Posty

Wyświetlam posty z etykietą Marzenia

Aktualizacja

Obraz
Jak często aktualizujecie swoje smartfony? Mam wrażenie, że co chwila dostaję powiadomienie o nowej wersji kolejnej aplikacji. Kiedyś ignorowałam je z premedytacją, ale telefon odmówił współpracy i musiałam na cito ściągać wszystko czego żądał system. Niezwykle frustrujące doświadczenie, bo nie lubię, gdy ktoś coś mi każe. Jeszcze gorzej, gdy to jest rzecz. Obiekt nieożywiony i wbrew pozorom wcale nie taki smart. Niech pierwszy rzuci komórką ten, któremu słownik nie poprawił sensu zdania tak bardzo, że jedynym honorowym rozwiązaniem byłaby zmiana nazwiska i wyprowadzka do Azji. Ale skoro już jesteśmy przy aktualizacji… Kiedy ostatnio robiliście ją sobie i bliskim? No już, szybko, róbcie rachunek sumienia! Tydzień temu? Miesiąc? Rok? 10 lat? A może nigdy? Założę się, że znacznie częściej uaktualniacie oprogramowanie elektronicznych sprzętów niż to, od którego zależą relacje z innymi i samym sobą. Nie będę jednak rozdzierać szat, bo wcale nie odbiegam od średniej w tym zakresie. Te...

Oszlifowani

Obraz
Wiecie, że piosenka Myslowitz „Długość dźwięku samotności” ma już 25 lat? Jest coś pociągającego w myśli, że nasze działa nas przetrwają. W dodatku są ciągle żywe. Inaczej patrzymy na nie z biegiem lat. Filtrujemy je przez pryzmat własnych doświadczeń i kulturowe sito. I nawet kiedy będę sam Nie zmienię się, To nie mój świat. Przede mną droga, którą znam, którą ja wybrałem sam. Szczerze mówiąc nie przepadam za tym utworem. Leciał w radio tyle razy, że już znam go na pamięć, ale mój ci on nie jest. Chociaż… Dawno temu, w czasie burzy i naporu, wydawało mi się, że to taki manifest buntownika. Idzie sam, swoją drogą, wszyscy mogą mu skoczyć. Żadnych skrótów. Nonkonformizm na pełnej petardzie. A dziś… Dziś słucham i współczuję. Współczuję skostnienia, okopania się i braku otwartości na zmianę. Przecież na tym właśnie polega życie, by wejść w jego nurt. Trochę nas to życie musi oszlifować i wygładzić. Szlif łagodności Większość ludzi łagodnieje na starość, zauważyliście? Owszem...

Pochwała lenistwa

Obraz
Dziś będzie o lenistwie. A raczej o tym czy w ogóle potrafimy odpoczywać. Zróbcie szybki rachunek sumienia: kiedy tak naprawdę było wam błogo?  Po moich intensywnych wojażach, które ze wschodu rzuciły mnie na południowy zachód, a zaraz potem na północ, po dziesiątkach nadgodzin, hektolitrach kawy i permanentnym przyspawaniu do laptopa nadszedł czas na urlop. W listopadzie. A gdzie można się dogrzać w Polsce o tej porze roku? Tylko w spa. Wbrew pozorom nie jest to aż tak droga przyjemność - jest wiele pakietów promocyjnych, a nawet pobyt bez dodatkowych zabiegów potrafi zrelaksować. Naprawdę trzeba się sprężać żeby skorzystać ze wszystkich saun, biczy wodnych, bąbelków w jacuzzi i smukłym kieliszku.  Ja wybrałam się na babski wypad połączony ze świętowaniem urodzin przyjaciółki. Jak trzy muszkieterki nacierałyśmy się olejkami, nakładałyśmy maseczki na twarze i odżywki na włosy. Smarowanie tyłka miodem po prostu. Obiektywnie było miło, nawet bardzo - dużo śmiechu, pogaduchy, mię...

Pasmo rozczarowań

Obraz
Karnawał się kończy, a ja nawet nie byłam na imprezie! Najbliższa tego była posiadówka u przyjaciółki przy burgerach i winie. Nie narzekam, stwierdzam tylko fakt, że życie lubi od czasu do czasu sypnąć solą w oczy. I potrzeć. Największym rozczarowaniem tygodnia jest moja śliczna, aksamitna sukienka, która koło aksamitu nie stała. Odliczałam do dnia dostawy i praktycznie warowałam przy paczkomacie. Wyobrażałam sobie na wszystkie strony, jak będę ją nosić: wiadomo, z gracją. Zimą i latem. Zakładając ją do szpilek i czerwonej szminki byłabym kusicielskim wampem, a z białymi trampkami i dżinsówką wyglądałabym jak sympatyczna dziewczyna z sąsiedztwa. Nie żebym była przesadnie sympatyczna i znała sąsiadów, ale nie o to chodzi. Chodzi o koncepcję, którą trafił szlag. No serio, to miała być seksownie opięta kiecka a’la Morticia, a nie flaczek od parówki. Jak się wpiłam w ten kondom, to odcinało powietrze. Nie powiem – jak się wygięłam w faworka, to przez chwilę ten efekt wow był. Tylko pot...

Strażnicy ognia

Obraz
Bam-bam-bam-bam… Bam-bam-bam-bam… Rytmiczny głos bębna przecina ciszę poranka. W jaskrawym świetle świtu wszystko wydaje się nienaturalnie ostre. Nagie konary drzew oskarżycielsko celują w niebo. Surowe twarze członków plemienia ścisnął gniew i żal. Bam. Bam. Bam. Kos gwiżdże przejmująco, jakby próbował błagać o łaskę dla skazańca, który nie ma siły się bronić. Za chwilę zostanie wypędzony. Wykluczony ze społeczności, w której wzrastał i w której spodziewał się umrzeć. Teraz śmierć znajdzie go szybko. Przecież sam nie da rady znaleźć pożywienia, nie obroni się, nie ogrzeje. W czasach, gdy słońce było bogiem, a ogień jego niebiańskim darem, podtrzymywanie płomienia było największym zaszczytem i najpierwszym z obowiązków. Trzeba było karmić go drewnem, osłaniać od  wiatru, chronić przed wodą. Bycie Strażnikiem Ognia oznaczało przynależność do elity. A on… Oczy kleiły się same. Trawy na stepie wygrywały hipnotyzującą kołysankę. Gdy się ocknął palenisko było zimne. Na próżno szukał cho...

Za rok o tej samej porze...

Obraz
...będziesz miała syna. Biblijnie, co? Skojarzenie nie jest przypadkowe, bo to faktycznie cytat z 2 Księgi Królewskiej. Bywa, że przypadkowe słowa zakorzenią się w mózgu i co jakiś czas wracają do nas rykoszetem. Mogą to być fragmenty wierszy, piosenek, strzępki dawnych rozmów. Do mnie te słowa wróciły, bo przypomniało mi się czego pragnęłam rok temu. Nie, nie syna. Ani córki. Jestem z tych dziecioodpornych. Ale w kulturze semickiej sprzed kilkudziesięciu wieków, syn był dla matki spełnieniem marzeń. Był zabezpieczeniem jej bytu na starość, jej obrońcą, głosem na zewnątrz i znakiem wielkiego błogosławieństwa. Każdy z nas ma takie głębokie marzenie, rdzeń wszystkich innych pragnień. Nie zawsze nawet zdajemy sobie sprawę z jego istnienia, bo rozmywa się w dziesiątkach innych zachcianek, pochodnych  tego największego. Ostatniej zimy z zazdrością patrzyłam na ludzi pędzących na randki. Wiecie: światełka, prószący śnieg, romantyczny entourage. Pamiętam, że pomyślałam sobie, że za rok, o...

Hello wind

Obraz
Wieje wiatr zmian. To dopiero subtelne podmuchy, ale chyba jestem astralną meteopatką, bo zaczynam czuć w kościach, że zbliża się coś dobrego. W końcu jeśli na Mazowszu można odczuwać skutki halnego, to czy nie można przeczuwać, że życie szykuje dla nas jakąś miłą niespodziankę? Nie wiem czy to mój optymizm, czy zaklinanie rzeczywistości, ale wierzę, że już niedługo stanie się coś pięknego. Nie musi być doniosłe, ani ogromne, ale wiem, że mój świat rozświetli się niczym lampion-witraż, do którego włożono świeczkę. Ostatnio wiele dzieje się dookoła mnie. Był ślub i wesele też, z ziemi wyrastają mury domów. Znajomi oczekują dziecka. Przyjaciółka miała wypadek na autostradzie i cudem wyszła z niego praktycznie bez szwanku. Ktoś się rozstał, ktoś inny poznał fascynującego człowieka. Było rzucanie papierami i rozpoczęcie nowej zawodowej drogi. Trochę walki z czasem i kwasem międzyludzkich relacji. Kilka bitew o zdrowie. Dzieje się dużo wokół, a u mnie spokój. Może nie do końca, bo przecież ...

Oaza

Obraz
Wyobrażam sobie, jaką ulgę musi przynieść dotarcie do oazy. Latem zawsze wypatruję cienia i dziękuję człowiekowi, który wymyślił klimatyzację. Warszawska dżungla jest jednak łagodna i oswojona w porównaniu z dzikością prawdziwej pustyni. Nocne niebo nigdzie nie jest tak piękne, jak tam. Ale noc się kończy i zostaje strach poranka. To trochę odwraca perspektywę - zwykle nocą kłębią się demony. Nocą można usłyszeć siebie, zrobić bilans zysków i strat, wypunktować błędy i wszelkiego rodzaju wypaczenia. Dzień nas zagłusza tysiącem bodźców. Na pustyni jest odwrotnie: chłód nocy stoi w kontraście z upałem, piękno nieboskłonu łagodzi bezkres pustkowia. To dzień ukazuje nagość skał, bezmiar piasku, brak schronienia.  A co, jeśli pustynia ma swój początek w nas? Czasami wszystko się w życiu układa. Bywa jednak, że poszczególne elementy sypią się i nie wiadomo kiedy i w jaki sposób powstają zgliszcza. Ludzką rzeczą jest je opłakać, a później zakasać rękawy i spróbować uporządkować życie. Gor...

Wino proste

Obraz
Jak to pozory mogą mylić... *** Ostatnio słucham namiętnie piosenek Kwiatu Jabłoni. To rodzeństwo: Kasia i Jacek Sienkiewicz. Dzieci Kuby, który nie dość, że jest neurologiem, to jeszcze piosenkarzem. A jak Polska długa i szeroka, ścieżkę dźwiękową Kilera znają wszyscy. Młodszy rocznik nie odstaje, naprawdę przyjemnie się słucha ich utworów. Ale najbardziej rozbroiła mnie historia nazwy. Gdyby to był siostrzany duet pomyślałabym, że to po prostu uduchowione laski. Nuta folklorystyczna od czasu do czasu i już widzę te sady obsypane kwieciem rozmaitem, pola posrebrzane żytem i komary. A tu jednak nie. Podobno nazwa wzięła się do najzwyklejszego w świecie jabola. Wino marki wino, château de la Piwnica Sąsiada, rocznik bieżący. Trzeba mieć fantazję! *** To jednak pokazuje mi, że pozłotko ma się dobrze. Coś tam wiemy, coś dopowiemy. Jakoś zbyt łatwo przychodzi nam identyfikowanie się z wyobrażeniem. Przypinane łatki nie muszą być złe, przecież tylko opisują realia. Tu mamy matkę-Polkę, ...

Czy Pani kocha wnuka?!

Obraz
 Ma-jów-ka, extasy and motion, ooo That's majówkaaaa! No co, każdy ma jakąś muzykę młodości :p U mnie majówka zaczęła się z poślizgiem. Takie uroki weekendowych dyżurów, ale ważne, że już jest. Jest też konkretna ściana deszczu i wiatr wydmuchujący chęć do życia. Także tyle z ambitnych planów wycieczkowych. Pół kwietnia nakręcałam się czego to nie zrobię, z kim się nie spotkam, gdzie nie pojadę. Teraz wychodzi, że tylko ten przedrostek "nie" mi został. Nie pojadę, nie spotkam, będę leżeć pod kocem i oglądać Netflixa, a co! I mam przeczucie, że to będzie piękny urlop. Nie taki, jak sobie wymyśliłam, ale skrojony idealnie na ten czas. Mogłabym wprawdzie wbić się w deszczak i jechać nad Zegrze. Mogłabym zgodnie z planem pójść na spacer do Łazienek. Mogłabym zapędzić na te przebieżki przyjaciół i może nawet by mnie nie zlinczowali, tylko w imię czego? Tego, że przez dwa tygodnie hodowałam w głowie wyobrażenie czegoś, co nie przystaje do realiów? Przecież wymyśliłam sobi...

Maszkaron na spacerze

Obraz
Mówią, że nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Pięknie się to sprawdza kiedy jesteś hobbitem i chcesz na szybko oddać pierścionek do jubilera. Podobno niektórzy też wychodzą tak po mleko i wracają po 5 latach. Myślę jednak, że ten "pierwszy krok" to w rzeczywistości punkt 10. Co najmniej. Wszystko zaczyna się od decyzji, żeby jednak się ruszyć. I to jest bardzo trudne. Szczegolnie, gdy chodzi o podróż w czasie. Wędrowka przez dni, tygodnie, miesiące i lata może być fascynującą przygodą, może też być prawdziwą mordęgą. Ale najgorszą opcją ze wszystkich jest usiąść na poboczu i czekać na śmierć. Ok, czym innym jest perspektywa wycieczki, a czym innym przemeblowanie życia, ale wbrew pozorom wcale nie są to aż tak odległe tematy. Przede wszystkim trzeba wskazać jakiś punkt docelowy. Wierzącym z życie pośmiertne jest łatwiej, bo wystarczy wyznaczyć sobie kierunek Niebo, czy Walhalla i dążyć: życie ciche i spokojne, albo wiking. Każdemu według potrzeb :) Ż...

Okrucieństwo nie do przyjęcia

Obraz
Znam dziewczynę, która tak bardzo bała się łatki "starej panny", że zmusiła chłopaka do ślubu. Było trochę łez, dużo umiejętnie dozowanego poczucia winy i subtelnej manipulacji, odrobina czułego miziania za uszkiem... Zabrakło tylko miłości. Po dwóch miesiącach od hucznego ślubu (takiego z bryczką zaprzężoną w białe konie i diademem we włosach) nastąpiło spektakularne rozstanie. Nie dlatego, że coś im nie wyszło, że gdzieś w trudach codzienności zapomnieli o pielęgnowaniu związku. Nawet nie dlatego, że pojawiła się nagła niezgodność charakterów. Nie - to była zbrodnia z premedytacją. Chłopak był tylko środkiem do celu, do szlachetnego miana rozwódki. Rozwódki, a nie starej panny. Jasny sygnał, że ktoś ją kiedyś chciał. Wcale nie kurzyła się kącie. Nie tak jak inne. A że nie wyszło, ot, bywa. Nie tylko im nie wyszło. Okrutne, prawda? Chłopak miał rozbity świat przez pewien czas, ale jest inżynierem i już go złożył do kupy. Ma ukochaną, psa, domek z ogródkiem. A ta dziewczyna.....

Herbata ze złotem i cytryną

Obraz
Marian! Tu jest jakby luksusowo! Lata świetlne temu, czyli gdzieś w okolicach  2019, znalazłam w gazecie informację o jednym z najdroższych drinków świata, którego kluczowym składnikiem były płatki jadalnego złota.  No oczywiście, że chciałabym spróbować! Wprawdzie w moim zaścianku za dziesiątki tysięcy kupuje się raczej meble na kredyt, a nie 200 ml płynu, ale pomarzyć zawsze można :)  Marzenia mają zaś to do siebie, że lubią się spełniać w najmniej oczekiwanym momencie... Zdążyłam właśnie zrobić sobie herbatkę, którą miała pokrzepić mnie w walce z kolejną porcją maili i papierów, gdy drzwi się otwarły, a za drzwiami pojawili się statyści z "Pogromców duchów 3". Tak przynajmniej obstawiam, bo mieli profesjonalne białe kombinezony, maski, gogle i odkurzacz z pomarańczowym kablem. Rok walki z Covidem, a ja pierwszy raz widzę strój roboczy według hollywoodzkich wytycznych.  Panowie bez skrawka gołej skóry, a my nawet nie zdążyliśmy złapać za maseczki. Ani osłonić dopie...

Gdy marzenie staje się ciałem

Obraz
Dawno, dawno temu, gdy za 2 złote można było kupić wafelka, soczek i gumy-kulki u znałam, że jak tylko będę dorosła to zmienię świat. W jaki sposób dokładnie? Tego nie udało mi się nigdy sprecyzować, bo jednego dnia chciałam rozwiązywać globalny problem biedy, drugiego odkrywać lek na raka, a trzeciego dowodzić międzygwiezdną flotą. Niestety – w każdym pojeździe rzygałam jak kot, więc kariera kapitana statku kosmicznego przeszła mi koło nosa z prędkością nadświetlną. Z wizją szalonego naukowca pożegnałam się w chwili, gdy okazało się, że musiałabym polubić się z fizyką, a między nami zdecydowanie nie było chemii. Zaś co do biedy na świecie – robię co mogę, ale jeśli chcecie się przyłączyć do tej walki to zapraszam :)  W zanadrzu miałam jeszcze literackiego Nobla, ale Olga Tokarczuk mnie wyprzedziła, więc pozostał blog. Był on dla mnie jednym z tych marzeń, które są w zasięgu ręki, ale z jakichś powodów po nie nie sięgamy. Macie takie marzenia? Kiedyś sądziłam, że marzenie to po...