Przyszło nowe
Przyszło nowe i jest mi z tym dobrze. Może nie do końca przyszło samo, bo musiałam wysłać CV, przejść testy i rozmowę kwalifikacyjną, ale od tygodnia mogę mówić dumnie: zmieniłam pracę. A ona w jakiś sposób zmienia mnie. Tak chyba jest zawsze, gdy wchodzimy w nieznane. Nowi ludzie, nowe obowiązki, nawet droga do domu jest już inna. To akurat jeden z największych plusów tej zmiany. Już nie telepię się w autobusie godzinę z hakiem, tylko wsiadam w metro i po 15 minutach jestem na miejscu. Czuję się jakbym Pana Boga za nogi złapała. Minusy też są: brak klimy, którą traktowałam już jak oczywistą oczywistość i standard XXI wieku. A tu zonk – jednak nie ma i w najbliższym czasie nie będzie. Całe szczęście mój pokój jest duży i cienisty, nie muszę się bać, że mi obwody padną z przegrzania. Chociaż kto wie? Na razie jestem w fazie ochronnej, nikt mnie nie zarzucił hałdą węgla i papierów. Wdrażam się na spokojnie. Wiem już, że we wrześniu czeka mnie służbowy wyjazd na drugi koniec Polski,...