Oszlifowani
Wiecie, że piosenka Myslowitz „Długość dźwięku samotności” ma już 25 lat? Jest coś pociągającego w myśli, że nasze działa nas przetrwają. W dodatku są ciągle żywe. Inaczej patrzymy na nie z biegiem lat. Filtrujemy je przez pryzmat własnych doświadczeń i kulturowe sito.
I nawet kiedy będę sam
Nie zmienię się,
To nie mój świat.
Przede mną droga, którą znam,
którą ja wybrałem sam.
Szczerze mówiąc nie przepadam za tym utworem. Leciał w radio tyle razy, że już
znam go na pamięć, ale mój ci on nie jest. Chociaż… Dawno temu, w czasie burzy
i naporu, wydawało mi się, że to taki manifest buntownika. Idzie sam, swoją
drogą, wszyscy mogą mu skoczyć. Żadnych skrótów. Nonkonformizm na pełnej
petardzie.
A dziś… Dziś słucham i współczuję. Współczuję skostnienia,
okopania się i braku otwartości na zmianę. Przecież na tym właśnie polega
życie, by wejść w jego nurt. Trochę nas to życie musi oszlifować i wygładzić.
Szlif łagodności
Większość ludzi łagodnieje na starość, zauważyliście?
Owszem, uwypuklają się najbardziej charakterystyczne cechy i jak ktoś był
marudą za młodu, to i na starość będzie potworną jęczyduszą. Jednak patrząc na
znanych mi ludzi mam wrażenie, że mają w sobie zdecydowanie więcej łagodności
niż jeszcze kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat wstecz. Jest w nich więcej
cierpliwości, delikatności, uwagi na innych. Nie pędzą za mitycznym czymś, ale
kierują się ku człowiekowi i jego istocie.
Może dzieje się to przez zanurzenie się w życiu ze
wszystkimi jego niuansami i odcieniami? Z biegiem lat spadają nam z oczu różne
łuski. Widzimy, że świat nie jest czarno-biały. To co wydawało się niesamowicie
ważne, staje się ledwie istotne. Potrzeba zasłuchania się w siebie i
weryfikacji, czy miejsce, w którym jestem teraz jest tym właściwym.
Ja taką wiwisekcję robię sobie regularnie. Czasem to boli,
ale mimo wszystko polecam.
Hardy kamień
Mam znajomego, który jest jak bohater piosenki Myslowitz. Ma
swoją drogę i nie chce z niej zboczyć nawet na krok. Ma być idealnie, albo
wcale. Nie zadowala go 99% zgodności. I chociaż rozumiem jego argumenty, a
nawet idące za tym głębokie i piękne pragnienia, to jednak wszystko we mnie
krzyczy z niezgody.
On widzi to jako dążenie to marzeń, ja jako zatrzaśnięcie
bram szczęściu. On chce odegrać scenariusz, ja za każdym zakrętem wypatruję
cudownych niespodzianek. Pewnie, też sobie planuję, ale nie załamuję rąk, kiedy
nic z tych planów nie wychodzi.
Wyobrażam sobie, że gdybyśmy sypali ryż do worków, to on by
skrupulatnie liczył każde ziarnko, a ja bym radośnie machała łopatą. Czy to
dobrze? Wszystko ma swoje plusy i minusy. On na pewno żadnego ziarenka by nie
uronił, a ja stworzyłabym wokół siebie (twórczy) pierdolnik. W życiu też – on
wypatruje swojej okazji na szczęście niczym sokół, a ja mogę coś przeoczyć. Z
drugiej strony jestem o wiele bardziej elastyczna w dostosowywaniu się do tego,
co przynosi życie. Nie okopuję się na z góry upatrzonej pozycji i nie tupię
nogami, że punkt 128c jest nadal nie odhaczony.
Szczęścia da się nauczyć
Wiecie, szczęścia da się nauczyć. Trzeba tylko chcieć
otworzyć się na to, że nie wszystko w życiu da się zaplanować. Czasem najlepsze
jest to, czego się w ogóle nie spodziewamy.
Dlatego głęboko wierzę w moc rozmowy z samym sobą.
Zastanowienie się czy dobrze wykorzystuję to co mam: swoje talenty, zasoby,
czas. Zapytanie siebie: czy jestem szczęśliwa? Czy chcę coś zmienić, a jeśli
tak, to co konkretnie? Czy mogę to zrobić? Czy tylko mi się wydaje, że
uszczęśliwi mnie jakaś efemeryda? Jaką cenę musiałabym za to zapłacić? I czy rzeczywiście
jest warte swej ceny?
To nie są proste pytania. Jeszcze trudniejsze jest szczere
udzielenie odpowiedzi. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że coś co uważaliśmy za
przyklepane od lat, nagle zaczyna wystawać z ramek.
Jesteś przekonana, że chcesz mieszkać w dużym mieście. Tu są
teatry, kina, dobre knajpy, świetne szkoły, tu można zarobić duże pieniądze.
Pniesz do tego przez 20 lat i nagle uświadamiasz sobie, że do teatru możesz
dojechać te 150 km. Pieniędzy ci wystarcza. Dzieci chodzą do całkiem fajnej
klasy, a tobie podoba się możliwość pójścia na spacer do lasu i wsłuchania się
w ciszę. Szklane domy przestają być potrzebne.
Dziwna myśl, prawda? Pieścisz w głowie jakieś marzenie przez
rok, potem przez dekadę, później jeszcze kolejną, aż nagle uświadamiasz sobie,
że to cię wcale nie uszczęśliwi, bo już teraz jesteś szczęśliwa.
Albo od zawsze wiesz, że nie chcesz mieć dzieci. Umiesz z
marszu wymienić dziesiątki „przeciw”, ale ciężko ci znaleźć jakieś osobiste
„za”. Aż nagle stajesz przed sytuacją, w której musisz przemyśleć wszystko
jeszcze raz. Dojść do praprzyczyny niechęci i lęku. Może okazać się, że sama
zaciągasz hamulec i nagle wizja bycia mamą nie jest już tak straszna, jak
jeszcze chwilę wcześniej.
Może być odwrotnie: nigdy nie brałaś pod uwagę innego życia
niż mąż, dwójka brzdąców, pies i pelargonie na parapetach. Było to tak
oczywiste, że nigdy nie poddawałaś tego w wątpliwość. Aż przychodzi dzień, w
którym uświadamiasz sobie, że jesteś singielką i jest ci z tym bardzo dobrze. Masz
w sobie pokój i komfort. Wcale nie tęsknisz do gotowania pomidorowej. Wizja
tego jak ma wyglądać twoje życie rozpada się, a ty zamiast rozpaczy czujesz
tylko ulgę.
To jest właśnie moment znajdowania siebie. Nie ma w tym
buddyjskiego oświecenia, anielskich chórów, nawet werble nie zagrają. Po prostu
nagle otwiera się jakaś zapadka w mózgu i widzisz siebie w innym świetle. Tak
jakby został dołożony kolejny puzzel do obrazu, z którego wyłania się twoje
Prawdziwe Ja.
Życie nasz szlifuje nieustannie. Robi to przez wydarzenia
ważne i pozornie nieistotne. Przez dobre i złe chwile. Przez momenty tryumfu i
klęski. Rzeczy, które możemy przewidzieć i te, na które nie jesteśmy w stanie
przygotować się w jakikolwiek sposób. Od szlifu naprawdę dużo zależy: można
błyszczeć jak brylant, albo być kanciastym kamulcem.
Ja sobie myślę, że na różnych etapach życia, pewne piosenki zyskują dla nas nowe znaczenie. A przepis na szczęście może być różny, jedni ciągle szukaą swoich dróg, a inni idą cały czas tą samą. I to jest ok.
OdpowiedzUsuńJeśli człowiek żyje w zgodzie ze sobą to tak :) czasem po prostu myślę, że sami zamykamy sobie szansę na szczęście, jeśli nie dopuszczamy możliwości zmiany.
UsuńKtoś powiedział, że to nie życie nas zmienia, a inni ludzie. W tym tez jest sporo racji, bo czasami trafiamy na osobę, która zmienia naszą perspektywę, podpowiada jak będzie lepiej i jeśli spróbujemy, to mamy szansę na zmiany. To nie jest łatwe, ale jak mówisz, warto być otwartym a nie podążać ciągle tą samą ścieżką.
OdpowiedzUsuńMyślisz, że tylko ludzie? Nie wiem... Chyba różne doświadczenia też nas kształtują. Ogromne sukcesy czy porażki potrafią wykrzywić charakter. Podobno też z każdej podróży człowiek wraca odmieniony 😉 chociaż ludzie odgrywają pewnie największą rolę w tym wszystkim
UsuńTa piosenka jest jak wino..im ma więcej lat bardziej człówiek ja docenia:)
OdpowiedzUsuńJa akurat odwrotnie 🤪
UsuńZ tym łagodnieniem na starość, to różnie bywa. Znam kilka osób, które zmieniło się jednak w drugą stronę.
OdpowiedzUsuńPewnie zależy od człowieka ☺️
UsuńZgadzam się z komentarzem powyżej, bo sama znam parę osób, którym główki przybetonowało na stare lata jeszcze bardziej. Jeśli chodzi o temat posta, niektórzy dopasowują się do okoliczności i całkiem im z tym dobrze, inni znowuż cały czas czują się tak, jakby żyli pod czyjeś dyktando. Jedni wolą nic niż rezygnację z czegoś i cóż, ich wola. Trzeba dać ludziom być nieszczęśliwymi po swojemu ;)
OdpowiedzUsuńKażda szczęśliwa rodzina jest do siebie podobna, a każda nieszczęśliwa, jest nieszczęśliwa na swój własny sposób, co? 😜 Pewnie, że nie będę nikogo na siłę przekonywać, po to mamy rozum, by sobie samemu różne rzeczy aktualizować. Wolność, a co się z nią zrobi to już inna sprawa 😉✌️
UsuńCzy ja wiem czy ludzie z wiekiem łagodnieją... słyszałam ze silna wola i zachamowania są mniejsze
OdpowiedzUsuńHmm, nie znałam tego stwierdzenia. Może po prostu widzą, że czasem warto odpuścić? A no,e rzeczywiście coś się przytępia, a co inne uwypukla...
Usuńa umiejętność odpuszczania to nie do końca to samo, można odpuścić a emocje i tak swoje. Umiejętność odpuszczania to cecha którą dobrze mieć i mądrość by wiedzieć kiedy.
Usuń👍
Usuńwiele osób z upływem lat łagodnieje, gdyż tworzą sobie mniej problemów z niczego, do wielu spraw nabierają dystansu i po prostu się nimi nie przejmują, poza tym samo przejmowanie się ulega redukcji z przyczyn czysto fizjologicznych, hormony już tak nie buzuję i tym podobne...
OdpowiedzUsuńale są też tacy, którzy się zacinają na jakimś urojonym problemie, przywiązują do niego coraz mocniej, przywiązują się do jakichś swoich poglądów, ocen, opinii, do iluzji, które sobie tworzą i ni wała nie popuszczą, walczą o tą fikcję zaciekle, niczym psiaki o gumową kość i choć prawa fizjologii również ich dotyczą, jak każdego człowieka, to trochę trudno jest mówić o ich łagodnieniu, tu bardziej pasuje słowo "skostnienie", czy wręcz "zabetonowanie" odnośnie tych spraw...
których jest więcej?... tego po prostu nie wiem, ale jakoś nie chciałbym mieć pecha i zostać tym drugim na seniorskie lata... i pracuję nad tym, bo jakby nie było, choć na pewne rzeczy nie mamy wpływu, to wiele jednak zależy od nas samych...
p.jzns :)
Ja chyba mam szczęście, bo tych pierwszych jest w moim życiu o wiele, wiele więcej. Tak, skostnienie poglądów też się zdarza... Ciężko żyć z człowiekiem, który nie słuchać argumentów, bo z zasady wie lepiej. Myślę, że taka otwartość na świat i na dyskusję w ogóle jest dobrym lekarstwem na betonozę. W końcu ile ludzi, tyle spojrzeń ☺️
UsuńTo ja na swojej drodze spotykam chyba tylko osoby, które z wiekiem się wyostrzają... Może niektórzy mają więcej cierpliwości, ale niekoniecznie łagodności.
OdpowiedzUsuńAle bardzo ciekawe przemyślenia na kanwie piosenki, ja ją bardzo lubię - chyba bardziej muzycznie, bo słyszałam ją od zawsze, ale nigdy nie rozważałam dogłębnie jej słów.
Zobacz jak to każdy ma swoje doświadczenia. Ja spotykam łagodnych ludzi, a większość tu pisze o ostrych typach. Jakbyśmy żyli w innych światach. A to przecież ciągle ten sam świat. Ta różnorodność chyba nigdy nie przestanie mnie fascynować ☺️
UsuńRóżnie to bywa, ja z obserwacji widzę, że ogólnie społeczeństwo jest ostrzejsze i nie wynika to chyba, że przybywa lat, ale z tego co się dzieje z zyciem, że jest nieprzewidywalne itd...
OdpowiedzUsuńChodzi ci raczej o komentarze czy zachowanie? Myślę, że takie ogólne marudzenie i narzekanie trochę nas wypacza jako ludzi. W Polsce na 10 wiadomości pozytywna jest 1, w Japonii odwrotnie. Może przez to nauczyliśmy się widzieć wszędzie nieszczęścia?
UsuńCoś w tym jest . Po za tym myśle że z czasem szanujemy siebie i wolimy wybrać spokój niż nerwy
OdpowiedzUsuńChyba też widzimy, że nie o wszystko trzeba kruszyć kopie
UsuńCzłowiek łagodnieje, bo ma więcej czasu , już nie musi walczyć z wiatrakami ... z drugiej strony faktycznie pewne wady się uwydatniają i nigdy nie wiemy jak bardzo ktoś się zmieni z wiekiem - natura czlowieka jednak wygrywa
OdpowiedzUsuńDlatego warto nad sobą pracować całe życie - żeby na starość nie być zrzędą :)
UsuńGdybyśmy wszyscy byli maszynami, do czego chyba krok po kroku zmierzamy, wszystko byłoby przewidywalne, jak z maszyną do szycia. NIestety, póki co nie jesteśmy na tym etapie. Ludzki świat to świat zasad ... które są regularnie łamane na potrzeby sytuacji. Tak sobie myślę, że ta elastyczność ma swoje zalety i wpływa na to jak postrzegamy to co jest szczęściem.
OdpowiedzUsuńMoże zależy jakie zasady i dlaczego się je łamie. Bo czy ich złamanie daje szczęście? Osobiście cieszę się, że jesteśmy tak różni w postrzeganiu świata, w działaniu, nawet w sposobie mówienia. To różnorodność pcha nas ciągle wyżej, bo konfrontujemy się z nieznanym. Gdyby wszyscy myśleli jednakowo świat byłby fabryką klonów.
Usuń