Posty

Wyświetlam posty z etykietą Warszawa

Żonkile na Smoczej

Obraz
Lubię się zagłębić w tkankę miasta. Mieć ulubione drzewa i fontanny, znać tajne skróty i przytulne knajpki. Lubię też włóczyć się bez celu i dawać oczarowywać rzeczom pozornie bez znaczenia: cieniom pod arkadami, witrażom i nazwom ulic.  Szłam niedawno Miłą i Dzielną i tak sobie myślałam o miłej i dzielnej twarzy Warszawy. Przecież taka właśnie jest stolica. Przygarniająca ludzi z różnych zakątków świata, a jednocześnie harda i nieustępliwa, gdy trzeba walczyć. Ale jest też Gnojna i Bagno i to też twarz Warszawy. Czasem ten gnój aż się wylewa. Wystarczy przypomnieć sobie te wszystkie krzywe spojrzenia, pomruki, rozruchy.  A potem wystarczy zrobić krok, by znaleźć się w krainie Kubusia Puchatka, Tomcia Palucha, albo Trzech Budrysów. Bajki i ballady, klasyka i słodki infantylizm. Jest miejsce dla naukowców, kompozytorów, poetów i żołnierzy, nazw geograficznych i wytworów fantazji.  Nie przyglądam się zbyt często tabliczkom z nazwami ulic. Zwykle wtapiają się w tło, a mnie p...

Mój mały kawałek świata

Obraz
Kocham to miasto zmęczone jak ja. Gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje, gdzie wiosna spaliną oddycha! No kocham to miasto, tę depresję wciśniętą w pradolinę Wisły. Uwielbiam to, że jest duża, ale nie za duża. Że kosmici nigdy nie równają jej z ziemią, ale dobrze sprawdza się jako tło komedii romantycznych. Że są tu moje ukochane teatry, kawiarnie i parki. A przede wszystkim, że są tu ludzie, bez których nie byłoby już tak fajnie. *** Powrót z urlopu wiąże się z tym, że życie przyśpiesza. Jak już muszę rano wstać i wyjść, to nie ma znaczenia, o której wrócę. Chociaż, może trochę... ... jest tłoczno i duszno, olewa nas kelner...  No nie, bez przesady! Mnie tam nikt nie olewa. Ale nie chodzę w miejsca z wredną obsługą. Chodzę tam, gdzie dają kawę dyniową i grzane wino. Tam gdzie karmią wegetariańskimi burgerami i doprawionym na ostro mięskiem. Tam gdzie mają poduchy, kolorowe obrazy na ścianach i czyste łazienki. W jednej z takich knajpek spotkałam się niedawno z przyjacielem, żeby ...

...a oni tego miejsca nie oddadzą za nic...

Obraz
Pierwszy sierpnia, dzień krwawy, powstał naród Warszawy, by stolicę uwolnić od zła. I zatknęli na dachy, barykady i gmachach biało-czerwonych sztandarów las... *** 1 sierpnia to w Warszawie święto. Większe nawet niż 11 listopada. W Święto Niepodległości bywa różnie, czasem człowiek boi się wyjść, żeby nie trafić na oszołomów negatywnie nastawionych do kostki brukowej. 1 sierpnia jest jednak zupełnie inny. Gdy w godzinę W zaczynają wyć syreny, kiedy całe miasto zamiera w bezruchu, mam wrażenie, że w jakiś niezwykły sposób zagina się czasoprzestrzeń i przez chwilę jesteśmy w 1944 roku. Może tak jest? Może duchy tych, którzy walczyli i tych którzy zginęli, na moment pojawiają się wśród nas? A może to krzyczą nieliczne zachowane mury, nasiąknięte euforią i rozpaczą tamtych 63 dni? Warszawa jest wielkim cmentarzem. Nie ma ulicy, która nie pamiętałaby rozlewu krwi. A jednocześnie jest semper invicta * - zawsze niezwyciężona i harda. Zrównana z ziemią, wyrosła na większą niż była kiedykol...