Magia

Dzieci radośnie pobiegły do szkoły, bo nauczone doświadczeniem wietrzą już nadciągającą zdalną naukę. Strajki, problemy z ogrzaniem budynków czy inny shit. Swoją drogą żeby wytrwać w zawodzie nauczyciela naprawdę trzeba mieć w sobie silne poczucie misji i jakąś poduszkę finansową – osobiście podziwiam i nie ma w tym krztyny przesady. Co nie zmienia faktu, że wakacje się skończyły, a ja wreszcie mogłam otrąbić coś, na co czekałam bardzo długo: urlop!

Wiem, wstęp miałam niczym Mickiewicz przed rozpoczęciem akcji na Litwie, ale po prostu muszę podzielić się z Wami radością, która we mnie musuje niczym cola z mentosami. To dopiero 6 dzień wolności, a ja zdążyłam już zaliczyć trochę kultury, magii i facepalmu, ale po kolei.

Po pierwsze – byłam w Krakowie. Nie pierwszy raz, ale wciąż na nowo daję się oczarowywać temu miastu królów, maczet i smogu. Smogu nie było i w oddali majaczyły szczyty gór. Przez chwilę nawet pomyślałam, że romantycznie byłoby zdobywać skałki i młodą piersią chłonąć wiatr, ale przy podejściu na Wawel już mi sklęsła ochota. Nie żebym dostała zadyszki, ale tu miałam cel na wyciągniecie ręki, a tam co? Chodzić, chodzić, bać się niedźwiedzi i już? Bez sensu. Pobiegłam więc do skarbca, bo wiadomo, że dziewczynki lubią diamenty, ale złotem, srebrem i szmaragdami też nie pogardzą. Szczerze polecam, wystawa jest zrobiona ze smakiem – końskie rzędy wyeksponowano na figurach wierzchowców i nareszcie można pojąć sens przysłowia. Długi stół zastawiono kuflami, które wręcz oślepiają blaskiem. Szesnastokilogramowy płaszcz króla Sobieskiego, wyszywany złotą nicią, do tej pory robi wrażenie.

Zamiast smogu był smok Chromego, który uprzejmie zionął ogniem. Maczet nie było i dobrze, bo Szczerbiec całkowicie mi wystarczył, a królowie spokojnie leżeli martwi w swoich kryptach. A skoro o nich mowa, byliście kiedyś w Podziemiach Rynku? To jedna z ciekawszych wystaw w Polsce. Byłam tam niedługo po otwarciu, ale teraz z radością wróciłam. Ekspozycja nie zestarzała się i wciąż robi wrażenie. To niesamowite uczucie, gdy widzimy jak bardzo osiadał rynek i że średniowieczne warstwy są wciąż ukryte pod współczesnymi ulicami. Połączenie multimediów, eksponatów i nastrojowego światła tworzy bardzo ciekawą kompozycję. Myślę, że to dobra propozycja nawet dla tych, którzy nie są fanami zamierzchłej przeszłości.

W Krakowie jednak przeszłość i teraźniejszość są ze sobą ciasno splecione. Jednym z żelaznych punktów wycieczki miała być wizyta w Dziórawym Kotle (sic), knajpce stylizowanej na pub z Harrego Pottera (ul. Grodzka 50). Pierwszego dnia nie było miejsc, poszliśmy więc do siostrzanego lokalu: Ministerstwa Tajemnic (ul. Kanonicza 11). Kawiarnie dzieli kilka kroków, ale smaku dodaje fakt, że owe Ministerstwo znajduje się w kamienicy, w której zatrzymała się Bona przed ślubem z Zygmuntem Starym. Co ciekawe, na Kanoniczej w 1979 roku odnaleziono skarb Wiślan. Zbutwiała skrzynia z ponad 4 tysiącami żelaznych sztabek to nie byle gratka – w XI wieku płacono nimi za sól, skóry i inne cenne produkty.

Zarówno Ministerstwo Tajemnic, jak i Dziórawy Kocioł, mają swoją niepodrabialną magię, na którą składają się dopracowane w najmniejszym szczególe wnętrza oraz menu obejmujące piwo kremowe, dyniowe paszteciki i „żabi skrzek”. Największą frajdę sprawiają jednak dymiące eliksiry. Chyba w każdym z nas siedzi dzieciak spragniony odrobiny czarów. Wspaniałe było jednak to, mieszkańcy Krakowa tak chętnie dzielą się ciekawostkami o swoim mieście.

Żyjemy w swoich bańkach – nasze myśli, nasze słowa, nasze ścieżki i ludzie, których mamy oswojonych i wpisanych w życiorys. Aż tu nagle pojawia się ktoś, kto łamie schemat – odzywa się, chociaż nie musi. Nie jest to pogawędka w windzie, którą usprawiedliwiają okoliczności, nie jest to sympatyczny komentarz na przystanku – to coś, co wyrywa z rutyny. Nie zastanawiam się nad tym, póki mi się nie przydarzy. Teraz tak było – zaczepił nas człowiek, który zobaczył zainteresowanie architektonicznymi detalami i na kilka minut nasze światy miały punkt styczny. On podzielił się swoją wiedzą, my przyjęliśmy ją z wdzięcznością. Niby nic, ale jakie to ważne i piękne w tym zabieganym świecie.

Kwestie relacji międzyludzkich porusza też spektakl „Corteo”, wystawiany przez artystów z Cirque du Soleil. Wyprawa do Małopolski była podyktowana głównie chęcią obejrzenia akrobatycznych pokazów. Byłam oczarowana: ani filozofom, ani fizjologom, ani fizjoterapeutom nie śniło się to, co ludzie są w stanie zrobić z ciałem. Siedziałam z szczęką na podłodze i oczami na wierzchu, gdy kolejni ludzie na scenie z zegarmistrzowską precyzją zaprzeczali prawom fizyki. Sama historia jest przewrotna: opowiada o przemijaniu w radosny sposób. Mieszają się języki, mieszają style, muzyka, światło, salta, przerzuty – miesza się to co widzimy z tym, co nam się wydaje. A nad tym wszystkim fruwają anioły.

Wyjazd był cudowny, chociaż krótki. Ale to nic, jest jeszcze kilka rzeczy, które chcę ogarnąć w najbliższej przyszłości. A już niedługo opowiem Wam o tym, jak w kilku krokach można się pogrążyć w bagnie nieogarniecia. Powiedzmy, że to też się ludziom nie śniło.


Fot. Crisyian Escobar / Unsplash

Komentarze

  1. Byłam kilka razy w Krakowie, ale nawet nie słyszałam o podziemiach pod rynkiem, muszę to nadrobić. Spektakl musiał być wspaniały, dawno nie byłam na niczym podobnym, generalnie daleko mi do obcowania z kulturą, chociaż w październiku idę na koncert muzyki filmowej, więc nie jest źle;) Życzę miłego urlopu❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, kochana! Już sama perspektywa wyspania się działa na mnie jak kocimiętka na dachowce :) Byłam kiedyś na koncercie takiej muzyki i to było fajne przeżycie - na pewno będziesz się świetnie bawić :)

      Usuń
  2. regularnie bywam w Kraku i znam Ministerstwo Tajemnic, to jest stały fragment gry, czasem jakąś starą książkę też wydłubię z szafy na ścianie, jedna z dziewczyn dokładnie mi opowiedziała historię kafejki, powstałej z biblioteki, której patronka królowa Bona lampi ze ściany... a namiar dostałem w Sklepie Magicznym przy Wszystkich Świętych, gdzie zajrzałem po kadzidełka, trochę inne niż w księgarni CUD, też pełnej tajemnic zresztą...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Ministerstwo Tajemnic było niespodzianką, ale z tych baardzo przyjemnych :) Widać, że właściciele mieli pomysł na tę przestrzeń: to świat czarodziejów, ale z rodzimym akcentem - opowieść o 4 magach, którzy ocalili gród przed strasznym smokiem urzekła mnie po całości :) A do księgarni będę musiała zajrzeć ;)

      Usuń
    2. na ten sklepik Harry Potterowski trafiłem czystym przypadkiem, wypatrzyłem go z tramwaju jadąc z dworca pod UJ, akurat jechał trasą na odwyrtkę ze względu na remont ulicy... potem zajrzałem tam tylko po kadzidełka, ale przy okazji ceny HP-gadżetów powaliły mnie na kolana, chyba trzeba być ostrym fanem, żeby tam robić zakupy...
      z tym CUD-em to jest zabawna sprawa... przez lata całe mieszkając w Wawie jakoś nigdy mi nie było po drodze do żadnego ezo-shopu, więc kadzidełka przywoziłem zawsze z Kraku...

      Usuń
  3. O widzisz, Ty wybrałaś się do Krakowa, a ja niedługo śmigam do Warszawy :) Chcę w końcu zobaczyć Łazienki. Oby tylko znalazł się jakiś w miarę ładny dzień ;)

    O wystawie w podziemiach słyszałam, ale nigdy tam nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ci co mają najbliżej z reguły mają też najdalej ;P Wiesz jak długo szłam na dach BUW-u? :P

      Usuń
  4. Ależ zazdroszczę Cirque du Soleil!
    Sama w Krakowie byłam tylko raz, bardzo dawno temu, zupełnie mi niestety nie po drodze ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się napolowałam na bilety i musiałam ostro przyoszczędzić, ale występ naprawdę był wart swojej ceny. Co ciekawe mają kilka różnych spektakli w repertuarze - podobno to 4 trupy artystów, którzy jeżdżą po świecie w tym samym czasie. W Polsce najczęściej wystawiają w Krakowie i w Gdańsku

      Usuń
  5. Moja koleżanka odwiedziła w te wakacje Kraków i rozpaliła we mnie pragnienie powrotu do tego miasta. Byłam kilka lat temu, chce odwiedzić kolejny raz. I te miejsca HP również ❤️

    OdpowiedzUsuń
  6. Będę w Krakowie pod koniec października i już nie mogę doczekać się tego wyjazdu. Tam jest tak pięknie i klimatycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby targi? Ale powiem ci, że chętnie bym znów tam pojechała :)

      Usuń
  7. Byłam w Krakowie, tam zawsze jest magia i zawsze chętnie wracamy...

    OdpowiedzUsuń
  8. No i znowu komentarz w spamie...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawione - blogger rządzi się swoimi prawami...

      Usuń
  9. Kocham Kraków, ale przyznaję, że dawno tam nie byłam. Za wskazówki i miejscówki dziękuję - odwiedzę na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie - szczególnie daj szansę tym eliksirom :) P.S. Najlepsza jest Amortentia <3

      Usuń

Prześlij komentarz