Posty

Wyświetlam posty z etykietą odpoczynek

Pochwała lenistwa

Obraz
Dziś będzie o lenistwie. A raczej o tym czy w ogóle potrafimy odpoczywać. Zróbcie szybki rachunek sumienia: kiedy tak naprawdę było wam błogo?  Po moich intensywnych wojażach, które ze wschodu rzuciły mnie na południowy zachód, a zaraz potem na północ, po dziesiątkach nadgodzin, hektolitrach kawy i permanentnym przyspawaniu do laptopa nadszedł czas na urlop. W listopadzie. A gdzie można się dogrzać w Polsce o tej porze roku? Tylko w spa. Wbrew pozorom nie jest to aż tak droga przyjemność - jest wiele pakietów promocyjnych, a nawet pobyt bez dodatkowych zabiegów potrafi zrelaksować. Naprawdę trzeba się sprężać żeby skorzystać ze wszystkich saun, biczy wodnych, bąbelków w jacuzzi i smukłym kieliszku.  Ja wybrałam się na babski wypad połączony ze świętowaniem urodzin przyjaciółki. Jak trzy muszkieterki nacierałyśmy się olejkami, nakładałyśmy maseczki na twarze i odżywki na włosy. Smarowanie tyłka miodem po prostu. Obiektywnie było miło, nawet bardzo - dużo śmiechu, pogaduchy, mię...

Emancypantka

Obraz
Mówią, że dorosłość to odpowiedzialność. Że obowiązki powinny być na pierwszym miejscu. Że podejmując się czegoś powinniśmy w tym trwać już na zawsze. Czy to dobrze? I tak, i nie. Lubię poczucie stabilności – tego, że nie jestem konikiem polnym i najpierw zadbam o opłacenie rachunków, a dopiero potem zastanowię się czy mi starczy na bilet do kina. Najpierw obowiązek, a potem przyjemność. Ogromnie podoba mi się wizja miłości do śmierci – tego, że będziemy do siebie wracać po męczącym dniu i wspólnie cieszyć się z drobiazgów. Wierzę, że da się być z drugim człowiekiem nie tracąc swojej odrębności. Jednocześnie nie wyobrażam sobie życia, w którym nie ma miejsca na zmiany. Zawsze znajdzie się pole do popisu: można kupić wygodniejszą kanapę, znaleźć lepiej płatną pracę, spróbować nowego dania. To rzeczy małego kalibru. Może czytając te słowa uśmiechacie się pod wąsem, że nie ma o czym mówić. A przecież są ludzie, którzy drętwieją na samą myśl o tym, że mieliby zmienić fryzurę, albo zj...

Ten z meduzą i gołębiami

Obraz
Cześć! Długa była ta cisza w eterze, ale cieszę się, że mimo wszystko nie zmieniliście stacji. Dziki Gon przegalopował po moim niebie i zostawił po sobie jeno zgliszcza. Ale jak wiadomo, kobieta z niczego zrobi i awanturę i sałatkę, więc już się ogarniam. Utarło się przekonanie, że nikt nie jest gotowy na złe rzeczy i to prawda. Nie wiem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że był przygotowany na nokaut od losu. Bywa jednak, że miłe rzeczy również przychodzą nie w porę. U mnie taką rzeczą był… urlop. *** Nie tak dawno temu, bo w lutym, mój przyjaciel znalazł tanie bilety na Maltę. Akurat czułam już zmęczenie materiału i propozycja krótkiego wyjazdu była strzałem w dziesiątkę. Znaleźliśmy hotel, wypisaliśmy wnioski urlopowe i z dnia na dzień wycięło mnie z życia. Marzec był ciężki, ale nie chcę się nad nim rozwodzić – było, minęło. Została jednak niemoc i dziwne zawieszenie, które nie pozwalało na wejście w utarte tryby. Należę do ludzi, którzy lubią zwiedzać, próbować nowych smaków...

Wyjść z siebie, stanąć obok

Obraz
Zaraz wyjdę z siebie! Kto z nas nie zna tego okrzyku? Jest taki bojowy, pełen emocji, z lekką nutą desperacji. Moja babcia tak wołała, mnie też się czasem zdarza. I tak się zastanawiam: czy byłoby to złe? Chyba nie. Na pewno nie! Co więcej, myślę, że to potrzebne: wyjść, stanąć obok, popatrzeć. Babcia wołała tak, kiedy wchodziłam na wyżyny kreatywności, tworząc pobojowisko w mieszkaniu, albo kiedy dziadek przynosił dwie siaty ryb. Wiecie, skrobanie łusek, oprawianie, smażenie i wspomniany na początku rozpiździaj. Brakło jej sił na to niekończące się sprzątanie i ogarnianie rzeczywistości. Dopiero z perspektywy lat widzę, że to była niekończąca się orka na ugorze.  Mnie też czasem dopada rzeczywistość. Nie w postaci ryb słodkowodnych, ale setek maili, pism, goniących deadlinów. Kręcę się, jak chomik w kołowrotku i nie daję rady złapać tchu.  Ostatnio życie zafundowało mi przymusowy urlop. Załączyła mi się nieśmiertelność, ale organizm powiedział : sprawdzam i wylogował mnie na...

Mielony mózg

Obraz
Bynajmniej nie chodzi o ulubione danie Hannibala Lectera. Ale tak mi się wszystko w nim przekotłowało, że tylko dodać bułki tartej, jajko i na patelnię ten móżdżek. Przeładowałam się po prostu. Żeby było zabawniej piszę tego posta w najbardziej luksusowym spa, jakie do tej pory udało mi się odwiedzić. Noc spędziłam z mrożonym okładem na oczy, stópki grzał mi termofor z ciepłą wodą, a pod głową miałam poduszkę napełnioną lawendą. Szampana piłam do śniadania! Zaraz będą mnie nacierać olejkiem o zapachu mandarynki! Czysta dekadencja. To w sumie straszne, że trzeba zapłacić spory hajs za luksus nicnierobienia i bezkarny urlop do powinności. Chyba większości z nas nie wychodzi nic z mądrości: "Kurz leży - poleżę i ja". A jak nawet się położę, to z takim poczuciem winy, że za karę wymyślę porządki w szafach, albo coś równie ambitnego.  A wiecie co nas tak nakręca? Wielopokoleniowy łańcuch zachowań. Zróbcie szybki rachunek sumienia i odpowiedzcie sobie szczerze dla kogo rzucone mimo...

Summer jam

Obraz
Wrzesień mnie zaskoczył, jak zima drogowców! Takie były szumne plany na lato: miałam iść na kino plenerowe - nie poszłam. Miałam odwiedzić Nocny Market - nie odwiedziłam. Miałam robić wycieczki jednodniowe, pojechać nad Zegrze, do pałacu w Małej Wsi i do Żelazowej Woli - otóż to też mi nie wyszło. W lipcu mózg mi się lasował od upału, a w sierpniu lało. A jeśli przez przypadek temperatura była ok, to miałam pracujący weekend. W dodatku albo dopada mnie zmęczenie materiału po tym pracowym maratonie, albo po prostu robię się stara i marudna. A nie, wróć, marudna to jestem od przedszkola. Szpitalne przygody i nawał roboty rozregulowały mi częstotliwość pisania. Wczoraj była sobota i byłam pewna, że zepnę się w sobie, wypucuję mieszkanie i rzucę się w wir tworzenia. A jedyne na co miałam siłę to przeturlać się z boku na bok i rozmyślać o życiu, które przecieka mi przez palce. Bo jak mogę nie mieć siły, skoro mam raptem trzydzieści lat? A co będzie za następne trzy dekady? Na szczęście dziś...

Żabi skok

Obraz
Iiiiii, zrobiłam to! Wreszcie! *** Podobno nie jest dobre dla naszego rozwoju, jeżeli pomijamy jakieś etapy. Wiecie: najpierw turlanie, potem pełzanie, raczkowanie i dopiero na nóżki, a nie hyc! i z pozycji horyzontalnej od razu do biegu. Mówią, że często dziecko wraca do pominiętych etapów i nawet jeśli już chodziło to znów zaczyna pomykać na czworaka. Ale żeby się cofnąć o plus/minus 15 lat?! *** Od czerwca funkcjonuję w systemie weekend pracujący, weekend wolny, weekend pracujący, weekend wolny, weekend... świra można dostać. Jedyny plus jest taki, że natrzaskałam nadgodzin aż miło. Teoretycznie powinnam je w pewnym momencie odebrać, ale ciągle coś: a to nie ma nikogo, kto mógłby wziąć dyżur; a to niebo wylewa z siebie hektolitry wody; a to moc mi spadła do poziomu ślimaka na kacu. Aż nadszedł pamiętny wtorek, kiedy się udało! Zrobiłam sobie wagary! Nic tego nie zapowiadało. Przyszłam do pracy jak gdyby nigdy nic, odpaliłam pocztę, tu coś skrobnęłam, tam zadzwoniłam, skserowałam...