Magia
Dzieci radośnie pobiegły do szkoły, bo nauczone doświadczeniem wietrzą już nadciągającą zdalną naukę. Strajki, problemy z ogrzaniem budynków czy inny shit. Swoją drogą żeby wytrwać w zawodzie nauczyciela naprawdę trzeba mieć w sobie silne poczucie misji i jakąś poduszkę finansową – osobiście podziwiam i nie ma w tym krztyny przesady. Co nie zmienia faktu, że wakacje się skończyły, a ja wreszcie mogłam otrąbić coś, na co czekałam bardzo długo: urlop! Wiem, wstęp miałam niczym Mickiewicz przed rozpoczęciem akcji na Litwie, ale po prostu muszę podzielić się z Wami radością, która we mnie musuje niczym cola z mentosami. To dopiero 6 dzień wolności, a ja zdążyłam już zaliczyć trochę kultury, magii i facepalmu, ale po kolei. Po pierwsze – byłam w Krakowie. Nie pierwszy raz, ale wciąż na nowo daję się oczarowywać temu miastu królów, maczet i smogu. Smogu nie było i w oddali majaczyły szczyty gór. Przez chwilę nawet pomyślałam, że romantycznie byłoby zdobywać skałki i młodą piersią chłonąć...