Posty

Wyświetlam posty z etykietą praca

Opowieść o WB

Obraz
W pewien zimny, wczesnowiosenny piątek X wpadła do knajpki wyglądając jak kot Schrödingera – trochę żywa, trochę martwa w środku. Bardziej martwa. Po 10 godzinach w kołchozie to nic nadzwyczajnego, ale teraz prócz zwyczajowego zmęczenia niósł ją też lodowaty i niedający się z niczym pomylić W.K.U.R.W. – Ta bladź wywaliła Margo – fuknęła, nim na dobre opadła na stołek. – Dziewczyna pracowała jak mrówka, znosiła jej humory i sprzeczne polecenia, a ona po prostu… Ugh…! – Pij – podsunęłam jej aperolka. Od tego ma się przyjaciół – a teraz na spokojnie mów o co chodzi. Margo to wasza sekretarka, tak? – Tak. A jej największą wadą i niewybaczalnym błędem jest to, że była sekretarką poprzedniego szefa. Paszczaku wróć! – jęknęła X. – Ta baba ma problem z ludźmi, samą sobą, a już największy z tym, że ktoś może kogoś zwyczajnie lubić. Nic nie mogła od Margo wyciągnąć na byłego szefa, więc skazała ją na banicję w najgorszy sposób. – To jej nie wywaliła? – Wywaliła, tylko w białych rękawic...

Przyszło nowe

Obraz
Przyszło nowe i jest mi z tym dobrze. Może nie do końca przyszło samo, bo musiałam wysłać CV, przejść testy i rozmowę kwalifikacyjną, ale od tygodnia mogę mówić dumnie: zmieniłam pracę. A ona w jakiś sposób zmienia mnie. Tak chyba jest zawsze, gdy wchodzimy w nieznane. Nowi ludzie, nowe obowiązki, nawet droga do domu jest już inna. To akurat jeden z największych plusów tej zmiany. Już nie telepię się w autobusie godzinę z hakiem, tylko wsiadam w metro i po 15 minutach jestem na miejscu. Czuję się jakbym Pana Boga za nogi złapała. Minusy też są: brak klimy, którą traktowałam już jak oczywistą oczywistość i standard XXI wieku. A tu zonk – jednak nie ma i w najbliższym czasie nie będzie. Całe szczęście mój pokój jest duży i cienisty, nie muszę się bać, że mi obwody padną z przegrzania. Chociaż kto wie? Na razie jestem w fazie ochronnej, nikt mnie nie zarzucił hałdą węgla i papierów. Wdrażam się na spokojnie. Wiem już, że we wrześniu czeka mnie służbowy wyjazd na drugi koniec Polski,...

Chała!

Obraz
Życie pisze czasem zwariowane scenariusze, ale w moim przypadku robi to często piórem roztrzepania. Wypad do Krakowa był częścią prezentu urodzinowego i jak już wiecie udał się wręcz wyśmienicie. Na fali euforii, że to właśnie ja znalazłam hotel, ogarnęłam bilety na przedstawienie i zaplanowałam trasę wycieczki, postanowiłam dokończyć dzieła i zdobyć sprawność Zajebistej Organizatorki. Tak, kochani, pakowanie zostawcie mnie! I zostawili. A ja zostawiłam w szafie bluzę, spodnie i gustowny t-shirt w leniwce… Na szczęście odesłali mi je w zgrabnej paczuszce i to nawet szybciej niż się spodziewałam. Harcerka ze mnie średnia. Może dlatego, że byłam jedynym dzieckiem w klasie, które nie zapisało się do zuchów. Taka mała buntowniczka, ale ciągle siostra na schwał. Serio! Weszłam w niedostępne dla mnie rejony internetu i czytałam o grach, parametrach, stopniach trudności, grafice i ścieżce dźwiękowej. Dla człowieka, który ogarnia jedynie sapera i pasjansa-pająka to naprawdę wyczyn. Wreszcie u...

W szponach Paszczaka

Obraz
–  Dzień dobry kochani, życie jest do bani. To powinni mówić w radiu, a nie jakieś pierdololo, że szkoda dnia. Snu mi szkoda  – X smętnie zaparzyła się w swoją kawę. Gorzką, jak jej nastrój. W sumie nawet się jej nie dziwię: do urlopu jeszcze daleko, a widać, że leci na oparach. Chyba, że to w ramach solidarności z samochodem, którego boi się tankować. Muszę przyznać, że niezmiernie podziwiam rzadki dar X, jakim jest dostrzeganie wszystkich odcieni czerni. Jej wewnętrzne dziecko nazywa się Addams. Wednesday Addams. Poza tym ma serce na dłoni, nóż w szufladzie i jest jedną z najzabawniejszych osób jakie znam.  – W iesz co jest w tym wszystkim najgorsze? ON mnie zaczął kojarzyć! I to nie tylko jako nazwisko pod raportem. Z twarzy mnie kojarzy! Pięknie... X nie czuje, że rymuje, a to oznacza, że wchodzi w fazę przeżywania ponadnormatywnego. A to w połączeniu z ciężkim dowcipem może przynieść uszczerbek na zdrowiu. Najpewniej moim. Chociaż tu akurat rozumiem ją w pełni. Żyła ...

Wyjść z siebie, stanąć obok

Obraz
Zaraz wyjdę z siebie! Kto z nas nie zna tego okrzyku? Jest taki bojowy, pełen emocji, z lekką nutą desperacji. Moja babcia tak wołała, mnie też się czasem zdarza. I tak się zastanawiam: czy byłoby to złe? Chyba nie. Na pewno nie! Co więcej, myślę, że to potrzebne: wyjść, stanąć obok, popatrzeć. Babcia wołała tak, kiedy wchodziłam na wyżyny kreatywności, tworząc pobojowisko w mieszkaniu, albo kiedy dziadek przynosił dwie siaty ryb. Wiecie, skrobanie łusek, oprawianie, smażenie i wspomniany na początku rozpiździaj. Brakło jej sił na to niekończące się sprzątanie i ogarnianie rzeczywistości. Dopiero z perspektywy lat widzę, że to była niekończąca się orka na ugorze.  Mnie też czasem dopada rzeczywistość. Nie w postaci ryb słodkowodnych, ale setek maili, pism, goniących deadlinów. Kręcę się, jak chomik w kołowrotku i nie daję rady złapać tchu.  Ostatnio życie zafundowało mi przymusowy urlop. Załączyła mi się nieśmiertelność, ale organizm powiedział : sprawdzam i wylogował mnie na...

Luksus

Obraz
Jestem kobietą luksusową i drogą w utrzymaniu. Wiem, bo sama sobie płacę za kosmetyczkę i udział w kulturze. O ile jednak bilety do kina da się ogarnąć po promocji, skorzystać z darmowych wejść do muzeów i obejrzeć spektakl w ramach wejściówki, o tyle prawdziwy luksus jest trudniejszy do zdobycia. A jest nim czas. W dawnych czasach łatwo było zdefiniować człowieka sukcesu: wykształcony i bogaty. A dziś? Dyplomem może pochwalić się coraz więcej osób, a jednak w żaden sposób nie przekłada się to na rzeczywistą wiedzę. Brutalna prawda jest taka, że połowa nie powinna skończyć studiów. Po pierwsze dlatego, że robią to dla papierka. Ślizgają się po najmniej wymagającym kierunku i zaraz po obronie zapominają co studiowali. Zakuć, zdać, zapomnieć: żelazna zasada trzech Z.  Po drugie dlatego, że w ogóle nie wiedzą po co studiują. Nie dlatego że ich temat pasjonuje, ani dlatego, że wymyślili sobie jakąś ścieżkę zawodową i ją konsekwentnie realizują. Raczej dlatego, że wszyscy szli, to i oni...

Żabi skok

Obraz
Iiiiii, zrobiłam to! Wreszcie! *** Podobno nie jest dobre dla naszego rozwoju, jeżeli pomijamy jakieś etapy. Wiecie: najpierw turlanie, potem pełzanie, raczkowanie i dopiero na nóżki, a nie hyc! i z pozycji horyzontalnej od razu do biegu. Mówią, że często dziecko wraca do pominiętych etapów i nawet jeśli już chodziło to znów zaczyna pomykać na czworaka. Ale żeby się cofnąć o plus/minus 15 lat?! *** Od czerwca funkcjonuję w systemie weekend pracujący, weekend wolny, weekend pracujący, weekend wolny, weekend... świra można dostać. Jedyny plus jest taki, że natrzaskałam nadgodzin aż miło. Teoretycznie powinnam je w pewnym momencie odebrać, ale ciągle coś: a to nie ma nikogo, kto mógłby wziąć dyżur; a to niebo wylewa z siebie hektolitry wody; a to moc mi spadła do poziomu ślimaka na kacu. Aż nadszedł pamiętny wtorek, kiedy się udało! Zrobiłam sobie wagary! Nic tego nie zapowiadało. Przyszłam do pracy jak gdyby nigdy nic, odpaliłam pocztę, tu coś skrobnęłam, tam zadzwoniłam, skserowałam...

Słodko

Obraz
Moja koleżanka zażywa relaksu gapiąc się na deszcz. O czwartej rano. Szczerze podziwiam, bo ja o tej porze wyciskam soki z resztek snu. Te ostatnie minutki regeneracji, bo zanim się człowiek rozbudzi, umyje, ubierze i dojedzie do firmy, to już się zdąży zmęczyć. Dziś jednak mieliśmy w pracy mały przerywnik - tak to jest, gdy następuje zmiana dynastii. Umarł król, niech żyje król! Albo królowa. *** Szefowie mogą być różni: kompetentni i nie, bardziej reprezentacyjni i mniej, ogarniający rzeczywistość i całkowicie odrealnieni. Po prostu, jak to ludzie. Idealny szef to lider, do którego idzie się po rozwiązanie problemu. Człowiek, który własną piersią będzie bronił podwładnych, albo chociaż walczył o podwyżki. A w praktyce często jest tak, że praca idzie najlepiej, kiedy szefowie trzymają się z daleka i nie wywracają planu do góry nogami tuż przed fajrantem. Szefem się tylko bywa, człowiekiem się jest. A przynajmniej powinno się o tym pamiętać. Przykre jest tylko to, że niewiele znam os...

Miliony monet

Obraz
Ciężko jest pociągać za sznurki władzy. Kombinować, przewidywać. Trzymać kasę w banku na procent, by w chwale i glorii wręczyć premie, które można było dać pół roku temu. Albo przesunąć dodatek do podstawy, dodać, odjąć, pomnożyć, podzielić, podnieść pi do kwadratu, a na koniec wręczyć pracownikom nowe umowy. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie spodziewałam się nigdy po sobie takiej zimnej krwi. Serio, z takimi nerwami powinnam się przebranżowić na neurochirurga, albo zacząć karierę szpiega. Otóż: w wyniku przesunięć i pierwiastkowań dostałam podwyżkę. Całe 5,80. Słownie: pięć złotych i osiemdziesiąt groszy. Polskich. Po obecnym kursie. Ileż dóbr luksusowych za to nabędę! Na przykład jajka od bardzo nieszczęśliwych kur z chowu klatkowego. Bo szczęśliwe jajka zaczynają się od 15 złotych za zgrzewkę. Albo banany. Pyszne takie, prosto z Ekwadoru. Zjadłabym wprawdzie polskich czereśni, ale wiecie... trzy sztuki to tak raczej na smaczek. Szpaki więcej się nachapią. Może kupię sobie ...

SZCZU-rex

Obraz
Pamiętacie, jak wiosną dwa mądre szczury ewakuowały się z mojej firmy? Przytomne chłopaki, bowiem szykuje się zmiana kierownictwa i mamy na pokładzie lekką panikę pomieszaną z gonieniem za ogonkiem.  Na przykład wczoraj gruchnęła wieść, że dziś odbędzie się spotkanie z nowym szefem. Szefem, którego jeszcze mało kto widział na oczy, ale który już zdążył zasiać ziarno niepokoju. Przynajmniej w kadrze kierowniczej, bo zwykłe trybiki korposzczurowni nie muszą się bać. Ktoś musi pedałować na tym rowerze. Cóż, jakie czasy, taki T-rex. Chociaż to dobrze, bo mam alergię za wszystko, co ma tyrana w nazwie. Tak czy siak, dziś wszyscy byli odstawieni, jak na otwarcie kanału. Biel koszul biła po oczach, kanty odprasowanych spodni mogły papier ciąć. Buty wyglansowane, włosy ułożone. Mowy powitalne, tudzież spis zadań bieżących, wykute na blaszkę.    No i odwołali ten spęd.   Marynarki poszły w kąt, obcasy magicznie zmieniły się w baleriny, a ludzie wrócili do radosnego przewalan...

Zaginiona córka Atlasa

Obraz
Hesperydy, Hiady i Plejady - na pewno słyszeliście nie raz o córkach mitycznego tytana. W końcu mieszkamy w Polsce i mity greckie znamy o wiele lepiej niż słowiańskie :) *** Hesperydy, zwane nimfami Zachodzącego Słońca, były strażniczkami rajskiego ogrodu, w którym rosły złote jabłka. Pamiętacie, jak Eris rzuciła jedno na stół? To właśnie od niego zaczęła się wojna trojańska. Te trzy siostry: Ajgle, Eryteja, Hesperetuza - są dla mnie uosobieniem tajemnicy, powściągliwości i cichej pracy. Takiej niby niedostrzegalnej, a jednak ważnej, ukrytej gdzieś na skraju świadomości. A Hiady? Siostry-płaczki. Po śmierci brata po prostu umarły z żalu. Jest w nich jakaś rzewność, głębia, ale też proza życia. Ich pojawienie się na nieboskłonie zapowiadało rozpoczęcie prac polowych. Z kolei Plejady to mój ulubiony "Maleńki Wóz". Łatwo je znaleźć na niebie. Pojawiają się w maju i przynoszą pogodę. W micie o Plejadach i Orionie uciekają przed olbrzymem, aż wreszcie zostają przemienione w g...

Diuszesa de Foch

Obraz
 Tak. Nie. Może. Obojętnie co – byle z kropką nienawiści.   Piątkowe popołudnia sprawiają, że czuję się błogo. Mam zamiar zaraz podlać się jakąś aromatyczną herbatką i zawinąć się w koc. Zawsze wiedziałam, że człowiek-naleśnik ma przyszłość. Szczęścia dopełnia nowy Mróz i przygody bezczelnej prawniczki i jej chudopachołka. Znaczy Zordona :) Idealny przepis na ukojenie skołatanych nerwów po potyczce z panią na Mordorze, diuszesą de Foch. *** Istnieją na świecie dobre wróżki, które potrafią owinąć pluszem kanty ciężkich słów i starają się nie wyrządzać innym szkody. Są też tacy, którzy z mnisią cierpliwością przeprowadzają innych przez ostępy zawiłych kruczków prawnych i informatycznych terminów. Ludzie, którzy z radosnym rozmachem załatwiają jednym telefonem gardłowe sprawy. Ale raz na jakiś czas trafiają się skąpcy, którzy wiedzę kiszą w sobie jak kapustę na zimę, a słowa zmieniają na szrapnele. Cholernie ciężko jest się z nimi dogadać, a jeszcze ciężej współpracować...

Niespodziewajki

Obraz
Wtorek po Wielkanocy to taki poniedziałek z bonusem - do weekendu jest ciut bliżej. Plus w morzu minusów, gdy trzeba pożegnać święta i wrócić na tory codzienności. Szarość dnia dopadła mnie już w chwili, gdy planowałam co wezmę na lunch do roboty. Jak mam podejmować takie kluczowe decyzje, kiedy dopiero co wybierałam kolory pisanek?! Kiedy to uciekło? Czasem mam wrażenie, że dni są do siebie przeraźliwie podobne. Wstać, iść do pracy, wrócić, iść spać, wstać... Na szczęście zdarzają się momenty przełamujące rutynę. Totalne niespodziewajki.   Po pierwsze - bohatersko oparłam się fali majonezu i nie przytyłam, co jest sukcesem godnym upamiętnienia. Jak nie w spiżu i granicie, to chociaż tutaj. A po drugie - dwóch kolegów z biura złożyło wypowiedzenie. Pandemia, blady strach na twarzach większości, a tu pyk: jeden rzuca papierami, potem drugi. I w sumie nie wiadomo czy to najmądrzejsze szczury na okręcie, czy wygrali grube miliony obstawiając u bukmachera kolejność szczepień.  ...

Biurowy Surfer

Obraz
 Po słynnym rycerzu ortalionu, którego uniósł w dal rączy rumak samozaorania , nadszedł czas na bliższe zapoznanie z Biurowym Surferem. *** Są kobiety, które powodują wypadki samym swoimi istnieniem. Wiecie – idzie sobie dziewczyna ulicą, skupiona na milionie rzeczy do ogarnięcia i nawet nie zauważa, że 4 samochody za nią się stuknęły, a wszyscy mijający ją faceci mają nadwyrężone karki. Niektórzy pewnie mają też już guzy na czołach, jeśli w porę nie odwrócili wzroku od jej biustu/pośladków/włosów, czy co tam którego kręci. Jeśli taka kobieta jest nieświadoma swojego uroku, albo świadoma lecz nie wykorzystuje go perfidnie i traktuje jako część rzeczywistości, to nie dziwię się śliniącym przedstawicielom płci męskiej. Anioł zstąpił i niech wygra najlepszy ;) Gorzej, gdy cały powab jest ściśle obliczony na efekt. W takim wypadku przebić ją może tylko jedna rzecz – gdy taką boginią z morskiej piany jest facet. *** Kojarzycie typ surfera? W naszych warunkach bywa ciutkę zakamuflowany, ...

Herbata ze złotem i cytryną

Obraz
Marian! Tu jest jakby luksusowo! Lata świetlne temu, czyli gdzieś w okolicach  2019, znalazłam w gazecie informację o jednym z najdroższych drinków świata, którego kluczowym składnikiem były płatki jadalnego złota.  No oczywiście, że chciałabym spróbować! Wprawdzie w moim zaścianku za dziesiątki tysięcy kupuje się raczej meble na kredyt, a nie 200 ml płynu, ale pomarzyć zawsze można :)  Marzenia mają zaś to do siebie, że lubią się spełniać w najmniej oczekiwanym momencie... Zdążyłam właśnie zrobić sobie herbatkę, którą miała pokrzepić mnie w walce z kolejną porcją maili i papierów, gdy drzwi się otwarły, a za drzwiami pojawili się statyści z "Pogromców duchów 3". Tak przynajmniej obstawiam, bo mieli profesjonalne białe kombinezony, maski, gogle i odkurzacz z pomarańczowym kablem. Rok walki z Covidem, a ja pierwszy raz widzę strój roboczy według hollywoodzkich wytycznych.  Panowie bez skrawka gołej skóry, a my nawet nie zdążyliśmy złapać za maseczki. Ani osłonić dopie...