Posty

Wyświetlam posty z etykietą strach

Bezdzietne lambadziary kontrakują

Obraz
Bezdzietne lambadziary są wśród nas! I to jeszcze te najgorszego sortu, te które nie chcą mieć dzieci. Wiem, bo jestem jedną z nich. Dzieci lubię z daleka i w niewielkich ilościach, zwłaszcza te zupełnie małe, z którymi nie da się jeszcze pogadać. Gaworzenie jakoś mnie nie rozczula, łyse główki też nie. Przynajmniej nie hurtem, bo dzieci znajomych nawet mnie ciekawią - te ich mikrołapki są urocze, lubię kupować im śmieszne śpioszki, bawią mnie filmiki z ich pierwszymi próbami jedzenia (zwłaszcza cytryny :p). Im są starsze tym łatwiej jest mi się angażować w ich problemy i radości. Jak tak myślę to naprawdę fajna ze mnie ciocia. Tylko... cieszę się, że jestem jedynie z doskoku. Pójdę na lody, pogadam o bajkach, odpowiem na trudne pytania. A jednocześnie nie muszę martwić się o miejsce w żłobku, zbieranie kasztanów na technikę, kinderbale z odpowiednią oprawą. Podoba mi się wolność i jeżdżenie na wakacje niezależnie od szkolnego kalendarza.  Nigdy nie chciałam mieć dzieci i do tej po...

Maskując strach

Obraz
– Stworzyłam potwora – mruknęła zadowolona X znad ekranu komórki. – A co, gadasz z ChatGPT? – spytałam, wcale nie złośliwie, bo jak wiadomo jestem ucieleśnieniem słodyczy. Chyba, że akurat nie, ale nie wchodźmy w szczegóły. – Lepiej. Po pół roku wychowywania, mój facet wreszcie sam z siebie zaproponował, że wybierze miejscówkę! Odważny ruch. To nie tak, że X jest wybredna – można z nią iść na frytki do Maczka i do opery na „Carmen”, zawsze się odnajdzie. Podziwiam jednak, że sześciu miesiącach machania nożyczkami chłopak ciągle ma jaja, żeby wyjść z inicjatywą. Zacznijmy od długiego wywodu na temat tego, że jest niezależna i nie da postawić sobie kawy, chyba że mu odkupi. Na pierwszych randkach to by się broniło, ale wyskoczyła z tym po dobrych kilku miesiącach, gdy podliczyła sobie w Excelu, że jednak nie są na równi w kwestii wydatków i to wygląda, jakby na nim żerowała. Nic z tych rzeczy, ale tak właśnie ubzdurała sobie moja hienka z kalkulatorem w łapce. Żeby jeszcze jej...

Czarny czwartek – opowieść w trzech aktach

Obraz
Prolog Historia uczy i bawi, a co gorsze – lubi się powtarzać. Małpa. Mieliśmy już trochę czarnych czwartków: krach na nowojorskiej giełdzie w 1929 r., rozruchy w Gdańsku w 1970 r. Niektórzy tak mówią o zmianie kursu franka szwajcarskiego… Ja swój czarny czwartek zaliczyłam w tym tygodniu. Zawaliło się chyba wszystko, co tylko mogło. A było to tak: Akt I Ferie spowodowały, że Warszawa opustoszała. Mniejsze korki = skrócenie czasu dojazdu do roboty o dobre pół godziny. Alleluja! Wiem, że nie powinnam, ale aż zatęskniłam za lockdownem. W poniedziałek skończy się ta dobra passa i znów będę się turlać zamiast mknąć jak strzała. Jednak w czwartek wciąż jeszcze cieszyłam się tym, że przyjechałam wcześniej i zdążę iść po zakupy. Z koszykiem pełnym soków i wafli ryżowych podeszłam do kasy. Skanowanie, ziewanie, absolutna normalka. Aż przyszło do zapłaty. Sprawdzam raz, drugi, piąty. Wybebeszyłam na ladę całą torbę, a portfela brak. Od razu się obudziłam. Panika działa skuteczniej n...

Gra o miłość

Obraz
Był taki dzień – niedawno temu, gdy w czasie spotkania rozejrzałam się po sali i zdębiałam. Był to moment pełen transcendencji: pierwszy raz filmy, książki i opowieści koleżanek splotły się w warkocz rzeczywistości i przyłożyły mi w twarz. Wolni faceci są gatunkiem na wymarciu! Tak było, nie ściemniam. Siedzimy, robimy burzę mózgów, trybiki pracują, ale fakty są nieubłagane: rozwódka, samotna matka, wdowa, panna, panna i zodiakalny Byk. A po drugiej stronie żonaty, żonaty, żonaty dzieciaty i żonaty dzieciaty tak bardzo, że za chwilę Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej pozwie go o zniszczenie programu 500+. OK, był w tym gronie jeden singiel, ale prawdę mówiąc nie wiem jakim cudem się uchował. *** Tak się jakoś porobiło, że wiele moich koleżanek jest samych. Niekoniecznie samotnych, bo zdecydowana większość jest zadowolona z życia i czerpie z niego pełnymi garściami. Mają bliskich i przyjaciół. Mają hobby. Niektóre mają zwierzęta. Za to koledzy błyskają obrączkami i chwalą się dz...

Ka-boom!

Obraz
Początek tygodnia był bombowy. Dosłownie. Jakiś śmieszek przysłał wiadomość, że w samo południe zaplanował dla nas wystrzałową niespodziankę. Taką, że dosłownie rozerwie nas z radości. Aż pantofelki spadną. Przytomnie więc włożyliśmy buty przeznaczone do stania na zimnie, omotaliśmy szyje szalikami i grzecznie udaliśmy się na miejsce ewakuacji. Tak prawdę mówiąc, jakby nasz budynek miał zamienić się w efektowny grzyb, to by nas te odłamki poszatkowały na plasterki. No, ale nie jestem specem od ochrony przeciwpożarowej, BHP i innych wynalazków. Przypomniało mi to jednak moje pierwsze spotkanie z fanem efektów specjalnych. A było to tak: W zamierzchłych czasach, gdy Internet trzeba było nosić w wiadrach, mała dziewczynka wybrała się z mamą do miejsca, które lubiła najbardziej na całym świecie. Do miejsca pełnego skarbów i błogiej ciszy; miejsca, z którego wracała zawsze obładowana, jak wielbłąd w baśniach Szeherezady. Jednym słowem: wybrała się do biblioteki. Tą dziewczynką byłam ja i od...

Uwaga! Spoiler!

Obraz
Bohater tej opowieści jest fujarą. Właściwie to bohaterka. A tak konkretnie - to ja. *** Wróciłam do studiowania z przytupem. Nie, nie zgubiłam się w drodze do sali - lata wydeptywania korytarzy wyrobiły mi niezawodny, uczelniany GPS. Nie spóźniłam się i nie zrobiłam wejścia smoka. Nawet mówiłam ładnie, składnie i na temat. Ale wróciło spanie po 4-5 godzin na dobę i wieczorne przesiadywanie w knajpeczkach. Coś pięknego! Niby można w nich siedzieć bez całej tej otoczki, ale to taki ładny stereotyp. Ostatni piątek był wspaniały: dzień pracy skończył się o czasie, co w mojej firmie nie jest wcale takie oczywiste. Życie nas nie przeorało, korki nie sparaliżowały miasta, żadne dziecko nie wymagało natychmiastowej interwencji. Koledze wprawdzie sąsiad zalał mieszkanie, ale cóż - była to strata na jaką byliśmy gotowi. Chociaż może nie tyle gotowi, co elastyczni w podejściu do tematu i piwo na kwadracie zamieniliśmy na piwo w pubie. A w pubie, jak to w pubie - przydymione światło i nastrój do ...

Kat i ofiara

Obraz
Różne ludzie mają wspomnienia z dzieciństwa i nastoletnich czasów. Dla jednych to słoneczna łąka pełna przyjaciół i wspaniałych przygód, a dla innych bagna wypełnione potworami. Dzieci potrafią być bardziej okrutne niż dorośli, głównie dlatego, że nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich działań. Super, jeśli nikomu z was nie przytrafił się los klasowej ofiary, ale pomyślcie o tych wszystkich dzieciakach, które samotnie podpierały ściany, bo nikt nie chciał się z nimi bawić. Wyśmiewanie, a później towarzyski ostracyzm, biorą się z głupoty i instynktu stadnego. A wyśmiać można wszystko: to, że ktoś się dobrze uczy, albo to, że sobie nie radzi. To, że jest gruby, chudy, wysoki lub niski. To, że jest biedny, ale też to że jest nieprzeciętnie bogaty. To, że ma pasję o której nikt nie słyszał, albo to, że nie interesuje się najpopularniejszą aktualnie rozrywką. Jednym słowem wszystko, co wystaje ponad miarę sztywnych, dziecięcych kanonów. Czasem to długotrwałe znęcanie, innym razem ...

Walkiria incognito

Obraz
Kojarzycie tę pulchną starszą panią, która od marca do połowy listopada pielęgnuje ogródek przed blokiem? Zawsze jest pogodna, uśmiechnięta. Taka babcia połowy osiedla, bo niejedno pokolenie dokarmiała cukierkami i poiła kompotem. A tę myszowatą sprzedawczynię z warzywniaka? Drobna taka, delikatna. Człowiek drzwi otwiera z większym namaszczeniem, jakby w obawie, ze jeszcze chwila i zetnie ją mocniejszy podmuch. Jest jeszcze natchniona artystka, mówiąca wierszem i pomykająca prze miasto w bajecznie kolorowych szatach. Jest surowa, zachowawcza nauczycielka, zapięta w gorset konwenansów. Jest pielęgniarka, urobiona po łokcie. Czasem zasypia na stojąco w autobusie, pędząc do domu po nocnej zmianie. Tyle ich jest, niepozornych i zwyczajnych, ukrytych przed światem. Bo może nie wiecie, ale każda z nich to Walkiria w przebraniu. Tarcze, włócznie, latające konie tudzież skrzydlate wilki wcale nie są konieczne, by walczyć. A gwarantuję, że każda z nich stanęła kiedyś do boju. *** Czło...

Randka w ciemno

Obraz
Mówią, że do każdego da się dojść w pięciu krokach. Moja koleżanka, jej koleżanka, koleżanki mąż z SOP i prezydent. Voila! Do papieża jeszcze łatwiej: ksiądz proboszcz, biskup i pontifex maximus. A jak już mamy prezydenta i papieża, to oni na bank mają dojście do królowej Elżbiety. A potem to już prościuteńko: Harry, Megan i ten przystojniak z Garniturów . Tylko czemu, ach czemu, tak ciężko umówić się z kimś fajnym? *** Podobno w Korei – tej od K-popu, a nie od reżimu – randki w ciemno są niesamowicie popularne. Mój kolega jest wolny, ty masz wolną koleżankę, niech się spikną na kawę czy inne kimchi. U nas coś takiego w zasadzie nie funkcjonuje, a przynajmniej nigdy się nie spotkałam z nikim kto miałby takie doświadczenie. A szkoda. Tyle fajnych ludzi siedzi w swoim małym, ograniczonym gronie znajomych i niespecjalnie ma pomysł jak to zmienić.  Żeby nie być gołosłowną, próbowałam namówić przyjaciół na wyższy poziom znajomości. Moim zdaniem pasują do siebie idealnie, ale podobno nie...

Paryski kochanek

Obraz
Rutyna potrafi dobić, dlatego dobrze, gdy w życiu przytrafiają się filmowe zwroty akcji. Nawet nie muszą być nie wiadomo jak spektakularne, czasem wystarczy  zimowy flash mob , czy napis na tirze . A najśmieszniejsze jest to, że to "zawiązanie akcji" wydarza się zawsze wtedy, kiedy tego potrzebujemy. Chociaż nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. *** Ta opowieść zaczyna się zimą. Taką mroźną, śnieżną i przytłaczającą chłodem. W moim sercu było podobnie, mimo tego, że za wszelką cenę usiłowałam upchać w nim zapach igliwia i kolorowe światełka. Niestety, było to już jakiś czas po zakończeniu związku, który miał być za zawsze, ale nie był. Zlodowaciało we mnie to wszystko, co miało ogrzewać naszą dwójkę przynajmniej do osiemdziesiątki. Zamiast tego było poczucie krzywdy, braku i cholernie przytłaczającej pewności, że jest już po zawodach i miłość nie jest mi pisana. Co gorsza - zaczęłam się już z tym godzić. Ostatecznie, nie na każdą królewnę czeka książę.  W pewne zimowe popoł...

Miłość ze smartfona: Ognista Tancerka

Obraz
Opowiem wam dziś o wspaniałej dziewczynie. Ciekawa jestem, czy udało się wam ją kiedyś dostrzec. Ją, albo którąś z jej licznych krewnych, znajomych, cieni i odbić. Jest ich wiele, a każda z nich tańczy z ogniem. Ognista Tancerka, którą dziś poznacie jest ładna. Taką klasyczną, ponadczasową urodą. Idę o zakład, że za 30 lat ludzie będą się zastanawiać, ile świeczek na torcie już zdmuchnęła. I nie sądzę, by ktokolwiek z nich trafił. Ognista Tancerka sprawia wrażenie strażniczki tajemnicy. Ma jakiś skarb, jakiś wewnętrzny, sekretny pokój, do którego tylko ona ma dostęp. Czasem zapada się w sobie, jakby prowadziła w środku jakiś rozkoszny dialog. Może zbyt mocno żyje w krainie wyobrażeń, albo pieści w sobie wspomnienie słodkich czasów? Jest w świecie, a jednocześnie jakby trochę poza światem. Chce wyjść do ludzi, a jednak wytwarza nieprzepuszczalną barierę. Jest podziwiania, ale tego nie zauważa. I chociaż marzy o miłości, nie potrafi się na nią otworzyć. Pragnie ogrzać się jej ciepłem...

Blizna na sercu

Obraz
Jest Wielki Piątek, dochodzi 15.00. Dla mnie to jedna z najważniejszych godzin w ciągu roku. I chociaż wiem, że nie każdy kto zagląda na tego bloga w to wierzy, to dla mnie jest to godzina bezbrzeżnej miłości. A my się przed miłością tak często bronimy… Niby każdy jej potrzebuje, niby każdy pragnie, a jednak potrafimy uciekać, gdy tylko jej widmo staje się zbyt realne. Każdy z nas ma na sercu jakieś blizny po nieudanych związkach, zawiedzionych marzeniach, po kimś kto już nigdy nie wróci. To nie znaczy, że takie serce jest mniej warte. Wręcz przeciwnie, myślę, że te gładziutkie i nigdy nie zadraśnięte najmniejszą nawet drzazgą, w pewien sposób nie są kompletne. Bo miłość to jednocześnie wystawienie się na zranienia. Zgoda na to, że nawet jeśli będzie najpiękniej na świecie, to czasem będzie bolało. Łatwo jest zatrzasnąć okna, zamurować drzwi i siedzieć w bunkrze, ale to nie będzie życie, tylko wegetacja. Ze strachu przed porzuceniem nie dopuszcza się możliwości, że tego porzuceni...

Dzika gęś

Obraz
Widziałam dziś 10 wielkich kluczy dzikich gęsi. Nie macie pojecia jak bardzo ucieszyłam się na ich widok! Jeszcze tylko bocian w gnieździe, parę krokusów i witaj wiosno! Maseczki nie będą przymarzały do twarzy, zamiast okularów korekcyjnych zaczną parować przeciwsłoneczne, a kto wie - może los będzie tak łaskawy, że nie zamkną nam parków? Tyle radości tylko dlatego, że kilka ptaków zmieniło klimat na chłodniejszy. *** Gąska Balbinka była słodka tylko na pierwszy rzut oka. Miała oczy jak głębokie górskie stawy, równie pociągające, co groźne. Śmiała się szczerze i nie czuła potrzeby bezustannej paplaniny, przed co wiele osób uważało ją za doskonałą towarzyszkę. Chętnie wyruszyła więc z innymi gąskami na podboje klubów na Mazowieckiej, na wiślane bulwary i na posiadówki w zadymionych Pawilonach na tyłach Nowego Światu. Jej piórka lśniły w blasku neonowych świateł, a na obowiązkowych selfie występowała bez tradycyjnego dzióbka. Nie było więc niczym dziwnym, że w pobliżu Balbinki zawsze...