Posty

Wyświetlam posty z etykietą choroba

Nadmiar

Obraz
Ciekawa rzecz z tym nadmiarem - to przecież taki gratis od losu. Powinniśmy się cieszyć. Dostajesz wyjątkowo bujne włosy i nigdy nie grozi ci łysina. Chyba, że przypominasz wilkołaka w pełni, a golarka łamie się po pierwszym pociągnięciu... Wtedy to już przesyt. Klęska urodzaju. To też paradoks, prawda? Jak może być za dużo czereśni? Zboża? Kokosanek? A nie, wróć, to akurat nie najlepszy przykład. Myślę jednak, że wiecie o co mi chodzi. Są takie dobra, które mogą nas przeciążyć i przytłoczyć. Na przykład nadmiar troski, który sprawia, że Kotek zostaje zagłaskany na śmierć. Albo nadmierna ambicja, niepozwalająca zwolnić tempa. Głupio byłoby zostać przed 30-tką prezesem Bardzo Ważnego Koncernu i mieć to wyryte w epitafium. Bywa też tak, że do sensu nadmiaru trzeba się dokopać. Trzeba przewalić hałdę wyobrażeń, społecznych kalek, a nawet własnych doświadczeń. Nie jest to proste, ani przyjemne, ale głęboko wierzę, że potrzebne każdemu z nas. Jestem przekonana, że nic nie dzieje się bez prz...

Czarny czwartek – opowieść w trzech aktach

Obraz
Prolog Historia uczy i bawi, a co gorsze – lubi się powtarzać. Małpa. Mieliśmy już trochę czarnych czwartków: krach na nowojorskiej giełdzie w 1929 r., rozruchy w Gdańsku w 1970 r. Niektórzy tak mówią o zmianie kursu franka szwajcarskiego… Ja swój czarny czwartek zaliczyłam w tym tygodniu. Zawaliło się chyba wszystko, co tylko mogło. A było to tak: Akt I Ferie spowodowały, że Warszawa opustoszała. Mniejsze korki = skrócenie czasu dojazdu do roboty o dobre pół godziny. Alleluja! Wiem, że nie powinnam, ale aż zatęskniłam za lockdownem. W poniedziałek skończy się ta dobra passa i znów będę się turlać zamiast mknąć jak strzała. Jednak w czwartek wciąż jeszcze cieszyłam się tym, że przyjechałam wcześniej i zdążę iść po zakupy. Z koszykiem pełnym soków i wafli ryżowych podeszłam do kasy. Skanowanie, ziewanie, absolutna normalka. Aż przyszło do zapłaty. Sprawdzam raz, drugi, piąty. Wybebeszyłam na ladę całą torbę, a portfela brak. Od razu się obudziłam. Panika działa skuteczniej n...

Walkiria incognito

Obraz
Kojarzycie tę pulchną starszą panią, która od marca do połowy listopada pielęgnuje ogródek przed blokiem? Zawsze jest pogodna, uśmiechnięta. Taka babcia połowy osiedla, bo niejedno pokolenie dokarmiała cukierkami i poiła kompotem. A tę myszowatą sprzedawczynię z warzywniaka? Drobna taka, delikatna. Człowiek drzwi otwiera z większym namaszczeniem, jakby w obawie, ze jeszcze chwila i zetnie ją mocniejszy podmuch. Jest jeszcze natchniona artystka, mówiąca wierszem i pomykająca prze miasto w bajecznie kolorowych szatach. Jest surowa, zachowawcza nauczycielka, zapięta w gorset konwenansów. Jest pielęgniarka, urobiona po łokcie. Czasem zasypia na stojąco w autobusie, pędząc do domu po nocnej zmianie. Tyle ich jest, niepozornych i zwyczajnych, ukrytych przed światem. Bo może nie wiecie, ale każda z nich to Walkiria w przebraniu. Tarcze, włócznie, latające konie tudzież skrzydlate wilki wcale nie są konieczne, by walczyć. A gwarantuję, że każda z nich stanęła kiedyś do boju. *** Czło...

Depresja

Obraz
Ostatnio wspomniałam mimochodem o depresji i poczułam, że jednak temat nie został wyczerpany. Ok, ok, nie został nawet porządnie dotknięty, ale właściwie dobrze wpisuje się to w stany depresyjne. Człowiek w depresji jest właśnie taki wylogowany - niby go coś dotyka, ale w skali od 1 do 10, mniej więcej na 0,3.  Nie będę udawać, że jestem ekspertem w tej materii. Mogę wam jedynie opowiedzieć o niej z perspektywy człowieka, który nie raz się z nią zetknął: z daleka, z bliska i bardzo bliska. Fachowej literatury jest na ten temat mnóstwo, coraz więcej mówi się o problemach psychicznych. Odczarowujemy mit, że jak człowiek ma "problem z głową" to znaczy, że jest niebezpiecznym świrem. Mama, babcia, siostra, córka, żona, przyjaciółka, przyjaciel, mąż, syn, brat, dziadek, tata - każdy z nich może zostać dotknięty tą chorobą. Bo przede wszystkim musimy pamiętać właśnie o tym: depresja jest chorobą. Stereotypowo zakładamy, że chory będzie kiwał się w kącie. Że zasłony będą zaciągnięte...

Teatrzyk Zielony Słoń

Obraz
Cztery słonie, zielone słonie, każdy kokardkę ma na ogonie... Czemu słonie? Czemu zielone? I dlaczego za każdym razem, gdy mam więcej niż 38 stopni? Nie mam pojęcia, ale to zabawne, kiedy jednego dnia starasz się być profesjonalistką w pracy, a drugiego z sufitu spływa Trąbalski w meloniku i uprzejmie proponuje łyczek herbaty. Ależ tak, poproszę. Z miodem, cytryną i świętym spokojem. Witajcie w moim świecie. *** Ostatnio mam więcej czasu na rozkminy. Nie to, żeby zaraz o życiu i śmierci, raczej: "Co to za życie ze zużyciem 60 chusteczek na godzinę?" Przemiał, jak w fabryce. Ale tak na fali Dnia Dziecka przyszło mi do głowy, że dzieciom znacznie łatwiej jest być dobrymi, niż dorosłym. Nie dlatego, że po 18tce dostajemy zbiorowej skoliozy kręgosłupa moralnego. Wręcz przeciwnie - powinien być na tyle stabilny, że połowa dziecinnych "dobrych uczynków" to norma, a nie wyskok. Weźmy wyrzucenie śmieci - jak masz 5 lat to plusik, a jak 35 to co, fanfarów się spodziewasz...

Sick [Sic]

Obraz
Każdy ma jakieś oswojone miejsca. Czasem to park koło domu z konkretnym, ukochanym drzewem. Czasem zadymiony pub, w którym na wejściu zbija się z barmanem żółwika. A czasem są to miasta, do których wspaniale jest wracać. Dla mnie takim miejsem jest Toruń. Przez lata Toruń kojarzył mi się z zupą ogórkową. Nie z piernikami, nie z Kopernikiem, ale właśnie z niebem koloru zabielonej zupy. To tam zjadłam pierwszego w życiu Happy Meala i dałam się zaczarować gwiazdom, wyświetlanym na pękatej kopule planetarium. Nic więc dziwnego, że na wyjazd do Torunia cieszyłam się niczym wiewiórka na promocyjne fistaszki. Hej, przygodo! Taa.... Luzowanie obostrzeń wplynęło znacząco na obłożenie w PKP. Nie wiem dlaczego, ale byłam pewna, że będzie luz, cisza i spokój, a zamiast tego dostałam wagon bez przedziałów i bandę wyjców tuż obok. Serio, rozumiem, że dzieci roznosi energia, ale mnie roznosiły decybele, które wydawały. A jak słuchawki nie dawały rady ich zagłuszyć, to nie wyobrażam sobie, jak ich ...