Posty

Wyświetlam posty z etykietą impreza

Koszularze i szpileczkary

Obraz
Będę się chwalić: piątkowy wieczór spędziłam na mieście.   Pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Ostatni raz to chyba za Piasta było. Chłopy się popiły, ogolili na łyso najmłodszego, a potem twierdzili, że mieli anielskie objawienia… No dobra, wcale nie, ale od wieków nie miałam siły, czasu i ochoty, żeby wyjść z domu. Po pracy zawijałam się w kocyk i traciłam świadomość, zanim głowa dotknęła poduszki. Ale w ten piątek było tango. Umalowałam się – tak z kredką, z pudrem, a nie w wersji basic: „tusz i już”. Założyłam bluzkę, która nie była T-shirtem. Nawet stanik miałam, co nie jest takie oczywiste ostatnio. Odkrywcza myśl jest taka, że fajnie czasem zrobić wykopaliska w szafie i wystroić się, zwłaszcza bez powodu. Tu powód był, ale skoro już mogę błysnąć mądrością a’la Coelho, to żal nie skorzystać. Pierwotny plan na wieczór był prosty. Coś zjeść. Coś wypić. Pójść na silent disco. Z boku wygląda to komicznie, ale zawsze chciałam tego doświadczyć. Doświadczyliśmy kolejki na pó...

Nika – connecting people

Obraz
Jestem jak Nokia. Bynajmniej nie z powodu twardej obudowy i niezwykłej żywotności, ale okazuje się, że wspaniale łączę ludzi. Wiem, wiem, żarcik dla dinozaurów, które w ogóle wiedzą co to jest Nokia i jak się gra w węża.  Dzisiejsza opowieść to historia dla sentymentalnych. Jesteście ciekawi? To zaczynamy!  ***  Wszystko zaczęło się 19 lat temu. Mentalnie nadal mam 26 lat (góra!), więc trzymanie się chronologii wydarzeń dużo mnie kosztuje. 19 lat temu też był październik, a to oznaczało, że klasa I C z Liceum Ogólnokształcącego im. Pewnego Ważnego Żołnierza miała już za sobą miesiąc nauki.  Jak to zwykle bywa, w klasie porobiły się grupy i podgrupki, ale mimo tego więcej ich łączyło niż dzieliło. Może wtedy jeszcze nie zadawali sobie z tego sprawy, bo kto mając 16 lat zwraca na takie rzeczy uwagę, ale byli życzliwi i lubiący życie. Lubiący siebie nawzajem, radośni i pełni wiary w możliwości.  W końcu to pokolenie milenialsów, z całym dobrodziejstwem inwentarza. ...

Wszystko zostaje w stodole

Obraz
Pamiętam moje pierwsze wesele. Nie to, że moje-moje, ale pierwsze na którym byłam. Miałam jakieś 4 lata, a ciocia wychodziła za mąż. W pamięci utkwiły mi dwie rzeczy: torty w kształcie jeży i polonez w figurami. To był pierwszy i jedyny raz, kiedy widziałam ciasta z kolcami ze startej czekolady i noskami z winogron. Jednak to polonez tańczony przez setkę ludzi zrobił na mnie największe wrażenie. Może dlatego, że miałam mniej niż metr i wszystko wydawało mi się o wiele większe i bardziej kolorowe niż w rzeczywistości. Pamiętam, że tancerze rozchodzili się na boki i tworzyli mosty, a ja biegłam pod szpalerem z ich uniesionych rąk.  Drugie przyjęcie weselne zaliczyłam przy okazji ślubu kolejnej cioci. Było urocze, kameralne i leciała na nim świetna muzyka. Panna Młoda miała luźną suknię z bolerkiem w drobne stokrotki i promieniała szczęściem. Pamiętam śmiech nowożeńców, ich pierwszy taniec i atmosferę intymności, stworzoną przez rodzinę i przyjaciół. Bywałam później na innych weselach...

Girls just wanna have fun

Obraz
Zrobiłyśmy się na księżniczki :) Ale w końcu wieczór panieński nie zdarza się co piątek. Bardzo lubię historie o miłości. Powinniście teraz zakrzyknąć gremialnie: No co ty, Nika! Nigdy nie dawałaś żadnych sygnałów! Wiem - totalna enigma, ale prawdy nie oszukasz. Ubóstwiam love story. Od tych pierwszych spojrzeń i nieśmiałych muśnięć dłoni, przez opowieści o pierścionku idealnym, weselny klimat, aż po długo i szczęśliwie. A czy może być lepszy powód do imprezy niż komisyjne zezwolenie na zmianę stanu cywilnego? Serio. Nawet certyfikat miałyśmy. I koronę. I morze prosecco. Od rana miałam też tupot białych mew, ale zdecydowanie było warto. To takie miłe kiedy ludzie spotykają się, by świętować wiarę w to, że miłość jest w stanie przezwyciężyć każdą trudność. Każda z nas jest na innym etapie życia: na imprezie bawiła się rozwódka, wdowa, mężatka, panna. Dziewczyna, która niedawno zaczęła wspólną drogę z ukochanym facetem i ta, która świętuje w tym roku okrągłą rocznicę ślubu. Kobiety, kt...

Girls power

Obraz
Piątek! Impreza! A nie, wróć - jest pandemia, a gdyby jej nie było to i tak na ostatniej byłam jakoś przed naszą erą. Powiedziałabym, że u Kleopatry, ale 2 osoby z przerośniętym ego w jednym pałacu? Herodot na pewno by to gdzieś opisał...  Tak czy inaczej, równo o czasie zakończyłam dzień pracy, mam w torbie świeże brioszki z czekoladą, wystroiłam się w świąteczne skarpetki z pingwinami i ruszam na babski wieczór. Cieszę się na niego od prawie tygodnia. Co z tego, że codziennie widzimy się w biurze? :p I tak nie mogę się doczekać energii płynącej z kobiecego kręgu.  To nie znaczy, że imprezy w mieszanym towarzystwie są złe - wręcz przeciwnie! Co więcej, marzy mi się taka ze światełkami, grą w Tabu i powłóczystymi spojrzeniami z przystojniakiem, którego jeszcze nie znam, ale wiem, że na tej właśnie imprezie rozpocznie się nasza romantyczna przygoda. Tak to widzę, proszę mnie nie budzić ;) Babskie wieczory mają jednak zupełnie inny urok. Wydaje mi się ich sekret leży w bezwzględ...