Posty

Wyświetlam posty z etykietą przyjaźń

Wieczór gier

Obraz
Od pewnego czasu umawiamy się z przyjaciółmi na planszówki. To jedna z moich ulubionych tradycji. Najpierw wygibasy przy ustalaniu terminu, potem wykłócanie się o wybór gry i płacz, że nikt nie chce przerżnąć ze mną w Scrabble, półgodzinne deliberowanie w sklepie nad tym, które żelki przynieść. Przygotowania są super. Sobotni wieczór zaczęliśmy od plot, drinków i prób pogłaskania kota, który miał nas centralnie pod ogonem. Można było kici-kiciać do upadłego.   Człowieki mają jednak swoją dumę i po dotkliwym zranieniu przez puchatą kulkę wróciliśmy do swoich zajęć. Trzeba było obgadać możliwości wyjazdu na Sylwestra i przejechać się po nowych serialach z uniwersum Star Wars. Do wyboru planszówki jeszcze nie doszliśmy. Byliśmy jednak w trakcie miłego przeglądu repertuaru kinowego, gdy zadzwonił domofon i wyrwał nas z naszej bańki. Zbliżała się 22.00, nikt nie zamawiał jedzenia, wszyscy zaproszeni już byli, więc o co chodzi? Okazało się , że pękła rura w piwnicy i chłopcy na 5 p...

Ramen z przypałem

Obraz
Jedni wywar z kurczaka jedzą z marchewką i natką pietruszki, inni wrzucają w to glony i jajka Nitamago i zmieniają swojski rosół w egzotyczny ramen. W obu przypadkach to danie z rodzaju comfort food. Takie cieplutkie, sycące, uspakajające brzuszek. A jak w środku jest tak miło, to można zrzucić to co leży na bebechach. Oczywiście w metaforycznym sensie. Poszliśmy ekipą do knajpeczki, w której serwowali właśnie tę japońską zupę bogów. Panteon Kraju Kwitnącej Wiśni jest przebogaty, dlatego imiona z ich mitologii posłużą za pseudonimy w tej opowieści. Byłam więc ja, Benten i Okame, Susamoo i Ninigi. Mieliśmy do obgadania kawał życia, bo nie widzieliśmy się od kilku miesięcy, a wiadomo, że w tym czasie życie może się przewrócić o 180 stopni. Faktycznie. Zaczęliśmy od rzeczy mniejszego kalibru: ot nowa miejscówka do tańca, albo wakacyjne plany. Potem przeszliśmy do rzeczy poważniejszych, jak zmiana mieszkania i kryzysy związkowe. A na koniec wjechała moja ulubiona część: ostry przyp...

Zabiłam świnię

Obraz
Zabiłam świnię. Różową. Bejsbolem. Też różowym. Zanim jednak przejdziemy do świniobicia trzeba nakreślić pewien kontekst. Po pierwsze: jestem sztywniarą. Po drugie: mam niesamowicie bujną wyobraźnię. To połączenie sprawia, że większość przygód przeżywam we własnej głowie. Chcecie dowodów? Proszę bardzo: przedszkole nr 3, jakieś 30 lat temu. Dzieci biegają, jak małe szatany, wyrywają sobie zabawki, jęczą o wyjście na dwór, a w kąciku siedzi sobie dziewczyneczka w bluzce z Kaczką Daisy i doskonale się bawi w podróż kosmiczną. W końcu załoga powinna latać, gdy kapitan patrzy, prawda? Albo czasy gimnazjum. Boże, jaka ja byłam zakochana! Facet nie wiedział o moim istnieniu, ale czy to mi przeszkadzało snuć wizje? Nope. Tak samo, gdy odbierałam Pokojową Nagrodę Nobla, Oscara i Nike - w zależności od tego, co akurat było na tapecie. Ostatnio moje myśli pochłaniała rozkminka jaką byłabym kawą, gdybym była kawą. Normalka. Skoro znacie już ogólny zarys ścieżek, którymi mój mózg lubi podążać powi...

W szponach Paszczaka

Obraz
–  Dzień dobry kochani, życie jest do bani. To powinni mówić w radiu, a nie jakieś pierdololo, że szkoda dnia. Snu mi szkoda  – X smętnie zaparzyła się w swoją kawę. Gorzką, jak jej nastrój. W sumie nawet się jej nie dziwię: do urlopu jeszcze daleko, a widać, że leci na oparach. Chyba, że to w ramach solidarności z samochodem, którego boi się tankować. Muszę przyznać, że niezmiernie podziwiam rzadki dar X, jakim jest dostrzeganie wszystkich odcieni czerni. Jej wewnętrzne dziecko nazywa się Addams. Wednesday Addams. Poza tym ma serce na dłoni, nóż w szufladzie i jest jedną z najzabawniejszych osób jakie znam.  – W iesz co jest w tym wszystkim najgorsze? ON mnie zaczął kojarzyć! I to nie tylko jako nazwisko pod raportem. Z twarzy mnie kojarzy! Pięknie... X nie czuje, że rymuje, a to oznacza, że wchodzi w fazę przeżywania ponadnormatywnego. A to w połączeniu z ciężkim dowcipem może przynieść uszczerbek na zdrowiu. Najpewniej moim. Chociaż tu akurat rozumiem ją w pełni. Żyła ...

Ten z meduzą i gołębiami

Obraz
Cześć! Długa była ta cisza w eterze, ale cieszę się, że mimo wszystko nie zmieniliście stacji. Dziki Gon przegalopował po moim niebie i zostawił po sobie jeno zgliszcza. Ale jak wiadomo, kobieta z niczego zrobi i awanturę i sałatkę, więc już się ogarniam. Utarło się przekonanie, że nikt nie jest gotowy na złe rzeczy i to prawda. Nie wiem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że był przygotowany na nokaut od losu. Bywa jednak, że miłe rzeczy również przychodzą nie w porę. U mnie taką rzeczą był… urlop. *** Nie tak dawno temu, bo w lutym, mój przyjaciel znalazł tanie bilety na Maltę. Akurat czułam już zmęczenie materiału i propozycja krótkiego wyjazdu była strzałem w dziesiątkę. Znaleźliśmy hotel, wypisaliśmy wnioski urlopowe i z dnia na dzień wycięło mnie z życia. Marzec był ciężki, ale nie chcę się nad nim rozwodzić – było, minęło. Została jednak niemoc i dziwne zawieszenie, które nie pozwalało na wejście w utarte tryby. Należę do ludzi, którzy lubią zwiedzać, próbować nowych smaków...

Za rok o tej samej porze...

Obraz
...będziesz miała syna. Biblijnie, co? Skojarzenie nie jest przypadkowe, bo to faktycznie cytat z 2 Księgi Królewskiej. Bywa, że przypadkowe słowa zakorzenią się w mózgu i co jakiś czas wracają do nas rykoszetem. Mogą to być fragmenty wierszy, piosenek, strzępki dawnych rozmów. Do mnie te słowa wróciły, bo przypomniało mi się czego pragnęłam rok temu. Nie, nie syna. Ani córki. Jestem z tych dziecioodpornych. Ale w kulturze semickiej sprzed kilkudziesięciu wieków, syn był dla matki spełnieniem marzeń. Był zabezpieczeniem jej bytu na starość, jej obrońcą, głosem na zewnątrz i znakiem wielkiego błogosławieństwa. Każdy z nas ma takie głębokie marzenie, rdzeń wszystkich innych pragnień. Nie zawsze nawet zdajemy sobie sprawę z jego istnienia, bo rozmywa się w dziesiątkach innych zachcianek, pochodnych  tego największego. Ostatniej zimy z zazdrością patrzyłam na ludzi pędzących na randki. Wiecie: światełka, prószący śnieg, romantyczny entourage. Pamiętam, że pomyślałam sobie, że za rok, o...

Szklane pieczęcie

Obraz
Ostatnio wpadła mi w oczy opowieść o tym, że w którymś z kolei roku prezydentury Baraca Obamy, jego żona Michelle udekorowała świąteczne drzewko szklanymi ozdobami, na których były odbite pieczęcie wszystkich stanów. Ogromnie mnie to urzekło - wyobraziłam sobie migotliwą choinkę, jakby żywcem wyjętą z „Krainy lodu”. A później pomyślałam, że my też jesteśmy jak szklane pieczęcie. Szkło wydaje się takie kruche, a jednak ma niezwykłą zdolność transformacji. Potłuczone okruchy można przetopić tworząc nowe wspaniałości. Tradycyjnie jest przezroczyste i niejako wpasowane w naszą codzienność. To te wszystkie niezauważane szyby, powszednie szklanki i lustra – traktowane jak oczywistość. A jednak tak mocno wpływa na nasze życie. W końcu bez okien byłoby nam albo potwornie ciemno, albo przeraźliwie zimno. Myślę, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak mocno oddziałujemy na siebie nawzajem. Ostatnio miałam w pracy taką miłą sytuację: zostawiłam na blacie kubek, podłączyłam czajnik i zamiast...

Siła człowieka

Obraz
Człowiek jest najsilniejszy wtedy, kiedy wie, że jest kochany. Tak się napinamy, by nagiąć rzeczywistość do swojej woli i cierpimy, kiedy się nie udaje. Przyciskamy gaz i lecimy coraz szybciej, by zdążyć nałapać w ręce ile tylko się da. Każdy z nas ma wyobrażenie tego, jak powinno wyglądać jego życie, co powinien osiągnąć, gdzie być, co zrobić. A w ogólnym rozrachunku jedyne co się liczy to to, z kim spędziliśmy dany nam czas i kto po nas zapłacze. Miłość jest tak wielowymiarowa, że nie da się jej zamknąć w prostym schemacie. Inaczej kocha się rodziców, inaczej dzieci. Inaczej męża czy żonę, a inaczej przyjaciół. To jest normalne i piękne. I jak nic na świecie daje siłę, by podnieść się z kolan i jeszcze raz zawalczyć o siebie. Kiedy wiemy, że niedaleko jest ktoś, kto nas złapie możemy zaryzykować próbę szczęśliwego życia. Nie ważne czy chodzi o wyjazd na Erasmusa na drugi koniec świata, czy o zmianę pracy. Kiedy ktoś w nas wierzy, łatwiej jest uwierzyć w siebie. Kiedy kochasz drugiego...

Girls just wanna have fun

Obraz
Zrobiłyśmy się na księżniczki :) Ale w końcu wieczór panieński nie zdarza się co piątek. Bardzo lubię historie o miłości. Powinniście teraz zakrzyknąć gremialnie: No co ty, Nika! Nigdy nie dawałaś żadnych sygnałów! Wiem - totalna enigma, ale prawdy nie oszukasz. Ubóstwiam love story. Od tych pierwszych spojrzeń i nieśmiałych muśnięć dłoni, przez opowieści o pierścionku idealnym, weselny klimat, aż po długo i szczęśliwie. A czy może być lepszy powód do imprezy niż komisyjne zezwolenie na zmianę stanu cywilnego? Serio. Nawet certyfikat miałyśmy. I koronę. I morze prosecco. Od rana miałam też tupot białych mew, ale zdecydowanie było warto. To takie miłe kiedy ludzie spotykają się, by świętować wiarę w to, że miłość jest w stanie przezwyciężyć każdą trudność. Każda z nas jest na innym etapie życia: na imprezie bawiła się rozwódka, wdowa, mężatka, panna. Dziewczyna, która niedawno zaczęła wspólną drogę z ukochanym facetem i ta, która świętuje w tym roku okrągłą rocznicę ślubu. Kobiety, kt...