Posty

Wyświetlam posty z etykietą spokój

Ten z meduzą i gołębiami

Obraz
Cześć! Długa była ta cisza w eterze, ale cieszę się, że mimo wszystko nie zmieniliście stacji. Dziki Gon przegalopował po moim niebie i zostawił po sobie jeno zgliszcza. Ale jak wiadomo, kobieta z niczego zrobi i awanturę i sałatkę, więc już się ogarniam. Utarło się przekonanie, że nikt nie jest gotowy na złe rzeczy i to prawda. Nie wiem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że był przygotowany na nokaut od losu. Bywa jednak, że miłe rzeczy również przychodzą nie w porę. U mnie taką rzeczą był… urlop. *** Nie tak dawno temu, bo w lutym, mój przyjaciel znalazł tanie bilety na Maltę. Akurat czułam już zmęczenie materiału i propozycja krótkiego wyjazdu była strzałem w dziesiątkę. Znaleźliśmy hotel, wypisaliśmy wnioski urlopowe i z dnia na dzień wycięło mnie z życia. Marzec był ciężki, ale nie chcę się nad nim rozwodzić – było, minęło. Została jednak niemoc i dziwne zawieszenie, które nie pozwalało na wejście w utarte tryby. Należę do ludzi, którzy lubią zwiedzać, próbować nowych smaków...

Ka-boom!

Obraz
Początek tygodnia był bombowy. Dosłownie. Jakiś śmieszek przysłał wiadomość, że w samo południe zaplanował dla nas wystrzałową niespodziankę. Taką, że dosłownie rozerwie nas z radości. Aż pantofelki spadną. Przytomnie więc włożyliśmy buty przeznaczone do stania na zimnie, omotaliśmy szyje szalikami i grzecznie udaliśmy się na miejsce ewakuacji. Tak prawdę mówiąc, jakby nasz budynek miał zamienić się w efektowny grzyb, to by nas te odłamki poszatkowały na plasterki. No, ale nie jestem specem od ochrony przeciwpożarowej, BHP i innych wynalazków. Przypomniało mi to jednak moje pierwsze spotkanie z fanem efektów specjalnych. A było to tak: W zamierzchłych czasach, gdy Internet trzeba było nosić w wiadrach, mała dziewczynka wybrała się z mamą do miejsca, które lubiła najbardziej na całym świecie. Do miejsca pełnego skarbów i błogiej ciszy; miejsca, z którego wracała zawsze obładowana, jak wielbłąd w baśniach Szeherezady. Jednym słowem: wybrała się do biblioteki. Tą dziewczynką byłam ja i od...

Wino proste

Obraz
Jak to pozory mogą mylić... *** Ostatnio słucham namiętnie piosenek Kwiatu Jabłoni. To rodzeństwo: Kasia i Jacek Sienkiewicz. Dzieci Kuby, który nie dość, że jest neurologiem, to jeszcze piosenkarzem. A jak Polska długa i szeroka, ścieżkę dźwiękową Kilera znają wszyscy. Młodszy rocznik nie odstaje, naprawdę przyjemnie się słucha ich utworów. Ale najbardziej rozbroiła mnie historia nazwy. Gdyby to był siostrzany duet pomyślałabym, że to po prostu uduchowione laski. Nuta folklorystyczna od czasu do czasu i już widzę te sady obsypane kwieciem rozmaitem, pola posrebrzane żytem i komary. A tu jednak nie. Podobno nazwa wzięła się do najzwyklejszego w świecie jabola. Wino marki wino, château de la Piwnica Sąsiada, rocznik bieżący. Trzeba mieć fantazję! *** To jednak pokazuje mi, że pozłotko ma się dobrze. Coś tam wiemy, coś dopowiemy. Jakoś zbyt łatwo przychodzi nam identyfikowanie się z wyobrażeniem. Przypinane łatki nie muszą być złe, przecież tylko opisują realia. Tu mamy matkę-Polkę, ...

Pandemiczny paradoks

Obraz
Torebka na pingwina, kawa na wynos, karta do odklikania się na bramce - czy może być coś bardziej wielkomiejskiego? Może jeszcze żołądek zaciśniety z głodu i nerwów, usta poparzone szybką herbatą nad zlewem i zmięte przekleństwo, bo przecież znów jest korek. A korki, proszę państwa, to nie jest coś co się po prostu zdarza. O nie, korki są precyzyjnie wycelowaną bronią, która ma rozwalić plan dnia już na starcie. No, to tyle słońca w całym mieście, koniec chorowania, wracamy do pracy! Kilka ostatnich lat mojego życia przypominało maraton. W poniedziałek siłka; we wtorek wykłady z symboliki; w środę kino, bo jak są zniżki na bilety to wiadomix, trzeba korzystać. Plus zakupy, wystawy, koncerty, teatry, spotkania z przyjaciółmi, odkrywanie nowych knajpek i nieustanne odwiedziny w ulubionych. Wiecie: wspieranie gastro zanim to było modne. Wir życia na 300% normy.   Aż nagle przyszła pandemia i lockdown, który zamknął nas w domach. A ja przymusowo zwolniłam. O dziwo, wcale nie odebrałam ...

Taką mnie narysowano

Obraz
W pracy policjanta i historyka nie ma nikogo mniej wiarygodnego niż naoczny świadek. Paradoks, prawda? W końcu większość z nas może polegać na własnych zmysłach. A jednak nie jest to wcale takie oczywiste, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Załóżmy, że widzisz kobietę niosącą zakupy. Po prostu idzie i niesie siatkę. Co zauważysz? Zarąbistą sukienkę, dokładnie taką jaką chciałaś kupić? To musi być fajna dziewczyna skoro macie taki sam gust. No, a jakie ma szczęście, że udało jej się ją dostać. Ciężką torbę? Widać, że jest ciężka, pewnie ma sporo na głowie, a jeszcze trzeba będzie obiad zrobić… I czujesz taką babską solidarność, bo i ciebie jeszcze czeka gotowanie… A może widzisz jej sprężysty krok i błysk w oku? Biegnie do domu jak na skrzydłach, pewnie rzuci zakupy i pobiegnie na randkę. Przecież tak pięknie być zakochanym! Filtrujemy rzeczywistość przez pryzmat własnych emocji i wyobrażeń. To nie jest coś niezwykłego, tak po prostu się dzieje. Widząc jakieś zdarzenie k...