Posty

Wyświetlam posty z etykietą niespodzianka

Zabiłam świnię

Obraz
Zabiłam świnię. Różową. Bejsbolem. Też różowym. Zanim jednak przejdziemy do świniobicia trzeba nakreślić pewien kontekst. Po pierwsze: jestem sztywniarą. Po drugie: mam niesamowicie bujną wyobraźnię. To połączenie sprawia, że większość przygód przeżywam we własnej głowie. Chcecie dowodów? Proszę bardzo: przedszkole nr 3, jakieś 30 lat temu. Dzieci biegają, jak małe szatany, wyrywają sobie zabawki, jęczą o wyjście na dwór, a w kąciku siedzi sobie dziewczyneczka w bluzce z Kaczką Daisy i doskonale się bawi w podróż kosmiczną. W końcu załoga powinna latać, gdy kapitan patrzy, prawda? Albo czasy gimnazjum. Boże, jaka ja byłam zakochana! Facet nie wiedział o moim istnieniu, ale czy to mi przeszkadzało snuć wizje? Nope. Tak samo, gdy odbierałam Pokojową Nagrodę Nobla, Oscara i Nike - w zależności od tego, co akurat było na tapecie. Ostatnio moje myśli pochłaniała rozkminka jaką byłabym kawą, gdybym była kawą. Normalka. Skoro znacie już ogólny zarys ścieżek, którymi mój mózg lubi podążać powi...

Long story short

Obraz
Tę historię można podsumować krótkim… ha! Chcielibyście! Nie ma co przyśpieszać rozwoju wypadków ;) *** Szalejąca inflacja sprawiła, że coraz więcej osób ma trudności, aby związać koniec z końcem. Nie każdy załapie się na wakacje kredytowe i dopłaty do węgla, a jeść przecież trzeba. Dlatego widok staruszków handlujących warzywami z działki, czy wydzierganymi na drutach czapeczkami, mocno chwyta mnie za serce. Tym razem schodząc do metra spotkałam panią, która wystawiła na sprzedaż własne kwiaty i sadzonki. Wśród nich było przepiękne reo: długie liście – ciemnozielone z wierzchu, od spodu fioletowe – naprawdę, bardzo efektowne. Nie mam ręki do kwiatów i obawiam się, że będzie miał u mnie prawdziwą szkołę życia, ale może pofotosyntezuje chociaż trochę. Zresztą już droga do domu nie była łatwa. Uwierzcie mi, jazda w godzinach szczytu z delikatną roślinką i dwiema torbami wymaga iście akrobatycznych zdolności. Pytacie skąd te dwie torby? Jedna standardowa: dokumenty, telefon, szczo...

Hello wind

Obraz
Wieje wiatr zmian. To dopiero subtelne podmuchy, ale chyba jestem astralną meteopatką, bo zaczynam czuć w kościach, że zbliża się coś dobrego. W końcu jeśli na Mazowszu można odczuwać skutki halnego, to czy nie można przeczuwać, że życie szykuje dla nas jakąś miłą niespodziankę? Nie wiem czy to mój optymizm, czy zaklinanie rzeczywistości, ale wierzę, że już niedługo stanie się coś pięknego. Nie musi być doniosłe, ani ogromne, ale wiem, że mój świat rozświetli się niczym lampion-witraż, do którego włożono świeczkę. Ostatnio wiele dzieje się dookoła mnie. Był ślub i wesele też, z ziemi wyrastają mury domów. Znajomi oczekują dziecka. Przyjaciółka miała wypadek na autostradzie i cudem wyszła z niego praktycznie bez szwanku. Ktoś się rozstał, ktoś inny poznał fascynującego człowieka. Było rzucanie papierami i rozpoczęcie nowej zawodowej drogi. Trochę walki z czasem i kwasem międzyludzkich relacji. Kilka bitew o zdrowie. Dzieje się dużo wokół, a u mnie spokój. Może nie do końca, bo przecież ...

Paryski kochanek

Obraz
Rutyna potrafi dobić, dlatego dobrze, gdy w życiu przytrafiają się filmowe zwroty akcji. Nawet nie muszą być nie wiadomo jak spektakularne, czasem wystarczy  zimowy flash mob , czy napis na tirze . A najśmieszniejsze jest to, że to "zawiązanie akcji" wydarza się zawsze wtedy, kiedy tego potrzebujemy. Chociaż nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. *** Ta opowieść zaczyna się zimą. Taką mroźną, śnieżną i przytłaczającą chłodem. W moim sercu było podobnie, mimo tego, że za wszelką cenę usiłowałam upchać w nim zapach igliwia i kolorowe światełka. Niestety, było to już jakiś czas po zakończeniu związku, który miał być za zawsze, ale nie był. Zlodowaciało we mnie to wszystko, co miało ogrzewać naszą dwójkę przynajmniej do osiemdziesiątki. Zamiast tego było poczucie krzywdy, braku i cholernie przytłaczającej pewności, że jest już po zawodach i miłość nie jest mi pisana. Co gorsza - zaczęłam się już z tym godzić. Ostatecznie, nie na każdą królewnę czeka książę.  W pewne zimowe popoł...

Niespodziewajki

Obraz
Wtorek po Wielkanocy to taki poniedziałek z bonusem - do weekendu jest ciut bliżej. Plus w morzu minusów, gdy trzeba pożegnać święta i wrócić na tory codzienności. Szarość dnia dopadła mnie już w chwili, gdy planowałam co wezmę na lunch do roboty. Jak mam podejmować takie kluczowe decyzje, kiedy dopiero co wybierałam kolory pisanek?! Kiedy to uciekło? Czasem mam wrażenie, że dni są do siebie przeraźliwie podobne. Wstać, iść do pracy, wrócić, iść spać, wstać... Na szczęście zdarzają się momenty przełamujące rutynę. Totalne niespodziewajki.   Po pierwsze - bohatersko oparłam się fali majonezu i nie przytyłam, co jest sukcesem godnym upamiętnienia. Jak nie w spiżu i granicie, to chociaż tutaj. A po drugie - dwóch kolegów z biura złożyło wypowiedzenie. Pandemia, blady strach na twarzach większości, a tu pyk: jeden rzuca papierami, potem drugi. I w sumie nie wiadomo czy to najmądrzejsze szczury na okręcie, czy wygrali grube miliony obstawiając u bukmachera kolejność szczepień.  ...