Posty

Wyświetlam posty z etykietą emocje

Dotyk

Obraz
Jak to jest: „touch” to dotyk, „in touch” – w kontakcie. Czy żeby być w kontakcie, potrzeba dotyku? Jestem przekonana, że tak. Może nawet niekoniecznie fizycznego, ale dla prawdziwej relacji potrzebujemy mentalnego mizianka. Niech rozmowa dotyka umysłu, duszy czy emocji, jeśli nie możemy ofiarować swojej realnej obecności. Zresztą, czym jest realizm? Czasem wystarczy po prostu być obok, siedzieć w ciszy, przytulić, potrzymać za rękę – i to buduje więź. Ale można też być oddalonym o tysiące kilometrów, ba, można nawet nie znać swoich głosów i twarzy, a i tak mieć poczucie bliskości dzięki rozmowie, która dotyka głębszych warstw. Można też siedzieć na jednej kanapie i być lata świetlne od siebie. Nie wiem, jak wam, ale mnie trudno zdobyć się na dotyk. Gdy pozwalam naruszać swoją przestrzeń osobistą, musimy się naprawdę lubić. A kiedy opowiadam o tym, co kryje się w zakamarkach umysłu – no to już przyjaźń. Jaźń przy jaźni. Lubię wymianę myśli, zwłaszcza tych od czapy. Dywagacje o tym, co ...

Czas nie liczy godzin i lat

Obraz
Na studniówce puścili nam piosenkę Maryli Rodowicz: Ale to już było i nie wróci więcej – I choć tyle się zdarzyło To do przodu wciąż wyrywa głupie serce. Ale to już było, znikło gdzieś za nami – Choć w papierach lat przybyło To naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami. Nie ma co, idealny kawałek na twój pierwszy bal w życiu (nie licząc kinderbali ofc). Sto dni, matura, część na studia, część do wojska, część do pracy. Dziecko, drugie dziecko, pies. Składki do ZUS-u i daniny dla banku. Wybieranie kafelek i ulubiony palnik na kuchence, a potem to już tylko gastroskopia, leki na nadciśnienie i wymienianie się numerami do lekarza. Tylko pamiętajcie, wciąż jesteście tacy sami! No dobra, koniec demonizacji – piosenka sama w sobie nie jest zła. Może bliżej mi do Andrzeja Rybińskiego, by śpiewać, że „odmierzam świat nie używając dat”, ale byłoby potwornie gdybym miała powiedzieć, że jestem taka sama jak wtedy, gdy kończyłam liceum. Tak się cieszę, że jestem już dużo dalej! Uwielbiałam mo...

Okrutnik

Obraz
To smutna historia, z wieloma płaszczyznami nieszczęścia.  Zaczęło się od znalezienia na ulicy martwego mężczyzny. Był młody, nie miał na sobie śladów pobicia. Nic nie wskazywało na morderstwo. Przewieziono go do zakładu medycyny sądowej, pobrano krew. Toksykologia pokazała bardzo duże stężenie środków nasennych, szybko okazało się, że popełnił samobójstwo. Dlaczego? Miał żonę, małe dziecko, pracę. Brak długów, brak chorób przewlekłych. A jednak od lat był głęboko nieszczęśliwy. Miotał się sam z sobą, odchodził, wracał. Wreszcie odszedł całkiem. Biedny, nieszczęśliwy człowiek, którego przerosło życie. Wybrał drogę bez odwrotu, drogę tchórzy, którzy uciekają od rzeczywistości.  Jednocześnie targnięcie się na życie, wymaga przekroczenia jakiejś granicy. Życie to świętość – mamy głęboko wpisany szacunek do niego. To podstawa naszej egzystencji. Mord jest sprzeniewierzeniem się naturze, samobójstwo w jakiś sposób budzi pogardę. Wiem, czasem ludziom wydaje się, że to honorowe rozwi...

Obdarowani

Obraz
Nie wiem czy tez tak macie, ale ja czuję się wspaniale żyjąc w tych właśnie czasach. Owszem, widzę to co się dzieje na świecie: widzę wojny, kataklizmy, spadek wartości pieniądza. Czasem myślę sobie, że za bardzo zapędziliśmy się w konsumpcjonizm. Mimo tego doceniam możliwości dzisiejszego świata. Zobaczcie, kilkaset lat temu wyprawa z Polski do Stanów zajęłaby kilka miesięcy. Dziś – 12 godzin łącznie z odprawą i krzyżówką na lotnisku. Kiedyś kunsztem Chopina mogli zachwycać się nieliczni – dziś wystarczy odpalić YouTube.  Zawsze gdy wchodzę do zamku – obojętnie czy to zameczek w Oporowie, czy monumentalne zamczysko w Malborku – mam poczucie, że mogę więcej niż przodkowie. Ilu maluczkich zastanawiało się jak wyglądają królewskie komnaty? Setki tysięcy. A dziś wchodzisz na Wawel i spacerujesz po Wilanowie.  Możemy próbować nieznanych smaków, poznawać obce kultury, uczyć się, tworzyć. Glinę czy podobrazia kupi się dziś bez większego problemu. Wystarczy włączyć internet, by znale...

Bezdzietne lambadziary kontrakują

Obraz
Bezdzietne lambadziary są wśród nas! I to jeszcze te najgorszego sortu, te które nie chcą mieć dzieci. Wiem, bo jestem jedną z nich. Dzieci lubię z daleka i w niewielkich ilościach, zwłaszcza te zupełnie małe, z którymi nie da się jeszcze pogadać. Gaworzenie jakoś mnie nie rozczula, łyse główki też nie. Przynajmniej nie hurtem, bo dzieci znajomych nawet mnie ciekawią - te ich mikrołapki są urocze, lubię kupować im śmieszne śpioszki, bawią mnie filmiki z ich pierwszymi próbami jedzenia (zwłaszcza cytryny :p). Im są starsze tym łatwiej jest mi się angażować w ich problemy i radości. Jak tak myślę to naprawdę fajna ze mnie ciocia. Tylko... cieszę się, że jestem jedynie z doskoku. Pójdę na lody, pogadam o bajkach, odpowiem na trudne pytania. A jednocześnie nie muszę martwić się o miejsce w żłobku, zbieranie kasztanów na technikę, kinderbale z odpowiednią oprawą. Podoba mi się wolność i jeżdżenie na wakacje niezależnie od szkolnego kalendarza.  Nigdy nie chciałam mieć dzieci i do tej po...

Oktawia, która nie jest Skodą

Obraz
Oktawia nie była Skodą, ale bywały dni kiedy tak się czuła: jak zjechane auto. Niby przebieg nie był jeszcze duży, a karoseria miała dopiero kilka delikatnych rys, ale czasem miała wrażenie, że życie przeczołgało ją po różnych wertepach. Najgorsze były te drogi, którymi wcale nie chciała jechać, ale GPS lepiej wiedzących ktosiów uparcie ją na nie kierował. Jeszcze w liceum były naciski rodziny, by poszła na prawo, bo prawnikom nigdy pracy nie zabraknie. To nic, że już po pierwszym roku wiedziała, że to nie jej bajka. Co z tego, że poszczególne kazusy były ciekawe, gdy na samą myśl o spędzeniu życia z kodeksem pod pachą dostawała gęsiej skórki? Ale mama chciała mieć prawniczkę w rodzinie... I tata, i babcia. A Oktawii tak naprawdę podobał się handel.  Tak, skończyła wydział prawa i nie, wcale nie pracuje w zawodzie. Szkoda trochę tych straconych nocy, kiedy zakuwała do kolokwiów i egzaminów. Wkuwanie kodeksów szło opornie, gdy tymczasem wszystkie ciekawostki dotyczące praw rynku, ma...

Niebieska flaga

Obraz
Czytałam ostatnio artykuł o kolorowych flagach w związku: czerwonych – które każą uciekać, gdzie pieprz rośnie; różowych – zapraszających do przepracowania zgrzytów; beżowych – oznaczających nudę, powtarzalność i sztampę oraz zielonych – sztandarów, którymi możemy machać z radością, że wszystko idzie tak, jak powinno. Prawdę mówiąc nie wiedziałam o istnieniu większości z nich. Umawiając się na randkę człowiek powinien przejść skrócony kurs weksylologii, inaczej nie ma szans żeby się w tym wszystkim połapać. Skoro jednak już świat relacji wygląda, jak plaża nad Bałtykiem, to zrobimy szybki przegląd. Czerwień mówi stop – to te wszystkie sytuacje, kiedy mamy do czynienia z przemocą. Nieistotne czy chodzi o przemoc fizyczną, psychiczną, emocjonalną, ekonomiczną czy seksualną. To po prostu sytuacja, kiedy trzeba głośno wołać o pomoc i przerywać zło. Agresja, karanie milczeniem, odcinanie od znajomych i rodziny, brutalne zachowanie, uzależnienia – czerwona lampka miga. O tym, że dzieje s...

Puść się!

Obraz
Hello Kotki – widzicie jak pięknie dotrzymuję postanowień noworocznych? 2 stycznia, a nowy post już jest. Ciekawe na ile mi tego zapału starczy, ale póki co: go, go Power Ranger. Ten tydzień zapowiada się cudownie: cztery dni pracy, hummusowa środa, w piątek „Kot w butach” wchodzi do kina – no bajka. A żelazne zasady baśni mówią, że co jakiś czas trzeba pokonać zło. Na początek może to być Klątwa Nieustannego Bólu  – jedna z najgorszych rzeczy, z jakimi się zetknęłam. *** Strata jest jedną z najcięższych lekcji, które musimy odrobić w szkole życia. Jest wpisana w ludzką egzystencję, jak ospa wietrzna. Prędzej czy później dopadnie każdego, ale paradoks polega na tym, że im człowiek starszy, tym gorzej sobie z nią radzi. Właściwie ospy też to dotyczy. Pamiętam, że gdy byłam mała, całe ciało swędziało mnie od ospowych krostek. Pamiętam, że nie mogłam ich drapać, żeby nie zostały ślady i że mama smarowała mnie fioletowym płynem, po którym przypominałam dalmatyńczyka. Pamiętam t...

To nie jest kraj dla młodych wróżek

Obraz
Buuuu......! Skasowało mi się! Samo! Albo nie zapisałam... No dobra, historia jest prosta, jak odczytanie hieroglifów za pomocą słownika z Rosetty. Trust me, z kamieniem z Roswell byłoby znacznie trudniej. Ostatnio tyle się dzieje wokół mnie, że czuję się, jak tkaczka, próbująca złapać wszystkie wątki i osnowy. Rozgrzebałam kilka postów i tak sobie skrobałam, nie mogąc skończyć żadnej sensownej myśli. Mózg puchł, wraz z nim kolejne treści, dygresja poganiała dygresję, a sens logiczny gubił się niczym dziecko na festynie. Niby każdy powinien wiedzieć, że albo pójdzie po lody, albo na dmuchańce, albo do automatu z gumowymi glutami za 2 złote, ale jednak lekki niepokój zostaje. Ten post miał być piękny – i był, bo zostały mi tylko ostateczne szlify, aż wszystko trafił szlag, gdy zapomniałam zapisać zmiany. Chciałam opowiedzieć Wam o tym, co przecież sami wiecie: że wcale nie jest łatwo pomykać przez świat w brokatowych pantofelkach i sukience z płatków róż. Pogoda nie zawsze sprzyja, krac...

Pełnia

Obraz
Jeszcze tylko dwa tygodnie i będę wolnym człowiekiem! Nie mogę się doczekać. Mam już wszystkie oceny cząstkowe, został mi tylko egzamin do zaliczenia. Egzamin i poprzedzające go zakuwanie, ale kto by się tym przejmował. Jeszcze tylko chwila i będę mogła wyspać się w weekend, albo wyjechać za miasto. Będę mogła posiedzieć w piątek z przyjaciółmi bez poczucia winy. Wyobrażam sobie, jak wracają wszystkie moje siły witalne. Pełnią życia będę żyła! Tylko co to właściwie znaczy? Od razu przychodzi mi na myśl głęboki haust świeżego powietrza. Takiego na wskroś krystalicznego, w którym drzemie pierwotna moc i wolność. A później uświadamiam sobie, że mieszkam w Warszawie i czyste powietrze mam tylko wtedy, kiedy pójdę do Łazienek. Zakochana jestem w tym mieście odkąd pamiętam: uwielbiam jego dynamizm, ofertę kulturalną i gwar. Wszystko wydaje się tu być na wyciągnięcie ręki: kariera, medialny szum, wielki świat. Te wszystkie rzeczy, którymi łatwo się zachwycić, a zaraz potem zakrztusi...

Dwie beczki

Obraz
Nie wszystko jest takie, jakim się zdaje na pierwszy rzut oka. Weźmy na tapet pierogi ruskie: dziki bojkot w barach mlecznych i masowe zmienianie nazwy, a one nic z Rosją nie mają wspólnego. Ruskie, bo z Rusi Czerwonej (na obecne realia to północno-zachodnia Ukraina i Polska wschodnio-południowa). Zresztą gdyby nawet były z Rosji, to co? Dostojewskiego też czytać nie wolno? A Bułhakowa? Akurat koncepcja tańczących diabłów, zbrodni i kary jest w tej chwili bardzo wymowna. Żadna matka nie chce stracić dziecka na wojnie, żadna żona nie chce opłakiwać męża. Zły człowiek zaplanował wojnę i posłał na nią ludzi, z których życiem się nie liczy. Uwikłał w nią niewinny naród, ale i własnych rodaków. I o ile sankcje uważam za wyraz solidarności z Ukrainą, to już plucie na Rosjan, szczególnie tych od lat mieszkających za granicą i niepopierających w żaden sposób polityki Kremla, uważam za zwykłe świństwo. Czemu oni winni? Dobre pobudki muszą być podbudowane wiedzą i empatią, bo inaczej mogą zaszko...

Spowiedzi nie będzie

Obraz
Zacięłam się w sobie. Nie będzie spowiedzi. Bynajmniej nie chodzi mi o tę w konfesjonale, jestem praktykującą katoliczką, więc akurat do sakramentu pokuty chodzę, kiedy sumienie przestaje oślepiać bielą. Nie – chodzi o inną spowiedź. Taką, której pozornie nikt ode mnie nie wymaga, a jednak wszystko we mnie krzyczy, bym uderzyła się w pierś i zaczęła się tłumaczyć. Figa z makiem. Pamiętacie tekst o kotwicach? Ten, w którym pisałam o myślach, które trzymają nas na uwięzi i zawężają perspektywę? Wspomniałam w nim też o tym, że jestem przebodźcowana i potrzebuję energetycznego doładowania w postaci komedii romantycznych i comfort food. Pod postem posypały się komentarze, że wiele osób na powierzchni życia utrzymują książki. Przy pierwszym komentarzu miałam ochotę przybić piątkę, bo przecież napisała to bratnia dusza. Przy ostatnim miałam ochotę wyć i udowodnić wszystkim, że ja też czytam. Błagam, nie skreślajcie mnie, nie jestem półanalfabetką! Załączył mi się dziwny odruch, który kaza...

Love in the city

Obraz
O. Mój. Ra. Poczułam się dziś, jak najstarsza mumia w muzeum. Jak ostatnia Starowinka z „Seksmisji”. Zaczęło się od komplementu: „Nika, fajnie piszesz, mogłabyś mieć swoją rubrykę z felietonami w gazecie…” – do tego momentu byłam mile połechtana. Wiecie: oto ja, pani redaktor, autorka o której dziełach rozprawia się przy biurowym ekspresie i przy pogaduszkach z siostrą. Już to widziałam! A potem, niestety, padło to nieszczęsne „…jak Carrie Bradshaw”. No, dzięki. *** Pewnie powinnam być cała w ochach i achach. OMG, porównana do laski w szpilkach od Manolo! Kobiety sukcesu, która wyrwała największe ciacho w mieście. Wiecie: Carrie, Big and big love. Szkoda, że to nie moja stylistyka. Już widzę, jak się trzęsę na tych szpilko-szczudłach, uczepiona uchwytu w tramwaju. Zamiast nowego „Vogue’a”, wolę kupić sobie bajgla, a jeszcze lepiej: zrobić sobie tosty i broń Boże, nie wychodzić na miasto. Przygodny seks mnie mrozi. Kluby mnie mrożą. Chyba, że mowa o Klubie Komediowym – wtedy b...

Miło-dość

Obraz
Miło jest w świecie miłych ludzi. Wszyscy tacy łagodnie uśmiechnięci, uprzejmi, w drzwiach się przepuszczają, windę przytrzymają, nikomu się nie śpieszy. Miło. Dopóki jest szczere i naturalne. Dopóki to „miło” nas nie zawłaszczy i nie zakuje w kajdany. Dawno temu moja znajoma powiedziała, że nie chce mieć grzecznych dzieci. Pamiętam swoje zdziwienie, że jak to? Przecież z tymi grzecznymi jest mnie problemu. A wtedy wyjaśniła mi, że chce mieć takie dzieci, które nie będą bały się walczyć o swoje. Nie macie pojęcia jak mi wtedy zaimponowała! Jakoś się utarło, że jak ktoś jest grzeczny to i cichy, nienachalny. Może niekoniecznie fujara, ale też nie pierwsza liga przebojowości. Za to kiedy myśli się o człowieku sukcesu, to z miejsca widzimy śmiałka, który wyszarpuje życiu co jego i nie ogląda się za siebie. Oczywiście, to jeden wielki kit. Można być uprzejmym i nie pozwolić na rozstawianie się po kątach; iść jasno wytyczoną ścieżką, ale ciągle zauważać innych ludzi. Tak się da i to j...

Pierwszy dzień po końcu świata

Obraz
Piękny dzień dziś miałam. Po pierwsze: mamy w pracy nowy ekspres do kawy. Taki, który robi mleczną piankę w 3 stopniach spieniania. Moc można ustawić. Sam się płucze. A co najważniejsze - napój nie śmierdzi mokrym psem. Doceniajmy małe rzeczy. Po drugie: byłam dziś piękna, jak bogini. No dobra, może odrobinę przesadzam, ale po pierwsze chciało mi się zamaskować cienie pod oczami, a po drugie wytrzymałam cały dzień na obcasach. Mam takie cudne, różowe szpilki. Właściwie to nie jest róż, tylko wściekła fuksja. Stópka mi się w nich robi zgrabna, jak Kopciuszkowi na balu. Tylko ja przytomnie nie siedzę w robocie do północy. A nie, wróć! Wczoraj siedziałam. Miałam dyżur, ważny projekt itd., itd. – i mam dzień wolny do odebrania. Czy to nie jest wspaniałe? Dla mnie jest. Wracając jednak do mojego samozachwytu: ile radości daje świadomość, że jest całkiem dobrze. Może i znalazłam pierwsze siwe włosy, ale – kurczę – lubię siebie. Miałam jednak dość długą przeprawę sama ze sobą, nim doszłam...

Uwaga! Spoiler!

Obraz
Bohater tej opowieści jest fujarą. Właściwie to bohaterka. A tak konkretnie - to ja. *** Wróciłam do studiowania z przytupem. Nie, nie zgubiłam się w drodze do sali - lata wydeptywania korytarzy wyrobiły mi niezawodny, uczelniany GPS. Nie spóźniłam się i nie zrobiłam wejścia smoka. Nawet mówiłam ładnie, składnie i na temat. Ale wróciło spanie po 4-5 godzin na dobę i wieczorne przesiadywanie w knajpeczkach. Coś pięknego! Niby można w nich siedzieć bez całej tej otoczki, ale to taki ładny stereotyp. Ostatni piątek był wspaniały: dzień pracy skończył się o czasie, co w mojej firmie nie jest wcale takie oczywiste. Życie nas nie przeorało, korki nie sparaliżowały miasta, żadne dziecko nie wymagało natychmiastowej interwencji. Koledze wprawdzie sąsiad zalał mieszkanie, ale cóż - była to strata na jaką byliśmy gotowi. Chociaż może nie tyle gotowi, co elastyczni w podejściu do tematu i piwo na kwadracie zamieniliśmy na piwo w pubie. A w pubie, jak to w pubie - przydymione światło i nastrój do ...

Kat i ofiara

Obraz
Różne ludzie mają wspomnienia z dzieciństwa i nastoletnich czasów. Dla jednych to słoneczna łąka pełna przyjaciół i wspaniałych przygód, a dla innych bagna wypełnione potworami. Dzieci potrafią być bardziej okrutne niż dorośli, głównie dlatego, że nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich działań. Super, jeśli nikomu z was nie przytrafił się los klasowej ofiary, ale pomyślcie o tych wszystkich dzieciakach, które samotnie podpierały ściany, bo nikt nie chciał się z nimi bawić. Wyśmiewanie, a później towarzyski ostracyzm, biorą się z głupoty i instynktu stadnego. A wyśmiać można wszystko: to, że ktoś się dobrze uczy, albo to, że sobie nie radzi. To, że jest gruby, chudy, wysoki lub niski. To, że jest biedny, ale też to że jest nieprzeciętnie bogaty. To, że ma pasję o której nikt nie słyszał, albo to, że nie interesuje się najpopularniejszą aktualnie rozrywką. Jednym słowem wszystko, co wystaje ponad miarę sztywnych, dziecięcych kanonów. Czasem to długotrwałe znęcanie, innym razem ...