Nadmiar

Ciekawa rzecz z tym nadmiarem - to przecież taki gratis od losu. Powinniśmy się cieszyć. Dostajesz wyjątkowo bujne włosy i nigdy nie grozi ci łysina. Chyba, że przypominasz wilkołaka w pełni, a golarka łamie się po pierwszym pociągnięciu... Wtedy to już przesyt. Klęska urodzaju. To też paradoks, prawda? Jak może być za dużo czereśni? Zboża? Kokosanek? A nie, wróć, to akurat nie najlepszy przykład.

Myślę jednak, że wiecie o co mi chodzi. Są takie dobra, które mogą nas przeciążyć i przytłoczyć. Na przykład nadmiar troski, który sprawia, że Kotek zostaje zagłaskany na śmierć. Albo nadmierna ambicja, niepozwalająca zwolnić tempa. Głupio byłoby zostać przed 30-tką prezesem Bardzo Ważnego Koncernu i mieć to wyryte w epitafium.

Bywa też tak, że do sensu nadmiaru trzeba się dokopać. Trzeba przewalić hałdę wyobrażeń, społecznych kalek, a nawet własnych doświadczeń. Nie jest to proste, ani przyjemne, ale głęboko wierzę, że potrzebne każdemu z nas.

Jestem przekonana, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Czy od razu wiedzę sens w bezsensowności zdarzeń? Nie. Czy gdybym miała wybór poszłabym tą samą drogą? W wielu przypadkach nie. Czy jestem wdzięczna za to, że doświadczyłam wszystkich tych rzeczy, które mnie spotkały? Tak. Bardzo.

Musiałam staczać walki z sobą i otoczeniem. Przytłaczał mnie nadmiar emocji i słów, nadmiar pustki i troski. Było jednocześnie za dużo i niedostatecznie. 

I wiecie co? Wyszłam z tych doświadczeń o wiele silniejsza, lepsza. Nie od razu. Długo zajęło mi szukanie siebie, umacnianie się i zaakceptowanie tego, na co nie miałam wpływu. 

Nadmiar tego, co mogłam udźwignąć, przerodził się w obfitość i łaskę. 

Dodatkowy chromosom w łańcuchy DNA zwiastuje kłopoty. Powinien być pożądanym dodatkiem, w jednak boimy się trisomii. Zespół kociego oka, zespół Edwardsa, zespół Downa. To często brzmi jak wyrok, prawda?

A jednak i w tym trudnym położeniu tkwi dobro. W pierwszej chwili nieuchwytne, bo jak je złapać, gdy jest się przytłoczonym pracą z chorym dzieckiem, własnymi emocjami, często również z emocjami innych ludzi. Wiele rodzin rozpada się, gdy pojawia się choroba. Nie mogą znieść tego, co biorą za nadmiar cierpienia. A przecież nigdy nie dostajemy więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć. 

Bo może pod tym wszystkim jest piękno? Może smutne i trudne, ale jednak piękne.

Choroby i niepełnosprawności nauczyły mnie większej cierpliwości i delikatności. Miałam je w sobie już wcześniej, ale widzę, że to właśnie ich doświadczenie pozwala mi je rozwijać.

Moja depresja to wredna sucz. Potrafi przyłożyć znienacka. Ale to dzięki niej nauczyłam się dawać sobie przestrzeń. Akceptować to, że nie jestem niezniszczalna. Dzięki niej wiem też, jak pomagać przyjaciołom, którzy czują się źle sami ze sobą. Nie chciałam jej, ale jestem za nią wdzięczna.

Nie chciałam chorób i śmierci bliskich mi osób. Tęsknię za nimi każdego dnia. A jednak jestem wdzięczna za to, że byłam przy ich odchodzeniu, bo w jakiś sposób pomagałam im w ich samotności. To dzięki temu nauczyłam się, że śmierć jest elementem życia. Czy czułam nadmiar rozpaczy, przytłoczenia, bezsilności? Tak, w tamtym momencie sama byłam bliska śmierci z żalu. Z perspektywy czasu widzę w tym dobro.

Opieka nad osobą niezdolną do samodzielnego życia też jest przytłaczająca. Nie wyjdziesz z domu kiedy chcesz, zawsze musisz mieć na uwadze drugiego człowieka, wiążą cię tysiące ograniczeń. A jednak dostajesz w zamian bezwarunkową miłość. Miłość tak wielką, że wykraczającą poza skalę. To ten nadmiar, którego ciągle jest mało.

Mam nadzieję, że rozumiecie co chcę wam przekazać. Bywa, że to czego doświadczamy wydaje się być nie do udźwignięcia. Nieważne czy w pierwszej chwili wydaje się być dobre, albo złe. To zawsze tylko pierwsza ocena. Owoce przychodzą później. 

Życie potrafi zgnieść, ale zawsze, absolutnie ZAWSZE jest w każdym z nas iskra, światło, które daje siłę, by się podnieść. Ten pierwiastek boskości, który sprawia, że wznosimy się ponad siebie i odnajdujemy jakiś kawałek swojego Ja, o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia.

Fot. Hendrik Schuette / Unsplash


***
Wiecie, nadzieja zawsze tli się w człowieku, niezależnie od okoliczności. Najwięcej jest jej chyba właśnie wtedy, gdy zawodzi wszystko inne. Tata mojej przyjaciółki walczy z rakiem żołądka i przełyku z przerzutami. Brzmi to źle, ale jest progres. Widać efekty, jakie przynosi leczenie i terapia wspomagająca. Jeśli możecie wesprzeć zbiórkę na jego leczenie obie będziemy Wam bardzo wdzięczne. LINK

Komentarze

  1. Mnie w życiu przytłacza nadmiar wrażliwości wobec osób w potrzebie, za bardzo wszystko przeżywam, stawiam się w ich sytuacji, jak nie umiem pomóc, bo nie zawsze są rozwiązania, cierpię. Izabela Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem cię. Też często czuję się przytłoczona tym, że nie każdemu mogę i umiem pomóc. Wierzę w pomoc systemową, dlatego wspieram organizacje, do których mam zaufanie - Fundację Daj herbatę, Caritas, WOŚP, hospicja. Nie wiem czy taka forma do ciebie przemawia, ale może to byłoby jakimś rozwiązaniem?

      Usuń
  2. Odnoszę wrażenie, że w moim życiu są tylko niedobory i żadnych nadmiarów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślisz? A nadmiar smutku, bezsilności czy przytłoczenia? Wiem, że walczysz z depresją, dlatego tak się wymądrzam - ja też ją mam i czasem właśnie to mnie przygniata. Spróbowałam patrzeć na to jak na niedostatek sił i zdrowia, ale właśnie jako na nadmiar trudnych emocji. Same z siebie nie są dobre, ani złe, więc można potraktować to jako nadwyżkę. Wtedy ten ogrom traci władzę, a deficyt w jakiejś dziedzinie staje się łatwiejszy do zaopiekowania. Przedstawienie optyki w pewnym stopniu zmienia też nasze postrzeganie problemu i wymusza nowe sposoby rozwiązań.

      Usuń
  3. My obecnie mamy wszystko nadmiar i może stąd te choroby cywilizacyjne. Ciągle chce się więcej i nigdy nie jest się szczęśliwym. Taka refleksja z rana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to głód naszych czasów. Chyba człowiek jako taki ma w sobie zawsze pewien niedosyt. To właśnie pcha nas ma przód. Może rzeczywiście gonimy nie za tym co trzeba. Łatwo jest się zgubić, zwłaszcza gdy wpadniemy w pułapkę porównywania z innymi. Podoba mi się myśl, że nasz głód jest w stanie zaspokoić tylko Bóg, bo to znaczy, że jest w nas ogrom możliwości i ciągle jesteśmy w stanie przekraczać siebie.

      Usuń
  4. jakie pięne. wiola ma racje często kupujemy czegoś zbyt dużo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki pęd ma przeróżne oblicza: od zakupów rzeczy, przez nieustanne doszkalanie się, aż po przyjemności, czy obowiązki. Samo w sobie to nic złego, gorzej gdy tracimy właściwe proporcje. Może to akademickie pytane ale czy czasem zatrzymanie się i uważne spojrzenie na świat nie jest ważniejsze niż kolejny fakultet?

      Usuń
  5. Nadmiar może być klęską urodzaju, ale jednocześnie to on kształtuje naszą siłę, jeśi mu na to pozwolimy. Wszystko, co nas spotyka, może być lekcją – nawet jeśli początkowo tego nie widzimy, lecz dzięki refleksji i pokorze, możemy przez nią przejść i być innym człowiekiem. Nigdy jednak tak dużych kroków, wyzwań nie robiłam sama, zawsze z Bogiem i On pomógł i pomaga przejść mi przez wszystko - racją jest, bo tak jest zapisane, że nigdy nie dostaniesz większego bagażu, niż jesteś w stanie znieść - z Nim, to jest warunek. Sam człowiek różnie sobie radzi, niektórzy wybierają wyjście ostateczne.
    Dzisiaj my ludzie zachodu mamy wszystko - ale nadal okazuje się, że brakuje nam fundamentów, zatem można rzec, że to inne wszystko, ma nikłe znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wierzę w Boga, z Niego czerpię siłę i wiem, że nie jestem sama. Wszystko co napisałaś trafia do mnie, zastanawiam się jednak czy trafi do ludzi, którzy nie wierzą. Osobiste doświadczenie zawsze będzie więcej warte niż nawet najgorliwsze zapewnienia innych. W tym wszystkim co nas spotyka widzę zarówno lekcję, jak i dar. Zresztą może w taki sposób powinno się traktować każdą naukę. Nadmiar i niedobór to 2 strony tego samego medalu. Czasem ktoś musi nas ubogacić, żebyśmy mogli obdarowywać innych.

      Usuń
  6. Faktycznie takie coś ta iskierka się pojawia, ale różnie też potem bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, różnie bywa, ale w dużej mierze zależy to od nastawienia. Małe decyzje przekładają się na duże wybory, a to kształtuje nas i naszą osobowość. Wydaje mi się, że często to brak odwagi i czułości do siebie samego jest przyczyną tak wielu wykrzywionych spojrzeń na świat i swoje życie. To z kolei rodzi wybory, które zamiast wznosić - degradują.

      Usuń
  7. To trochę jak ironia losu, bo mnie też moja nerwica lękowa nauczyła bardziej dbać o siebie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam już tutaj, ale nie wiedziałam, co napisać. A raczej jak napisać, bo mam zupełnie inne podejście, przynajmniej do kwestii cierpienia. Nie wątpię, że łatwiej (lżej) żyć z pewnością, że cierpienie jest po coś i na pewno ma sens. Ale tak nie mam, uważam, że po prostu rzeczy się dzieją. Czasem dobre, czasem złe, tak po prostu bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, ja wcale nie uważam, że to jest mistyczny plan Absolutu na dokopania ludzkości i mamy być za to pokornie wdzięczni 😝 To co dobre i źle "chodzi po ludziach", myślę jednak, że jak się wierzy w to, że z każdego wydarzenia w życiu da się wyciągnąć dobro to nie tylko łatwiej sobie z tym radzić, ale też człowiek rozświetla się od środka i zmienia się jego podejście. Byłam potwornym ponurakiem, marudnym jak nieszczęście, ale nauczyłam się patrzeć metodą Pollyanny. Jestem przekonana, że każdy człowiek ma siłę, która jest w stanie przenosić góry. Czasem o tym zapomina i wtedy łatwo dać się glanować rzeczywistości. Ale z każdego bagna da się wyjść, każde czegoś uczy. Może to mówienie sobie, że nic nie dzieje się bez przyczyny jest tylko zaklęciem, które ma nas ustawiać do pionu, gdy chcemy się zwinąć w kłębek i płakać. A może jednak jest w tym głębia, której nie umiemy pojąć, bo jesteśmy na to za mali?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Piękno

Lubię być boska

Czas nie liczy godzin i lat