Ten z meduzą i gołębiami
Cześć! Długa była ta cisza w eterze, ale cieszę się, że mimo wszystko nie zmieniliście stacji. Dziki Gon przegalopował po moim niebie i zostawił po sobie jeno zgliszcza. Ale jak wiadomo, kobieta z niczego zrobi i awanturę i sałatkę, więc już się ogarniam. Utarło się przekonanie, że nikt nie jest gotowy na złe rzeczy i to prawda. Nie wiem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że był przygotowany na nokaut od losu. Bywa jednak, że miłe rzeczy również przychodzą nie w porę. U mnie taką rzeczą był… urlop. *** Nie tak dawno temu, bo w lutym, mój przyjaciel znalazł tanie bilety na Maltę. Akurat czułam już zmęczenie materiału i propozycja krótkiego wyjazdu była strzałem w dziesiątkę. Znaleźliśmy hotel, wypisaliśmy wnioski urlopowe i z dnia na dzień wycięło mnie z życia. Marzec był ciężki, ale nie chcę się nad nim rozwodzić – było, minęło. Została jednak niemoc i dziwne zawieszenie, które nie pozwalało na wejście w utarte tryby. Należę do ludzi, którzy lubią zwiedzać, próbować nowych smaków...