Posty

Wyświetlam posty z etykietą zwykły dzień

Ploty i pierniczki

Obraz
Grzaniec i pierniczki to patent na serum prawdy. Ciepły napój, duże stężenie cukru i od razu człowieka napada na zwierzenia. Nie, nie, żadne mroczne tajemnice. Raczej te, które wyciąga się przed zaśnięciem, ogląda jak pryzmacik i odkłada z powrotem do bezpiecznej szufladki. Ale skoro mam zielone światło, to kilka Wam zdradzę. 😉 Wiktoria  Wiktoria to nie imię - to zbroja. W końcu oznacza zwycięstwo. Wika też taka była. Żadnego pielęgnowania ran. Kolczuga, miecz w dłoń i jedziemy. - Dziewczyny, byłam wkręcona w Łukasza tak, jak w nikogo. Smsy na dzień dobry, smsy na dobranoc, tu pizza, tam kawka. Dobra, to, że nawet nie próbował mnie pocałować powinno mi dać do myślenia, ale myślałam, że jest nieśmiały i nawet podobało mi się to wolne tempo. Dopóki nie zobaczyłam go z jakąś sweet blondi za rączkę. Szlag jasny mnie trafił. - Nie dziwię się. Wygarnęłaś mu, że cię tyle czasu zwodził? - Nie - Wika upiła łyk grzańca. - Założyłam Tindera.  - Przecież tam ciężko znaleźć kogoś sensowne...

Powrót z Narni

Obraz
Dzień dobry! Nie macie pojęcia jak bardzo doceniam to, że zaglądacie na bloga pomimo posuchy. Ostatnie dwa miesiące to był prawdziwy hardcore: mieliśmy w pracy BARDZO WAŻNE WYDARZENIE. Ale takie naprawdę BARDZO WAŻNE. Tak ważne, że z zakręcenia zdarzyło mi się zapukać do drzwi przed wyjściem z pokoju. Ludzie latali na wysokości lamperii, a obłęd sączył się z każdej strony. Tuż przed wybiciem „godziny zero” cała firma zasuwała po 12 godzin, by dopiąć szczegóły. Zresztą niech pierwszy rzuci zszywaczem ten, kto nie drukował listy VIP-ów o 22.30. Wyszło pięknie i profesjonalnie: identyfikatory, filmiki 360 ° , kwiaty, ledy, reportaże, tłum, omdlenia i hektolitry kawy. A teraz bez szydery: naprawdę mi się podobało. Ładuję się energią dużych eventów, lubię widzieć efekt końcowy swojej pracy. Wykańczający był jedynie ogrom zadań i niebotyczne tempo ich realizacji. Po pracy padałam w opakowaniu na łóżko i spałam tyle, aż nabierałam sił, by wziąć prysznic i wrócić w objęcia Morfeusza. Książ...

Kieszenie pełne kasztanów

Obraz
Hej, ho! Do domu by się szło! Osiem godzin na dupce i od razu jakoś tak człowiekowi miło się robi, kiedy zmusza mięśnie do użytku. Oczywiście w ramach rozsądku i godności osobistej. Bez przesady z tym pilatesem, albo – nie daj Boże – zumbą. Nie dość, że się skacze i poci, to jeszcze trzeba to robić z uśmiechem. Zwyrodnialstwo… Wybiegłam z mojego biura, całego w gustownej szarości, na świat pełen kolorów. A to się liście czerwienią, a to trwa żółci, a to brązowe… nie, jednak to zostawmy. Jednak traf chciał, że prosto pod moje nogi zaczęły spadać kasztany: lśniące, pachnące świeżością. Lubię ten moment, kiedy kolczasta łupinka pęka pod naporem podeszwy. To było niczym podróż w czasie – biegałam od jednego kasztana do drugiego, ładowałam je w kieszenie i czułam się jakbym znalazła skarb. Tak przyjemnie ciążyły w płaszczu, kiedy szłam przez miasto. Jesień wyciąga na wierzch dzieciaka. Są kasztany, są nowe filmy, jest kakao i kocyk. Nadal siedzi we mnie ta dziewczynka, która uważa, że...

Chała!

Obraz
Życie pisze czasem zwariowane scenariusze, ale w moim przypadku robi to często piórem roztrzepania. Wypad do Krakowa był częścią prezentu urodzinowego i jak już wiecie udał się wręcz wyśmienicie. Na fali euforii, że to właśnie ja znalazłam hotel, ogarnęłam bilety na przedstawienie i zaplanowałam trasę wycieczki, postanowiłam dokończyć dzieła i zdobyć sprawność Zajebistej Organizatorki. Tak, kochani, pakowanie zostawcie mnie! I zostawili. A ja zostawiłam w szafie bluzę, spodnie i gustowny t-shirt w leniwce… Na szczęście odesłali mi je w zgrabnej paczuszce i to nawet szybciej niż się spodziewałam. Harcerka ze mnie średnia. Może dlatego, że byłam jedynym dzieckiem w klasie, które nie zapisało się do zuchów. Taka mała buntowniczka, ale ciągle siostra na schwał. Serio! Weszłam w niedostępne dla mnie rejony internetu i czytałam o grach, parametrach, stopniach trudności, grafice i ścieżce dźwiękowej. Dla człowieka, który ogarnia jedynie sapera i pasjansa-pająka to naprawdę wyczyn. Wreszcie u...

W szponach Paszczaka

Obraz
–  Dzień dobry kochani, życie jest do bani. To powinni mówić w radiu, a nie jakieś pierdololo, że szkoda dnia. Snu mi szkoda  – X smętnie zaparzyła się w swoją kawę. Gorzką, jak jej nastrój. W sumie nawet się jej nie dziwię: do urlopu jeszcze daleko, a widać, że leci na oparach. Chyba, że to w ramach solidarności z samochodem, którego boi się tankować. Muszę przyznać, że niezmiernie podziwiam rzadki dar X, jakim jest dostrzeganie wszystkich odcieni czerni. Jej wewnętrzne dziecko nazywa się Addams. Wednesday Addams. Poza tym ma serce na dłoni, nóż w szufladzie i jest jedną z najzabawniejszych osób jakie znam.  – W iesz co jest w tym wszystkim najgorsze? ON mnie zaczął kojarzyć! I to nie tylko jako nazwisko pod raportem. Z twarzy mnie kojarzy! Pięknie... X nie czuje, że rymuje, a to oznacza, że wchodzi w fazę przeżywania ponadnormatywnego. A to w połączeniu z ciężkim dowcipem może przynieść uszczerbek na zdrowiu. Najpewniej moim. Chociaż tu akurat rozumiem ją w pełni. Żyła ...

Lifehack

Obraz
Sprzedam Wam dziś dwie świetne rady. Po pierwsze: nie chowajcie rąk za plecami, gdy pozujecie do zdjęcia z policjantami w mundurach. Po drugie – i to naprawdę ważne – gdy jesteś facetem stojącym opodal krzaczka, nigdy nie trzymaj rąk z przodu! *** Idę sobie spokojnie na przystanek, wchodzę na ostatnią prostą, a tam zza krzaka wystaje facet. Łapki do przodu, lekko kołysze się na piętach, wzrok utkwiony w dal. Cholera – iść dalej czy nie? Jesteśmy w miejscu publicznym, więc raczej nic zdrożnego nie robi. Z drugiej strony nie takie rzeczy ludzie odwalali. Wieczór za wczesny, by można było zrzucić winę na zbyt słabą głowę po wypiciu o jedno piwo za dużo. Ale też biologii nie oszukasz. Iść dalej? Nie iść? Oho, akcja się rozkręca: widzę, że facet rusza ustami. Proszę, niech nie śpiewa! Dobra, żadna muzyka się nie niesie. Pijacki bełkot też nie. Krok do przodu. Dwa w tył. Zgroza: przecież koleś może recytować! O liście mocz dzwoni, mocz dzwoni wiosenny i pluszcze jednaki, miarowy, ...

Mój mały kawałek świata

Obraz
Kocham to miasto zmęczone jak ja. Gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje, gdzie wiosna spaliną oddycha! No kocham to miasto, tę depresję wciśniętą w pradolinę Wisły. Uwielbiam to, że jest duża, ale nie za duża. Że kosmici nigdy nie równają jej z ziemią, ale dobrze sprawdza się jako tło komedii romantycznych. Że są tu moje ukochane teatry, kawiarnie i parki. A przede wszystkim, że są tu ludzie, bez których nie byłoby już tak fajnie. *** Powrót z urlopu wiąże się z tym, że życie przyśpiesza. Jak już muszę rano wstać i wyjść, to nie ma znaczenia, o której wrócę. Chociaż, może trochę... ... jest tłoczno i duszno, olewa nas kelner...  No nie, bez przesady! Mnie tam nikt nie olewa. Ale nie chodzę w miejsca z wredną obsługą. Chodzę tam, gdzie dają kawę dyniową i grzane wino. Tam gdzie karmią wegetariańskimi burgerami i doprawionym na ostro mięskiem. Tam gdzie mają poduchy, kolorowe obrazy na ścianach i czyste łazienki. W jednej z takich knajpek spotkałam się niedawno z przyjacielem, żeby ...

Mielony mózg

Obraz
Bynajmniej nie chodzi o ulubione danie Hannibala Lectera. Ale tak mi się wszystko w nim przekotłowało, że tylko dodać bułki tartej, jajko i na patelnię ten móżdżek. Przeładowałam się po prostu. Żeby było zabawniej piszę tego posta w najbardziej luksusowym spa, jakie do tej pory udało mi się odwiedzić. Noc spędziłam z mrożonym okładem na oczy, stópki grzał mi termofor z ciepłą wodą, a pod głową miałam poduszkę napełnioną lawendą. Szampana piłam do śniadania! Zaraz będą mnie nacierać olejkiem o zapachu mandarynki! Czysta dekadencja. To w sumie straszne, że trzeba zapłacić spory hajs za luksus nicnierobienia i bezkarny urlop do powinności. Chyba większości z nas nie wychodzi nic z mądrości: "Kurz leży - poleżę i ja". A jak nawet się położę, to z takim poczuciem winy, że za karę wymyślę porządki w szafach, albo coś równie ambitnego.  A wiecie co nas tak nakręca? Wielopokoleniowy łańcuch zachowań. Zróbcie szybki rachunek sumienia i odpowiedzcie sobie szczerze dla kogo rzucone mimo...

Summer jam

Obraz
Wrzesień mnie zaskoczył, jak zima drogowców! Takie były szumne plany na lato: miałam iść na kino plenerowe - nie poszłam. Miałam odwiedzić Nocny Market - nie odwiedziłam. Miałam robić wycieczki jednodniowe, pojechać nad Zegrze, do pałacu w Małej Wsi i do Żelazowej Woli - otóż to też mi nie wyszło. W lipcu mózg mi się lasował od upału, a w sierpniu lało. A jeśli przez przypadek temperatura była ok, to miałam pracujący weekend. W dodatku albo dopada mnie zmęczenie materiału po tym pracowym maratonie, albo po prostu robię się stara i marudna. A nie, wróć, marudna to jestem od przedszkola. Szpitalne przygody i nawał roboty rozregulowały mi częstotliwość pisania. Wczoraj była sobota i byłam pewna, że zepnę się w sobie, wypucuję mieszkanie i rzucę się w wir tworzenia. A jedyne na co miałam siłę to przeturlać się z boku na bok i rozmyślać o życiu, które przecieka mi przez palce. Bo jak mogę nie mieć siły, skoro mam raptem trzydzieści lat? A co będzie za następne trzy dekady? Na szczęście dziś...

Żabi skok

Obraz
Iiiiii, zrobiłam to! Wreszcie! *** Podobno nie jest dobre dla naszego rozwoju, jeżeli pomijamy jakieś etapy. Wiecie: najpierw turlanie, potem pełzanie, raczkowanie i dopiero na nóżki, a nie hyc! i z pozycji horyzontalnej od razu do biegu. Mówią, że często dziecko wraca do pominiętych etapów i nawet jeśli już chodziło to znów zaczyna pomykać na czworaka. Ale żeby się cofnąć o plus/minus 15 lat?! *** Od czerwca funkcjonuję w systemie weekend pracujący, weekend wolny, weekend pracujący, weekend wolny, weekend... świra można dostać. Jedyny plus jest taki, że natrzaskałam nadgodzin aż miło. Teoretycznie powinnam je w pewnym momencie odebrać, ale ciągle coś: a to nie ma nikogo, kto mógłby wziąć dyżur; a to niebo wylewa z siebie hektolitry wody; a to moc mi spadła do poziomu ślimaka na kacu. Aż nadszedł pamiętny wtorek, kiedy się udało! Zrobiłam sobie wagary! Nic tego nie zapowiadało. Przyszłam do pracy jak gdyby nigdy nic, odpaliłam pocztę, tu coś skrobnęłam, tam zadzwoniłam, skserowałam...

Noc to po prostu bardzo ciemny dzień

Obraz
W poniedziałek znów złapał mnie deszcz. A może nie tyle złapał, co sama z siebie postanowiłam stawić mu czoła. Na tej szerokości geograficznej opady to nic nadzwyczajnego. *** Uzbrojona w parasol wybiegam z pracy i już w połowie drogi na przystanek zaczynam wyrzucać sobie, że ten zryw był bez sensu. Wiatr wygina parasolkę, spodnie mokre do połowy uda, jedna torba spada z ramienia, druga obija się o bok, stopy ślizgają się w sandałkach pełnych wody. Dramat. Wreszcie docieram do przystanku. Wiata przystankowa pełna ludzi, autobus spóźnia się już 10 minut. Dobra, pojadę z przesiadkami. Parasol nie chce się złożyć, wreszcie zwijam go na siłę. Kapie z niego na potęgę. Ruszamy. Wysiadam na skrzyżowaniu dwóch głównych arterii. Nogi mi się rozjeżdżają, woda chlupocze. Dobrze, że deszcz jest ciepły i przyjemnie odświeża tę betonową dżunglę. Jeszcze pół godziny i dom. Wiatr zacina pod dziwnym kątem, muszę mocno trzymać torby, które znów zaczynają zsuwać się z ramion. Idealnie w połowie ...

Łoś kulturalny

Obraz
Łosie to takie śmieszne zwierzęta. Największe na świecie żyjące jeleniowate, niebezpieczne, niezbyt foremne i w pewien sposób wiecznie nieobecne. Bajek o nich nikt nie pisze, w przeciwieństwie do lwów i orłów rzadko goszczą w herbarzach. Jest wprawdzie Łoś Superktoś, ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę. I chociaż ich wyraz pyska zdradza permanentną zawiechę, to jednak zryw mają godny bolidu Formuły 1. A ja się w tym tygodniu tak zerwałam na kulturę. *** Przed pandemią byłam żywym informatorem w sprawach kulturalnych. Koncert? No problem, rozpiska z podziałem na dzielnice. Kino? Proszę bardzo, łącznie z ocenami z Filmwebu. Nowa wystawa? Byłam, widziałam, polecam lub nie. Teatry, restauracje i inne zajęcia pozalekcyjne - to był mój żywioł. Aż tu nagle przyszedł lockdown i odzwyczaiłam się od zwykłego trybu. A teraz, pomalutku (he he), wracam na dawne tory. Zaczęło się od absolutnie fantastycznej Cruelli . Muzyka, kostiumy, obie cudowne Emmy - ale się ubawiłam! W życiu bym się nie ...

Przystanek Deszcz

Obraz
Utknęłam w metrze. Nie w tunelu, na stacji. Jest taka ściana wody, że nawet nie ma co ryzykować wyjścia. Niby się nie rozpuszczę, ale średnio uśmiecha mi się kariera Miss Mokrego Podkoszulka (i pozostałych części garderoby). I wiecie co? Wspólne nieszczęście jednak łączy ludzi. Już się tu zawiązują komitety kolejkowe, pojawiają się uspokajające okrzyki, że przecież mamy czas . Ludzie bawią się w głuchy telefon: Czy jeszcze pada? Czy przestaje? Drodzy Państwo, nadjeżdża autobus. Ktoś delikatnie puszcza muzyczkę i to nawet całkiem przyjemną dla ucha. Jakoś tak miło się zrobiło. W normalnych warunkach biegniemy, byle szybciej. Autobus ten, bo następny za 5 minut. Sprint do kasy samoobsługowej, bo nie chcemy tracić czasu w ogonku. Nawet smsy piszemy skrótowo, kolekcjonując sekundy, które byśmy stracili na wpisanie kilku liter więcej.   A tu, w obliczu żywiołu, jesteśmy wszyscy jak te kwiaty lotosu. Chill, zen i półuśmiech na wargach. No dobra, może w jakiś sposób delikatny półuśmiech ...

Zabawa, zabawa

Obraz
Czasem perfekcyjne tygodnie zaczynają się bardzo niepozornie. Ten zaczął się od wyprawy na pchli targ. Sąsiadka zaproponowała wypad, a ja ochoczo podchwyciłam ten pomysł. Ręcznie malowana lampa skradła moje serce do tego stopnia, że po prostu musiałam ją mieć. Nijak nie pasowała wprawdzie do wystroju, ale od czego są farby i tapety?  Pokój przemalowany, meble przestawione, lampa wyeksponowana. Czy może być lepiej? Owszem! Zmiana wnętrza podziałała tak inspirująco, że w ciągu kilku dni napisałam moją pierwszą książkę! Niby krótką i dla dzieci, ale uważam, że się liczy. Na fali euforii wybrałam się więc z przyjaciółmi na wieczór z karaoke, a tam, nad drinkiem z palemką rozpoczął się flirt, który zaowocował epicką randką. Tak bardzo epicką, że w wyposażeniu rodziny pojawiła się nagroda. I żeby już tej dobrej passy nie psuć, postanowiłam wyłączyć komputer. Ostatecznie nie samymi Simsami człowiek żyje.   *** Zabawa w Boga ma ten plus, że szybko można zauważyć efekty swoich działa...

SZCZU-rex

Obraz
Pamiętacie, jak wiosną dwa mądre szczury ewakuowały się z mojej firmy? Przytomne chłopaki, bowiem szykuje się zmiana kierownictwa i mamy na pokładzie lekką panikę pomieszaną z gonieniem za ogonkiem.  Na przykład wczoraj gruchnęła wieść, że dziś odbędzie się spotkanie z nowym szefem. Szefem, którego jeszcze mało kto widział na oczy, ale który już zdążył zasiać ziarno niepokoju. Przynajmniej w kadrze kierowniczej, bo zwykłe trybiki korposzczurowni nie muszą się bać. Ktoś musi pedałować na tym rowerze. Cóż, jakie czasy, taki T-rex. Chociaż to dobrze, bo mam alergię za wszystko, co ma tyrana w nazwie. Tak czy siak, dziś wszyscy byli odstawieni, jak na otwarcie kanału. Biel koszul biła po oczach, kanty odprasowanych spodni mogły papier ciąć. Buty wyglansowane, włosy ułożone. Mowy powitalne, tudzież spis zadań bieżących, wykute na blaszkę.    No i odwołali ten spęd.   Marynarki poszły w kąt, obcasy magicznie zmieniły się w baleriny, a ludzie wrócili do radosnego przewalan...

Smoczyca

Obraz
Zawsze uważałam, że nadaję się na kota. Karm, głaszcz i rozpieszczaj. Mrau... Ale dziś odkryłam coś innego: Nika, ty jesteś smoczycą! I to bynajmniej nie dlatego, że promieniuję subtelnym, kobiecym pięknem. Chociaż też. Nie oszukujmy się, smoki nie słyną z przesadnej skromności. Dziś miałam taki dzień na nie. Nic nie chcę, nic mi się nie podoba. Nie wiem w co się ubrać, nie wiem czy mam ochotę na kino. Nastrój na lody akurat miałam, ale to dlatego, że tylko one mogły mi podnieść poziom endorfin. Marzyłam o tym, żeby zapaść w letarg, zwinąć się w sobie i odgrodzić od świata. Nie dzielić się sobą, swoją przestrzenią, ani żadnym skarbem. I tak się zastanawiam: dlaczego? Mocno wierzę, że każdy człowiek powinien pielęgnować swoją osobistą strefę. Nie trzeba odkrywać wszystkich kart i obwieszczać każdemu swoich przemyśleń. Dobrze jest mieć swój kącik i swoje precjoza w życiowej szkatułce: ulubioną kawiarnię, ukochaną piosenkę, własną trasę spacerową. Stworzyć sobie enklawę, do której z...

Ostatnia samica Dodo

Obraz
Załóżmy roboczo, że wpadki zdarzają się każdemu. Tylko niektórym jakby częściej. Gdybyście - dajmy na to: w sierpniu - jechali na wycieczkę po krajach bałtyckich (tak bardzo bałtyckich, że zdarzają się tam białe noce) to ile par krytych butów byście zabrali? Bo mi się udało jechać tylko z sandałkami. Bez kurtki. I zgubić dowód na lotnisku. Zaprawdę, powiadam wam, że moi przyjaciele to istne oazy spokoju :p Albo taki marsz na przełaj. Upał, że o matko, pył na polach, pokrzywy po pas, ja w krótkich spodenkach... Nadchodzi wreszcie upragniona przerwa, wszyscy rzucają się gdzie bądź, a po środku stoję ja, w roli średnio malowniczego kołka. Stoję i nie siadam, no bo gdzie? Na trawie?! Przecież mi się spodnie na tyłku pobrudzą! Wspominałam o kurzu i charakterze imprezy? Jak mówi internetową mądrość: błogosławieni, którzy umieją śmiać się z siebie, bo mają zapewniony ubaw do końca życia . I coś w tym jest! A konkretnie: jest w tym tylko i wyłącznie prawda, bez ulepszaczy i konserwantów. ...

Szparag codzienności

Obraz
Rzeczywistość dopadła mnie w sposób dość brutalny. Kolejne mieszkanie, które mi się spodobało okazało się być totalnie poza moim zasięgiem. No chyba, że zrezygnuję z takich głupot jak jedzenie, picie, środki czystości. Nie dotarłam jednak do tych rewirów samoświadomości, żeby żywić się światłem słonecznym i kąpać w blasku księżyca. Może kiedyś. Wracałam więc do domu, myśląc o tym, że wszystko fajnie, ale ekonomia to wredna zołza, gdy moim oczom ukazał się stragan z warzywami. A wśród tych pomidorów i ogórków ukazało się cudo, na które czekałam strasznie długie miesiące: pęczek szparagów :D Więc podbijam do tego straganu radośnie, wabiona wizją szparagów idealnie zrumienionych na masełku, wręcz czuję ich smak i wtedy znów, łup mną o bruk: dwadzieścia dwa złote. No ludzie, maj jest! Polska jest potęgą szparagową! W Internetach mówią, że Niemcy przyjeżdżają je do nas zbierać, a tu dwie dychy?! I w tym momencie w głowie otworzyła mi się zapadka: na mieszkanie mnie nie stać, ale te sz...

Herbata ze złotem i cytryną

Obraz
Marian! Tu jest jakby luksusowo! Lata świetlne temu, czyli gdzieś w okolicach  2019, znalazłam w gazecie informację o jednym z najdroższych drinków świata, którego kluczowym składnikiem były płatki jadalnego złota.  No oczywiście, że chciałabym spróbować! Wprawdzie w moim zaścianku za dziesiątki tysięcy kupuje się raczej meble na kredyt, a nie 200 ml płynu, ale pomarzyć zawsze można :)  Marzenia mają zaś to do siebie, że lubią się spełniać w najmniej oczekiwanym momencie... Zdążyłam właśnie zrobić sobie herbatkę, którą miała pokrzepić mnie w walce z kolejną porcją maili i papierów, gdy drzwi się otwarły, a za drzwiami pojawili się statyści z "Pogromców duchów 3". Tak przynajmniej obstawiam, bo mieli profesjonalne białe kombinezony, maski, gogle i odkurzacz z pomarańczowym kablem. Rok walki z Covidem, a ja pierwszy raz widzę strój roboczy według hollywoodzkich wytycznych.  Panowie bez skrawka gołej skóry, a my nawet nie zdążyliśmy złapać za maseczki. Ani osłonić dopie...

Niespodziewany element baśniowości

Obraz
Styczeń anno Domini 2021. Park Saski. Godziny wczesnopopołudniowe. *** Idę sobie parkiem, zadowolona z tego, że widzę wreszcie zimę w mieście. Tak, "widzę" to słowo-klucz, a nie, że w drodze do pracy to jeszcze ciemno, a po pracy to już ciemno. Gałązki - jak koronki, alejki - bez soli, ja - cała w zachwycie. Rozmyślam, że trochę nudno ostatnio, nic się nie dzieje i nagle łup... wyrwałam ze śnieżki.  Co więc robi kobieta dorosła, pracująca w poważnej instytucji, oaza spokoju? Dokładnie to co każdy normalny człowiek - lepi własną. Helloł, nie będzie obcy koleś bezkarnie wyzywał mnie na bitwę :D To historia bez dalszego ciągu ni morału, ale miałam z tego niezły ubaw :) Wyobrażacie to sobie w ogóle? Swoje obcych ludzi naparza się śnieżkami, a potem każdy idzie w swoją stronę. Jak jakiś flesh mob. W sumie mogliśmy zacząć tańczyć i byłby Bollywood :p Wbrew pozorom filmowe akcje nie zdarzają się wcale tak rzadko. Jedną z moich ulubionych historii jest opowieść o epickiej randce, któ...