Bezdzietne lambadziary kontrakują
Bezdzietne lambadziary są wśród nas! I to jeszcze te najgorszego sortu, te które nie chcą mieć dzieci. Wiem, bo jestem jedną z nich. Dzieci lubię z daleka i w niewielkich ilościach, zwłaszcza te zupełnie małe, z którymi nie da się jeszcze pogadać. Gaworzenie jakoś mnie nie rozczula, łyse główki też nie. Przynajmniej nie hurtem, bo dzieci znajomych nawet mnie ciekawią - te ich mikrołapki są urocze, lubię kupować im śmieszne śpioszki, bawią mnie filmiki z ich pierwszymi próbami jedzenia (zwłaszcza cytryny :p). Im są starsze tym łatwiej jest mi się angażować w ich problemy i radości. Jak tak myślę to naprawdę fajna ze mnie ciocia. Tylko... cieszę się, że jestem jedynie z doskoku. Pójdę na lody, pogadam o bajkach, odpowiem na trudne pytania. A jednocześnie nie muszę martwić się o miejsce w żłobku, zbieranie kasztanów na technikę, kinderbale z odpowiednią oprawą. Podoba mi się wolność i jeżdżenie na wakacje niezależnie od szkolnego kalendarza. Nigdy nie chciałam mieć dzieci i do tej po...