Posty

Wyświetlam posty z etykietą miłość

Ploty i pierniczki

Obraz
Grzaniec i pierniczki to patent na serum prawdy. Ciepły napój, duże stężenie cukru i od razu człowieka napada na zwierzenia. Nie, nie, żadne mroczne tajemnice. Raczej te, które wyciąga się przed zaśnięciem, ogląda jak pryzmacik i odkłada z powrotem do bezpiecznej szufladki. Ale skoro mam zielone światło, to kilka Wam zdradzę. 😉 Wiktoria  Wiktoria to nie imię - to zbroja. W końcu oznacza zwycięstwo. Wika też taka była. Żadnego pielęgnowania ran. Kolczuga, miecz w dłoń i jedziemy. - Dziewczyny, byłam wkręcona w Łukasza tak, jak w nikogo. Smsy na dzień dobry, smsy na dobranoc, tu pizza, tam kawka. Dobra, to, że nawet nie próbował mnie pocałować powinno mi dać do myślenia, ale myślałam, że jest nieśmiały i nawet podobało mi się to wolne tempo. Dopóki nie zobaczyłam go z jakąś sweet blondi za rączkę. Szlag jasny mnie trafił. - Nie dziwię się. Wygarnęłaś mu, że cię tyle czasu zwodził? - Nie - Wika upiła łyk grzańca. - Założyłam Tindera.  - Przecież tam ciężko znaleźć kogoś sensowne...

Idealna randka

Obraz
X fruwa ostatnio na różowym obłoku szczęśliwości, tak słodkim, że postronnych bolą zęby. To znaczy mnie bolą od zgrzytania z zazdrości, bo miłość miłością, ale żeby zaraz tak ostentacyjnie, z łapaniem na ręce i okręcaniem w powietrzu? Z wiecheciami kwiatów? Z trzymaniem za łapkę na spacerze, w kinie i w kościele? No kurczę, ja też chcę!  Chyba nigdy nie wyleczę się z romantyzmu. Łaknę opowieści o miłości, jak kania dżdżu. Uwielbiam historie początku znajomości, kiedy każde muśnięcie dłoni i drgnienie serce rezonowało godzinami. Mogę godzinami słuchać o zaręczynach i ślubach, na których zawsze płaczę ze wzruszenia. I kocham wzmianki ludzi w długoletnich związkach, którzy rozczulają się nad tym co ostatnio zrobili mąż/chłopak/żona/dziewczyna. Bo ich uczucie jest już dojrzałe, sprawdzone, takie uklepane, a jednak... u nich spontaniczny taniec w kuchni czy herbata w ładnej filiżance, zrobiona tak po prostu bez pytania, urasta do rangi Pomnika Miłości. Ostatnio rozmawiałam ze znajomymi ...

Niebieska flaga

Obraz
Czytałam ostatnio artykuł o kolorowych flagach w związku: czerwonych – które każą uciekać, gdzie pieprz rośnie; różowych – zapraszających do przepracowania zgrzytów; beżowych – oznaczających nudę, powtarzalność i sztampę oraz zielonych – sztandarów, którymi możemy machać z radością, że wszystko idzie tak, jak powinno. Prawdę mówiąc nie wiedziałam o istnieniu większości z nich. Umawiając się na randkę człowiek powinien przejść skrócony kurs weksylologii, inaczej nie ma szans żeby się w tym wszystkim połapać. Skoro jednak już świat relacji wygląda, jak plaża nad Bałtykiem, to zrobimy szybki przegląd. Czerwień mówi stop – to te wszystkie sytuacje, kiedy mamy do czynienia z przemocą. Nieistotne czy chodzi o przemoc fizyczną, psychiczną, emocjonalną, ekonomiczną czy seksualną. To po prostu sytuacja, kiedy trzeba głośno wołać o pomoc i przerywać zło. Agresja, karanie milczeniem, odcinanie od znajomych i rodziny, brutalne zachowanie, uzależnienia – czerwona lampka miga. O tym, że dzieje s...

Dom wojownika

Obraz
Czym jest dla was miłość?  To stan, który ciężko zdefiniować. Znamy części składowe, ale mieszamy je w przeróżnych konfiguracjach - ot, emocjonalna sałatka jarzynowa, w każdym domu inna. Dla jednych ważniejsze będzie poczucie bezpieczeństwa, dla innych adoracja, namiętność albo świadomość, że patrzymy w tym samym kierunku. Łatwo też powiedzieć czym nie jest: to nie pluszowy miś, ani kwiaty, ani całusy małe-duże. A już z całą pewnością nie zaborczość, kontrola i chorobliwa zazdrość.  Ostatnio przyszło mi do głowy porównanie, że miłość jest jak ciepły dom wojownika. To przestrzeń, w której zdejmujesz buty, zbroję i jesteś sobą. Dziwactwa nie drażnią i nie są wstydliwą tajemnicą zamiataną pod dywan. Są kolorową posypką w kubku rzeczywistości. Miłość to ta maleńka enklawa, która wywołuje mimowolny uśmiech, w której odpoczywasz i ładujesz baterie - nawet jeśli pod hasłem aspołecznego samotnika widnieje twoje zdjęcie. Wyobrażam sobie ten dom, jako miejsce pełne ciepła, światła. O za...

Zmroziło

Obraz
– Zmroziło. – Chyba pogrzało – mruknęłam. 30 stopni w cieniu, a ją mrozi. Leżałyśmy z X w Łazienkach rozkoszując się początkiem weekendu. Wiecie: zapach koniczyny, chłodek i pewność, że rozkładając koc nie natrafisz na psie guano. – Zdecydowanie mnie zmroziło – X nie dawała za wygraną. – Znalazłam Remka na Tinderze. – Jakiego Remka?   Przyjaźnimy się, pożyczam jej sweter i torebkę, angażuję się w postpaszczakowe traumy, ale przecież nie mogę znać każdego speca od IT w jej firmie. To nawet nie jest moja firma. – Nika! Skup się! – X pstryknęła mi palcami nad głową. Niechętnie otworzyłam oczy. – Remek. Zmroziło. Nic w dyni nie dzwoni? – Pokaż! Być może wydałam z siebie dziwny pisk, ale przypominam, że to Łazienki, w których pawie drą się na niebotycznych częstotliwościach. A przynajmniej taka jest moja linia obrony, Wysoki Sądzie. Faktycznie – znam tę twarz. Facet, który wie, że rozmiar ma znaczenie i dobra książka musi mieć objętość hipopotamicy w ciąży. A i technikę ma...

Gra o miłość

Obraz
Był taki dzień – niedawno temu, gdy w czasie spotkania rozejrzałam się po sali i zdębiałam. Był to moment pełen transcendencji: pierwszy raz filmy, książki i opowieści koleżanek splotły się w warkocz rzeczywistości i przyłożyły mi w twarz. Wolni faceci są gatunkiem na wymarciu! Tak było, nie ściemniam. Siedzimy, robimy burzę mózgów, trybiki pracują, ale fakty są nieubłagane: rozwódka, samotna matka, wdowa, panna, panna i zodiakalny Byk. A po drugiej stronie żonaty, żonaty, żonaty dzieciaty i żonaty dzieciaty tak bardzo, że za chwilę Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej pozwie go o zniszczenie programu 500+. OK, był w tym gronie jeden singiel, ale prawdę mówiąc nie wiem jakim cudem się uchował. *** Tak się jakoś porobiło, że wiele moich koleżanek jest samych. Niekoniecznie samotnych, bo zdecydowana większość jest zadowolona z życia i czerpie z niego pełnymi garściami. Mają bliskich i przyjaciół. Mają hobby. Niektóre mają zwierzęta. Za to koledzy błyskają obrączkami i chwalą się dz...

Miłość ze smartfona: Wystraszone sarny

Obraz
Ostatnio Internet zalewa analiza „Oszusta z Tindera”. Psycholodzy i socjolodzy rozkładają na czynniki pierwsze mechanizmy, które pozwoliły facetowi omotać dziesiątki kobiet i wyłudzić od nich niebagatelne sumy. Diamentowy pałac w głowie lśni, bajka puka do bram. Basia z Jedno oko na Maroko fantastycznie to opisała w swoim artykule Tinder Swindler , ja jednak opowiem wam o czymś, z czym spotykam się dużo częściej. A będzie to opowieść o sarenkach. ***  Nie, wcale nie chodzi o ten suchar, że dziewczyna ma nóżki jak sarenka – nie tyle zgrabne, co owłosione. Chodzi raczej o ten paraliż, który spina zwierzę, które znajdzie się w świetle reflektorów. Jeśli się boi – powinno uciec. Jeśli się nie boi – powinno ze zblazowaniem na pyszczku żuć trawę, albo majestatycznym krokiem przejść z punktu A do B. Tymczasem strach spina je tak bardzo, że na kilkanaście potwornie długich sekund sarna zastyga w bezruchu, a człowiek nie wie jak zareaguje. Rzuci się w prawo? W lewo? Poszarżuje na wprost? J...

Za rok o tej samej porze...

Obraz
...będziesz miała syna. Biblijnie, co? Skojarzenie nie jest przypadkowe, bo to faktycznie cytat z 2 Księgi Królewskiej. Bywa, że przypadkowe słowa zakorzenią się w mózgu i co jakiś czas wracają do nas rykoszetem. Mogą to być fragmenty wierszy, piosenek, strzępki dawnych rozmów. Do mnie te słowa wróciły, bo przypomniało mi się czego pragnęłam rok temu. Nie, nie syna. Ani córki. Jestem z tych dziecioodpornych. Ale w kulturze semickiej sprzed kilkudziesięciu wieków, syn był dla matki spełnieniem marzeń. Był zabezpieczeniem jej bytu na starość, jej obrońcą, głosem na zewnątrz i znakiem wielkiego błogosławieństwa. Każdy z nas ma takie głębokie marzenie, rdzeń wszystkich innych pragnień. Nie zawsze nawet zdajemy sobie sprawę z jego istnienia, bo rozmywa się w dziesiątkach innych zachcianek, pochodnych  tego największego. Ostatniej zimy z zazdrością patrzyłam na ludzi pędzących na randki. Wiecie: światełka, prószący śnieg, romantyczny entourage. Pamiętam, że pomyślałam sobie, że za rok, o...

Wosk i klucz

Obraz
Jak mówi stare, polskie przysłowie: na świętego Andrzeja kwitnie pannom nadzieja. Jeden dzień w roku, kiedy można wróżyć i zrzucać to na karb podtrzymywania tradycji. Jeden dzień, a właśnie wieczór, kiedy zagląda się w przyszłość w nadziei, że nowy rok przyniesie miłość. W racjonalnych czasach technokracji niewiele miejsca pozostaje na dawne gusła. Niby nie wierzymy, ale trochę byśmy chcieli. Może dlatego andrzejkowe zabawy są tak popularne. Łapiemy za garnki pełne zimnej wody, stare klucze i rozpuszczone tealighty, skoro tak trudno o prawdziwy wosk. Żadna z moich dziecinnych wróżb się nie spełniła. Nie zostałam aktorką, nie pojechałam do Wenecji. Może po prostu to jeszcze przede mną.  Znam za to Dziewczynę, która zaczęła bawić się w Andrzejki wtedy, gdy naprawdę dorosła do związku. Pewnego listopadowego wieczora wywróżyła sobie, że już niedługo pojawi się mężczyzna, którego imię zaczyna się na konkretną literę alfabetu. Na Sylwestra byli parą. Rok później wyczytała z wosku, że ich...

Wszystko zostaje w stodole

Obraz
Pamiętam moje pierwsze wesele. Nie to, że moje-moje, ale pierwsze na którym byłam. Miałam jakieś 4 lata, a ciocia wychodziła za mąż. W pamięci utkwiły mi dwie rzeczy: torty w kształcie jeży i polonez w figurami. To był pierwszy i jedyny raz, kiedy widziałam ciasta z kolcami ze startej czekolady i noskami z winogron. Jednak to polonez tańczony przez setkę ludzi zrobił na mnie największe wrażenie. Może dlatego, że miałam mniej niż metr i wszystko wydawało mi się o wiele większe i bardziej kolorowe niż w rzeczywistości. Pamiętam, że tancerze rozchodzili się na boki i tworzyli mosty, a ja biegłam pod szpalerem z ich uniesionych rąk.  Drugie przyjęcie weselne zaliczyłam przy okazji ślubu kolejnej cioci. Było urocze, kameralne i leciała na nim świetna muzyka. Panna Młoda miała luźną suknię z bolerkiem w drobne stokrotki i promieniała szczęściem. Pamiętam śmiech nowożeńców, ich pierwszy taniec i atmosferę intymności, stworzoną przez rodzinę i przyjaciół. Bywałam później na innych weselach...

Siła człowieka

Obraz
Człowiek jest najsilniejszy wtedy, kiedy wie, że jest kochany. Tak się napinamy, by nagiąć rzeczywistość do swojej woli i cierpimy, kiedy się nie udaje. Przyciskamy gaz i lecimy coraz szybciej, by zdążyć nałapać w ręce ile tylko się da. Każdy z nas ma wyobrażenie tego, jak powinno wyglądać jego życie, co powinien osiągnąć, gdzie być, co zrobić. A w ogólnym rozrachunku jedyne co się liczy to to, z kim spędziliśmy dany nam czas i kto po nas zapłacze. Miłość jest tak wielowymiarowa, że nie da się jej zamknąć w prostym schemacie. Inaczej kocha się rodziców, inaczej dzieci. Inaczej męża czy żonę, a inaczej przyjaciół. To jest normalne i piękne. I jak nic na świecie daje siłę, by podnieść się z kolan i jeszcze raz zawalczyć o siebie. Kiedy wiemy, że niedaleko jest ktoś, kto nas złapie możemy zaryzykować próbę szczęśliwego życia. Nie ważne czy chodzi o wyjazd na Erasmusa na drugi koniec świata, czy o zmianę pracy. Kiedy ktoś w nas wierzy, łatwiej jest uwierzyć w siebie. Kiedy kochasz drugiego...

Girls just wanna have fun

Obraz
Zrobiłyśmy się na księżniczki :) Ale w końcu wieczór panieński nie zdarza się co piątek. Bardzo lubię historie o miłości. Powinniście teraz zakrzyknąć gremialnie: No co ty, Nika! Nigdy nie dawałaś żadnych sygnałów! Wiem - totalna enigma, ale prawdy nie oszukasz. Ubóstwiam love story. Od tych pierwszych spojrzeń i nieśmiałych muśnięć dłoni, przez opowieści o pierścionku idealnym, weselny klimat, aż po długo i szczęśliwie. A czy może być lepszy powód do imprezy niż komisyjne zezwolenie na zmianę stanu cywilnego? Serio. Nawet certyfikat miałyśmy. I koronę. I morze prosecco. Od rana miałam też tupot białych mew, ale zdecydowanie było warto. To takie miłe kiedy ludzie spotykają się, by świętować wiarę w to, że miłość jest w stanie przezwyciężyć każdą trudność. Każda z nas jest na innym etapie życia: na imprezie bawiła się rozwódka, wdowa, mężatka, panna. Dziewczyna, która niedawno zaczęła wspólną drogę z ukochanym facetem i ta, która świętuje w tym roku okrągłą rocznicę ślubu. Kobiety, kt...

Miłość ze smartfona: Druga randka

Obraz
Łatwo jest iść na randkę. No dobra, może nie aż tak łatwo, ale też nie aż tak trudno jakby się mogło wydawać. Niektórzy mają jaja i nie boją się zaproponować spotkania. Ja nie mam i się boję, więc szanuję tym bardziej. Ale dla tych mniej odważnych są szybkie randki ze small talkiem po 3 minuty na łebka, albo wyjścia grupowe z zaprzyjaźnionymi parami. Może nie jest to schadzka sensu stricte, ale jednak jakiś ruch w tej materii się robi. Jednak zdecydowanie trudniejsza jest randka numer dwa. *** Pierwsza randka to zawsze niewiadoma. Rozbiera człowiek na czynniki pierwsze to gdzie pójdziemy i jak to logistycznie ogarnąć. Bo jak do knajpki to szpilki mogą być, ale jak później będzie spacer to nogi odpadną. Jak buty na płaskiej podeszwie to odpada sukienka. Bluzka z dekoltem czy bez? Jasna czy ciemna? Czy czerwona szminka trąci desperacją czy jeszcze wpisuje się w klasykę? Tyle pytań, tak mało czasu, a i tak nie ma się w co ubrać.  Potem boli brzuch, bo jednak chce się dobrze wypaść, na...

Miłość ze smartfona: Roman i Julita

Obraz
Rzecz nie działa nie w Italii, ale na Włochach. Warszawskich Włochach. Wiecie: miasto-ogród, parki, stawy Koziorożca, kilka dość obskurnych bloków i - żeby nie było tak świetliście - Willa Jasny Dom. Dla niewtajemniczonych w meandry historii najnowszej powiem, że to dawna sowiecka katownia. Na murach ciągle są inskrypcje, które wykonali więźniowie, głównie byli żołnierze AK. To właśnie tam, w najmniej romantycznych okolicznościach świata, spotkali się Roman i Julita. A potem były już tylko trupy. *** Roman lubił nosić włosy na żel, Julita za to puszczała je na wiatr. Podczas gdy ona miała tysiąc pomysłów na minutę, jego hobby sprowadzało się do spania. Julka lubiła ludzi, Romek lubił jak mu się nie pałętali po obejściu. Altruistka i egocentryk, marzyciel i pragmatyczka. Capuleti i Montecchi. Dwa światy, które połączyła miłość do historii. A później było jak w dramacie Szekspira: błysk, blask, grom z nieba i ślub szybszy niż przeliterowanie imienia Merkucjo. Biegali wspólnie na rekons...

Miłość ze smartfona: Tryb rozkazujący

Obraz
Siedzę właśnie w kawiarence nad filiżanką kawy. Mam na sobie sukienkę, w tle lecą stare piosenki. Pachnie ciastem. Gdzieś na horyzoncie unosi się dym elektronicznych papierosów. Wygląda to jak kadr z filmu, a ja mam wrażenie jakbym była bohaterką opowieści, którą napisał scenarzysta z bardzo romantycznym zacięciem. Zaraz powinno lunąć z nieba, a wtedy do środka wbiegłby obłędnie przystojny bohater nr 2. Tylko chwilowo nie zanosi się na deszcz. I scenarzyści też niespecjalnie romantyczni trafiają się ostatnio. Chyba, że kogoś kręcą komendy w esesmańskim stylu. *** Portale randkowe coraz mniej przypominają miejsca, w których ludzie chcą się poznać. Za to fantastycznie odnajdują się w roli pośredniaka. Wystarczy tylko, że wstrzelisz się w wymagania pracodawcy. Bądź: normalna, konkretna, fit. Miej coś w głowie, mów pełnymi zdaniami. No nie zesraj się jeden z drugim.  Dla mnie taki tekst jest wyrazem braku szacunku. Wybija z niego pogarda. Odbieram to jako: "Traf mi się ty jedna jed...

Miłość ze smartfona: Ognista Tancerka

Obraz
Opowiem wam dziś o wspaniałej dziewczynie. Ciekawa jestem, czy udało się wam ją kiedyś dostrzec. Ją, albo którąś z jej licznych krewnych, znajomych, cieni i odbić. Jest ich wiele, a każda z nich tańczy z ogniem. Ognista Tancerka, którą dziś poznacie jest ładna. Taką klasyczną, ponadczasową urodą. Idę o zakład, że za 30 lat ludzie będą się zastanawiać, ile świeczek na torcie już zdmuchnęła. I nie sądzę, by ktokolwiek z nich trafił. Ognista Tancerka sprawia wrażenie strażniczki tajemnicy. Ma jakiś skarb, jakiś wewnętrzny, sekretny pokój, do którego tylko ona ma dostęp. Czasem zapada się w sobie, jakby prowadziła w środku jakiś rozkoszny dialog. Może zbyt mocno żyje w krainie wyobrażeń, albo pieści w sobie wspomnienie słodkich czasów? Jest w świecie, a jednocześnie jakby trochę poza światem. Chce wyjść do ludzi, a jednak wytwarza nieprzepuszczalną barierę. Jest podziwiania, ale tego nie zauważa. I chociaż marzy o miłości, nie potrafi się na nią otworzyć. Pragnie ogrzać się jej ciepłem...

Miłość ze smartfona: Tabula rasa

Obraz
Wspominałam już, że uwielbiam inteligentnych ludzi? Serio – uwielbiam. Takich, z którymi można pogadać i o Ptaszku Staszku i o teorii względności. Ale nigdy nie sądziłam, że w Internetach można znaleźć tylu filozofów. A już szczególnie nie spodziewałam się tylu fanów „czystej karty”. Pamiętacie ze szkoły wykłady o baroku i empiryzmie? Francis Bacon, John Locke i teoria białej karty?* Tabula rasa to dosłownie „czysta tabliczka”, bo właśnie na deseczkach pokrytych woskiem pisano i rysowano już od starożytności. Empiryści uważali, że dziecko przychodzące na świat ma umysł jeszcze niczym niezapisany, a wszelka wiedza pochodzi z doświadczenia, nabywanego w ciągu życia. I teraz hit: na portalach randkowych „czysta karta” jest noszona dumnie niczym sztandar. Naprawdę? W wieku 35 lat? Ciutkę creepy. Kiedy spotkałam się z tym po raz pierwszy pomyślałam, że ktoś tu najwyraźniej uważał na zajęciach z filozofii i chciał zaszpanować. Ale później tych białych kartek namnożyło się tyle, że możn...