Posty

Wyświetlam posty z etykietą bohater

Endorfinowa kąpiel mózgu

Obraz
Zastanawiałam się ostatnio co takiego jest w filmach i książkach, że potrafią pochłonąć człowieka. Dobra, mnie pochłaniają. Zupełnie inaczej niż teatr, który przecież ubóstwiam. Tak sobie to rozkładałam na atomy, aż doszłam do wniosku, że wszystko kręci się wokół bohatera i odrobinkę zahacza o akcję. Nie wierzycie? W teatrze ośrodek ciężkości koncentruje się na problemie. Sztuka jest w dużej mierze oparta na wyobrażeniach. Wiadomo, że scena ma pewne ograniczenia przestrzenne, a i budżet spektaklu z reguły nie jest zbyt powalający. Gdy wybrzmiewa trzeci dzwonek i gasną światła zaczyna się magia, bo nagle zamiast gołych desek widzimy zamki, drapacze chmur, odległe galaktyki. Farsa, oparta na prostych gagach, nie wymaga wiele od widza. Co innego dramat – on często wbija w fotel, ale efekty specjalne są tam sprawą drugorzędną. Nie ma też znaczenia czy to monodram, czy przedstawienie na 20-osobową obsadę. Teatr rządzi się innymi prawami. Jego zadaniem jest dotknąć czegoś w duszy, co będ...

...a oni tego miejsca nie oddadzą za nic...

Obraz
Pierwszy sierpnia, dzień krwawy, powstał naród Warszawy, by stolicę uwolnić od zła. I zatknęli na dachy, barykady i gmachach biało-czerwonych sztandarów las... *** 1 sierpnia to w Warszawie święto. Większe nawet niż 11 listopada. W Święto Niepodległości bywa różnie, czasem człowiek boi się wyjść, żeby nie trafić na oszołomów negatywnie nastawionych do kostki brukowej. 1 sierpnia jest jednak zupełnie inny. Gdy w godzinę W zaczynają wyć syreny, kiedy całe miasto zamiera w bezruchu, mam wrażenie, że w jakiś niezwykły sposób zagina się czasoprzestrzeń i przez chwilę jesteśmy w 1944 roku. Może tak jest? Może duchy tych, którzy walczyli i tych którzy zginęli, na moment pojawiają się wśród nas? A może to krzyczą nieliczne zachowane mury, nasiąknięte euforią i rozpaczą tamtych 63 dni? Warszawa jest wielkim cmentarzem. Nie ma ulicy, która nie pamiętałaby rozlewu krwi. A jednocześnie jest semper invicta * - zawsze niezwyciężona i harda. Zrównana z ziemią, wyrosła na większą niż była kiedykol...

Bohater, którego potrzebujemy

Obraz
Jak mi dzisiaj cudownie! Jest sobota, a to oznacza, że przez cały weekend mogę się wylegiwać pod kocykiem z książką. Jedyny dylemat to taki, co wybrać z tego stosu, który piętrzy się przy łóżku. W domu pachnie kawą i ostatnimi pomarańczami w sezonie. Marcowe zimno nie ma dostępu, bo kaloryfery uczciwie wyrabiają swoją dzienną normę. Miód, cud i ciepełko. Pięknie jest! Jednak moje zamrożone serduszko najbardziej rozgrzawa dziś wspomnienie sceny z ZTM, która miała miejsce jakiś miesiąc temu. Otóż stalkowałam sobie pewnego chłopaczka - do dobra, jechaliśmy po prostu tymi samymi autobusami, ale przyznacie, że wprowadza to pewien dramatyzm :p Nie miał płaszcza od Burberry, ani dumnego ortalionu z lampasem, czapkę nasunął prawie po brwi, maseczkę nosił prawidłowo. Słowem: był zamaskowany jak ninja, jak Clark Kent w cywilu. I trochę żałuję, że go nie rozpoznam na mieście, bo takich jak on powinno być więcej. Z uśmiechem przesunął się w jednym autobusie, żeby zrobić miejce zmęczonej życiem...