Posty

Wyświetlam posty z etykietą ciało

Emancypantka

Obraz
Mówią, że dorosłość to odpowiedzialność. Że obowiązki powinny być na pierwszym miejscu. Że podejmując się czegoś powinniśmy w tym trwać już na zawsze. Czy to dobrze? I tak, i nie. Lubię poczucie stabilności – tego, że nie jestem konikiem polnym i najpierw zadbam o opłacenie rachunków, a dopiero potem zastanowię się czy mi starczy na bilet do kina. Najpierw obowiązek, a potem przyjemność. Ogromnie podoba mi się wizja miłości do śmierci – tego, że będziemy do siebie wracać po męczącym dniu i wspólnie cieszyć się z drobiazgów. Wierzę, że da się być z drugim człowiekiem nie tracąc swojej odrębności. Jednocześnie nie wyobrażam sobie życia, w którym nie ma miejsca na zmiany. Zawsze znajdzie się pole do popisu: można kupić wygodniejszą kanapę, znaleźć lepiej płatną pracę, spróbować nowego dania. To rzeczy małego kalibru. Może czytając te słowa uśmiechacie się pod wąsem, że nie ma o czym mówić. A przecież są ludzie, którzy drętwieją na samą myśl o tym, że mieliby zmienić fryzurę, albo zj...

Wyjść z siebie, stanąć obok

Obraz
Zaraz wyjdę z siebie! Kto z nas nie zna tego okrzyku? Jest taki bojowy, pełen emocji, z lekką nutą desperacji. Moja babcia tak wołała, mnie też się czasem zdarza. I tak się zastanawiam: czy byłoby to złe? Chyba nie. Na pewno nie! Co więcej, myślę, że to potrzebne: wyjść, stanąć obok, popatrzeć. Babcia wołała tak, kiedy wchodziłam na wyżyny kreatywności, tworząc pobojowisko w mieszkaniu, albo kiedy dziadek przynosił dwie siaty ryb. Wiecie, skrobanie łusek, oprawianie, smażenie i wspomniany na początku rozpiździaj. Brakło jej sił na to niekończące się sprzątanie i ogarnianie rzeczywistości. Dopiero z perspektywy lat widzę, że to była niekończąca się orka na ugorze.  Mnie też czasem dopada rzeczywistość. Nie w postaci ryb słodkowodnych, ale setek maili, pism, goniących deadlinów. Kręcę się, jak chomik w kołowrotku i nie daję rady złapać tchu.  Ostatnio życie zafundowało mi przymusowy urlop. Załączyła mi się nieśmiertelność, ale organizm powiedział : sprawdzam i wylogował mnie na...

Mielony mózg

Obraz
Bynajmniej nie chodzi o ulubione danie Hannibala Lectera. Ale tak mi się wszystko w nim przekotłowało, że tylko dodać bułki tartej, jajko i na patelnię ten móżdżek. Przeładowałam się po prostu. Żeby było zabawniej piszę tego posta w najbardziej luksusowym spa, jakie do tej pory udało mi się odwiedzić. Noc spędziłam z mrożonym okładem na oczy, stópki grzał mi termofor z ciepłą wodą, a pod głową miałam poduszkę napełnioną lawendą. Szampana piłam do śniadania! Zaraz będą mnie nacierać olejkiem o zapachu mandarynki! Czysta dekadencja. To w sumie straszne, że trzeba zapłacić spory hajs za luksus nicnierobienia i bezkarny urlop do powinności. Chyba większości z nas nie wychodzi nic z mądrości: "Kurz leży - poleżę i ja". A jak nawet się położę, to z takim poczuciem winy, że za karę wymyślę porządki w szafach, albo coś równie ambitnego.  A wiecie co nas tak nakręca? Wielopokoleniowy łańcuch zachowań. Zróbcie szybki rachunek sumienia i odpowiedzcie sobie szczerze dla kogo rzucone mimo...

Siniaki na duszy

Obraz
Patrzę na swoje nogi, a tam zieleń wchodzi w fiolet i wyglądam, jakbym się nieźle kopała z życiem. A to nie życie, to autobusy i tramwaje. W ZTM trzeba być czujnym, jak ważka, bo nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi gwałtowne hamowanie. Na ramieniu też mam niezły "rękaw" - pamiątki po barierkach i czyichś łokciach. Najśmieszniejsze jest to, że w ogóle nie kojarzę tych wypadków. Są mało istotne i odległe, a jednak zostawiają ślad w ciele. I tak samo jest ze zranieniami duszy. *** Wszystkie nasze traumy, stresy i niepowodzenia zapisują się w naszych komórkach, a później wychodzą bólem czy zmrożeniem. Ból barków to nie zawsze efekt przewiania, czasem rzeczywiście zbyt dużo dźwigamy. A świat się nie zawali, jeśli część obowiązków scedujemy na innych, albo odwleczemy w czasie. Czasem człowieka aż zatyka, dławi w gardle i nie może złapać tchu. Może nagromadziło się w nim tak wiele wypowiedzianych słów i emocji, że nie umie sobie z nimi poradzić? A może jesteśmy na rozdrożu, nie wiemy ...