Boski pierwiastek
Zawsze fascynowało mnie stwierdzenie, że zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga. Wizerunki Boga Ojca z rozwianą siwą brodą i Jezusa w wydaniu środkowoeuropejskim nie pomagały w zrozumieniu na czym to podobieństwo ma polegać. Długo myślałam, że chodzi o ciałokształt. Wiecie: dwie ręce, dwie nogi. Trochę miałam zgrzytu w kwestii płci, bo mamy gołębia, a w dodatku Ojciec rodzi Syna. Z biegiem lat zrozumiałam, że nie o wygląd tu chodzi – przecież Bóg jest duchem. Chodzi o relacyjność i zdolność do miłości. W ogóle wierzę, że miłość jako taka przenika nasz świat. Widzę ją w kwiatach, drzewach, w majestacie gór, w całym świecie zwierząt. W ludziach też ją widzę. Jest jej o wiele więcej niż zła, które też w nas tkwi. Od pewnego czasu uderza mnie jednak coś innego. Konkretnie moc słowa. Ale nie tego Bożego, które stworzyło świat. Nie Słowa Wcielonego. Chodzi o moc słów, które mamy jako ludzie. One też kształtują rzeczywistość. Może na mniejszą skalę, ale bardzo realnie. Myślę, że...