Bydgoszcz - jedyna egzotyka, na którą mnie stać
Ogarnęła mnie tęsknota za podróżami. Za szukaniem ciekawych miejsc do zwiedzania, za wynajdywaniem noclegu, który nie zabije ceną, ale i nie zgwałci poczucia estetyki, za czytaniem przewodników i polecajek. Pandemia jednak skutecznie psuje moje plany wyjazdowe. Nie wyobrażam sobie teraz wycieczki do Rzymu. Tego Rzymu, który miałam odwiedzić w zeszłym roku. I którego nie odwiedziłam. Nie był to jednak rok bezowocny, bo zamiast zagranicznych wojaży pojeździłam trochę po Polsce. Dotarłam też do Bydgoszczy, do której jakoś nigdy nie było mi po drodze. I wiecie co? Fajnie było :) *** Mój przyjaciel, rdzenny Torunianin, mawia, że nie jeździ się do Bydgoszczy, tylko do Brzydgoszczy. Wstyd się przyznać, ale pierwszej chwili po wyjściu z dworca byłam skłonna przyznać mu rację. Pół jezdni rozorane, liszajowate kamienice na przeciw, żadnego drzewa w zasięgu wzroku - i ja, mająca tu spędzić trzy dni! Ale gdy już opadł ze mnie pęd warszawskiego życia, kiedy przestroiłam się na tryb wypoczynku,...