą komórka mojego ciała". Temat śmierci jest niezwykle trudny. Niełatwo się o tym rozmawia.

    Kasinyswiat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda... My się jakoś tak oszukujemy, że jesteśmy nieśmiertelni i niezniszczalni. A przecież śmierć to element życia. W XVII powstało Bractwo Dobrej Śmierci, które pomagało umierającym, modliło się na konających i zmarłych, opiekowało się ludźmi, którzy zostali w żałobie. To było kompleksowe podejście i wydaje mi się, że z większym wyczuciem, niż w dzisiejszych czasach. Może dlatego, że kiedyś było więcej wojen, klęsk żywiołowych, głodu, chorób i widać było świat w jako nieupudrowanej wersji.

      Usuń

Prześlij komentarz