Żonkile na Smoczej
Lubię się zagłębić w tkankę miasta. Mieć ulubione drzewa i fontanny, znać tajne skróty i przytulne knajpki. Lubię też włóczyć się bez celu i dawać oczarowywać rzeczom pozornie bez znaczenia: cieniom pod arkadami, witrażom i nazwom ulic. Szłam niedawno Miłą i Dzielną i tak sobie myślałam o miłej i dzielnej twarzy Warszawy. Przecież taka właśnie jest stolica. Przygarniająca ludzi z różnych zakątków świata, a jednocześnie harda i nieustępliwa, gdy trzeba walczyć. Ale jest też Gnojna i Bagno i to też twarz Warszawy. Czasem ten gnój aż się wylewa. Wystarczy przypomnieć sobie te wszystkie krzywe spojrzenia, pomruki, rozruchy. A potem wystarczy zrobić krok, by znaleźć się w krainie Kubusia Puchatka, Tomcia Palucha, albo Trzech Budrysów. Bajki i ballady, klasyka i słodki infantylizm. Jest miejsce dla naukowców, kompozytorów, poetów i żołnierzy, nazw geograficznych i wytworów fantazji. Nie przyglądam się zbyt często tabliczkom z nazwami ulic. Zwykle wtapiają się w tło, a mnie p...