Okrutna, zła i podła

Okrutna i zła... Ojej, tak bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. Ogólnie rzecz biorąc nie jestem za tym, by deptać ludziom marzenia. Niech na nich lecą, niech szybują! Tylko niech mnie nie zamykają w ich klatce, bo wtedy będzie źle.

***

Byłam na randce. Proszę o brawa, bo to jednak nie jest stały punkt w moim kalendarzu. Nic zobowiązującego, zwykły spacer. Kilka dni wcześniej poznaliśmy się w pubie, pośmialiśmy się chwilę i stwierdziliśmy, że warto spotkać się jeszcze raz. 

A na tym spotkaniu okazało się, że podobne poczucie humoru to jednak za mało i dzielą nas całe oceany upodobań i zapatrywań.

Ja lubię zwiedzać, on nie. On lubi siedzieć w domu, a ja potrzebuję oswajania coraz to nowszej przestrzeni. On jest rodzinnym typem, który marzy o minimum 3 dzieci, a ja ich w ogóle nie przewiduję w swoim życiorysie. On lubi narty zimą, a ja ani zimą, ani latem, ani na żywo, ani w telewizji.

I spoko. Przynajmniej dla mnie. Dwójka obcych sobie ludzi stwierdziła, że nie mają punktów stycznych. Inna muzyka, inne filmy, inny sposób spędzania czasu - ok, przyjmuję tę różnorodność. 

Ale z każdą różnicą było chłopakowi coraz smutniej. To widać. Nie chcę odstawiać wszystkowiedzącej wróżki Genowefy, ale dynamika konwersacji spadała dość szybko. Po godzinie chyba oboje byliśmy już tym zmęczeni.

Może mogłabym kluczyć wokół newralgicznych tematów, albo zmniejszyć radykalizm wypowiedzi, tylko co by to dało? Nie wymachiwałam sztandarem, po prostu różne kwestie wychodziły w rozmowie. Nie rzuciliśmy się na równouprawnienie i wiarę (chociaż dla mnie temat dobry, jak każdy inny). Nie, kochani, rozmawialiśmy o wakacjach.

I tak dla jasności: pewnie, że chciałabym pojechać kiedyś na Hawaje. Naoglądałam się tych zapierających dech w piersiach zachodów słońca nad skłębionymi falami. To robi wrażenie. Zakładam tylko, że jeden urlop na rajskich wyspach wystarczyłby mi w zupełności. Nie muszę ganiać po świecie za najpiękniejszą plażą. Więc co, teraz miałabym zagryźć zęby, a potem na siłę przekonywać chłopa do zwiedzania, albo frustrować się, że po raz piętnasty jedziemy do Łeby?

Niemowlaka też mi się nagle nie zachce, ani weekendowego maratonu charlestona. Nie zacznę wstawać o świcie z uśmiechem, bo nie jestem typem skowronka. Chłopak miał swoją wizję dziewczyny, która z prawdziwą mną nie miała nic wspólnego. 

***

Człowiek może nad sobą pracować, ale swojej natury nie zmieni. Budowanie relacji powinno opierać się na prawdzie. Albo akceptujemy to jacy jesteśmy, albo nie. Miłość jest ogromną siłą, większej świat nie zna, ale sama miłość to za mało. Potrzeba jeszcze dodatkowych spoiw, by móc ze sobą być: trzeba mieć podobne poczucie humoru, wyznawać te same wartości, mieć wspólne plany, marzenia i cele. Umieć spędzać czas ze sobą. Może dla kogoś to drobiazgi, ale dla mnie stanowią podstawę.

Serio, nie umiem wyobrazić sobie, by głosiciel hasła: Kobiety do garów, mógł stworzyć dobry związek z feministką (te nieuświadomione też się liczą, wystarczy że coś w was warknęło na takie dictum).

Może więc to było okrutne i podłe, że rozwiałam chłopakowi szczęśliwą wizję jeszcze zanim na dobre zakiełkowała? Mieć kogoś do kogo można się przytulić, z kim można pogadać i snuć plany na przyszłość to naturalna potrzeba. Pytanie tylko, czy w pogoni za tą drugą połówką nie zatracamy samych siebie? Dla mnie to właśnie zabicie swojego ja, byłoby okrucieństwem nie do przyjęcia.

Fot. Alex Shute / Unsplash


Komentarze

  1. Ponoć przeciwieństwa się przyciągają, ale myślę, że w życiu to się nie sprawdza, niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w to nie wierzę. Może na chwilę takie przyciąganie jest fascynujące, ale do życia razem nie wystarczy

      Usuń
  2. Dobrze, żę rozmawialiscie szczerze. Najważniejsze, by żyć w zgodzie ze soba. Na tym polega dobre życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - najgorsze co może sobie człowiek zrobić to żyć w ciągłym kłamstwie.

      Usuń
  3. Najważniejsze, by żyć w zgodzie ze sobą, Znam ten ból🤣🤣

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie te drobiazgi są ważne i to nie jest tak, że od razu do siebie pasujemy, to zbyt idealne...ale, albo od razu zaiskrzy, albo nie.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda - nigdy nie jest tak, że to brakujący puzzel w układance i absolutnie wszystko nam pasuje. Zawsze jest jakiś irytujący drobiazg, jakaś zadra. Tyle tylko, że nie można układać się z papierem ściernym :P Bez flow, bez tego porozumienia dusz, nic nie wyjdzie

      Usuń
  5. W trosce o dogodzenie partnerowi nie można zatracać samych siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tak się teraz zastanowiłam czy ludzie naprawdę wiedzą kim są, jacy są i czego chcą. Bo może część leci na oślep wierząc, że plany partnera to ich plany, ale nigdy się nie zastanowili, czy tak jest w istocie

      Usuń
  6. No tak zawiódł się chłopina, no ale lepiej że szczerze, prościej i wygodniej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiele wydarzeń jak na jeden spacer. Oczywiście najlepiej jak iskra wznieci jakiś ogień od razu. Nic na siłę. Czasem jest tak, że my sami nie znamy swoich możliwości. Mówimy, że lubimy przesiadywanie w domu, bo nie było nikogo kto by nas z niego porwał. A miłość nie jeden huragan potrafi uczynić. A tak na marginesie nie widzę nic frustrującego w piętnastym oglądaniu nadmorskiego zachodu słońca w Łebie. MK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wiem, Łeba niepodzielnie króluje w twoim sercu, ale ja bym dostała świra :P Ile ludzi tyle zapatrywań i to właśnie jest w nas piękne, ta różnorodność charakterów, zainteresowań, wrażliwości. Masz absolutną rację, że czasem nie wiemy czego chcemy, co lubimy, bo nie spróbowaliśmy. Są jednak sytuacje, gdy dokładnie to wiemy, a zagryzamy zęby. A to nie do końca zdrowe, moim zdaniem. Czym innym jest kompromis, a czym innym męczeństwo :P

      Usuń
  8. Lepiej chyba wyklarować pewne rzeczy wcześniej niż później.
    Mnie samą totalnie przeraża wizja, że miałabym kogoś poznać i okazałoby się - po dłuższym czasie - że nie wiem, ta osoba nie wierzy w szczepionki albo jest płaskoziemcą, albo cokolwiek. I mam wrażenie, że im jestem starsza, tym więcej jest takich potencjalnych punktów nie do przeskoczenia w kwestii różnorodności poglądów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest... Chociaż znam parę, która fantastycznie się dogaduje, mimo różnić w poglądach politycznych (prawo-lewo). Ale łączy ich i sposób spędzania czasu, i religijność, i to jak zapatrują się na życie. Przede wszystkim nie zasklepiają się w swoich poglądach, tylko rozmawiają i może to jest klucz do sukcesu? Z drugiej strony faktycznie nie wyobrażam sobie życia na takim polu minowym, gdzie poglądy obojga są skrajnie różne.

      Usuń
  9. Zdecydowanie nie widzę tu ani zła, okrucieństwa, ani podłości. Pozostaję sceptyczna wobec wizji związku opartego na kompromisach. Zawsze jedno byłoby nieszczęśliwe, więc jaki sens? Nie mówię tu o kwestiach typu dziecko, bo tu na kompromis nie ma po prostu miejsca.

    Czasem zwyczajnie nam nie po drodze. Życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wierzę w kompromisy, a jeszcze lepiej: w wypracowanie 3 drogi, która będzie odpowiadała obojgu. Czasem zbyt mocno okopujemy się na swoich pozycjach i nie dochodzimy do tego, czego tak naprawdę chcemy. Bo może się okazać, że to co było tym pierwszym zasiekiem nie do przejścia, skrywało coś, co jest wspólną wartością dla obojga.
      A czasem faktycznie - nie ta droga, nie ten człowiek, nie ten czas.. ;)

      Usuń
    2. Trzecia droga brzmi co najmniej dobrze :) Jak dla mnie kompromisy są średnie, jeśli któreś naprawdę musi się ugiąć i robić coś wbrew sobie. Przykładowo pójść z drugą połówką na imprezę, na której będzie się wyraźnie męczyć. Trzecią drogą może być tutaj pójście z kimś innym, a partner zadowolony zostaje w domu. Wszyscy szczęśliwi :)

      Usuń
    3. A może też okazać się, że schodząc odrobinę z upatrzonych pozycji, odkryjemy inny świat. Może imprezy do tej pory były złe, bo brakowało właśnie tego wyjątkowego kogoś? Na szczęście jest też tak jak mówisz: nie jesteśmy do siebie przyspawani, każdy może mieć swoich przyjaciół i wychodzić tylko z nimi. Ważne, by zauważać nawzajem swoje potrzeby, ufać sobie i ze sobą rozmawiać :)

      Usuń
  10. Ileż czasu zaoszczędziłaś :) A tak poważnie - bardzo dojrzałe podejście, bo o ile raz się można dla kogoś nagiąć, to naginać się przez cały czas, to już w końcu człowiek pęknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Lepiej, że to wyszło na pierwszym spacerze, niż po 5 latach :D Jak zawsze: rozmowa kluczem do wszystkiego :)

      Usuń
  11. Znalezienie drugiej osoby, z którą można stworzyć związek, czasami może być trudne. Choć podobno jest to możliwe. Ale wiadomo - nie za wszelką cenę; jeżeli zatracimy swoje wartości dla innej osoby, to nie jest to dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że jest możliwe! I wcale nie takie rzadkie ;)

      Usuń
  12. Niby przeciwieństwa się przyciągają, ale są pewne różnice, które trudno przeskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wtedy trzeba odpowiedzieć na pytanie czy warto próbować i czy nie połamie to nam kręgosłupa?

      Usuń
  13. Czasami różnice nie mają takiego znaczenia, z czasem coś się zmienia, rozmyje. Chyba brakowało Wam tej przysłowiowej iskra, by próbować, by się sprawdzić. Jak tego nie ma, to trzeba powiedzieć to sobie od razu niż brnąć bez nadziei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe... Nie ma co krzesać na siłę. Ale myślę, że są różnice, których nie da się przeskoczyć. Owszem, wiele rzeczy może być tym "słodkim dziwactwem", ale są takie, które będą zawsze kością niezgody

      Usuń
  14. Swojej natury się nie zmieni. Można i trzeba nad sobą pracować, ale też trzeba się szanować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracować nad sobą: tak. Próbować być coraz lepszym: zdecydowanie tak. To się zamyka w szacunku do siebie i innych. Natomiast udawanie, że moje potrzeby nie są ważne, albo spychanie ich gdzieś na margines życia, to zaprzeczenie zdrowej miłości do samego siebie

      Usuń
  15. Nie byłaś ani podła, ani zła. Podła, to byś była, gdybyś spotykała się z nim przez pół roku i udawała kogoś, kim nie jesteś i nagle pewnego dnia wybuchłabyś, jak bomba, to było by niefajne. A tak to, na pierwszym spotkaniu, wszystko jasne. Tylko zastanawia mnie jedno (bo mam podobne doświadczenia), czy w pewnym wieku nie staje się ważniejsze na pierwszych spotkaniach, to jak widzę moją przyszłość, od przeżywania motyli w brzuchu. Ja natomiast uciekam od narzekaczy, smutasów i politykujących sensatów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żółwik! Narzekaczom mówimy nie :D
      A co do drugiej myśli - coś w tym jest. Sztuka flirtu zanika, sztuka rozmowy też. Mam wrażenie, że wiele osób nie chce poznać człowieka jako człowieka, tylko od razu go jakoś zaszufladkować: to znajomy z pracy, to kumpela od koncertów, to potencjalny chłopak. A tak się nie da.

      Usuń
  16. Trzeba mieć w sobie dużo odwagi i prawości by prawdą uderzyć we własne i cudze pragnienia. Prawdziwa, świadoma i realistycznie podchodząca do życia! Szacun Nika!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, kochana :) Nie wiem czy to odwaga, czy raczej lenistwo ;)

      Usuń
  17. Ważne żeby być sobą i żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami. Życie mamy jedno, więc żyjmy na swój sposób, abyśmy to my myli szczęśliwi, ale pamiętajmy też o tym, że żyjemy też dla innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla innych? Chyba raczej z innymi. Przynajmniej ja tak rozumiem życie

      Usuń
  18. Ciężko znaleźć podobna osobę do siebie. Mi się udało, wiele nas łączy i kazde z nas idzie drugiemu na kompromis. To jest ważne w związku. Dobrze że chłopina powiedział Ci co jest pięć, bo później byłoby gorzej :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Coraz trudniej znaleźć odpowiedniego człowieka, niestety :/ Trzymam za ciebie kciuki <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Całkowicie się zgadzam. Najgorzej jednak jak się trafi na desperata, który mimo tych wszystkich różnic uparcie chce próbować, bo...jesteś ładna. No romantyczne, słodkie i w ogóle ale wiadomo jak to się skończy...

    OdpowiedzUsuń
  21. Moim zdaniem dobrze, że takie rzeczy wyszły na pierwszej randce. Nie marnujecie swojego czasu. Możecie przecież ze sobą rozmawiać, skoro mieliście jakieś wspólne tematy, a niekoniecznie musi to być związek. Byłam przez 4 lata z chłopakiem, to była młodzieńcza miłość. Gdzieś w połowie związku okazało się, że na słuchaniu tej samej muzyki i śmianiu z tych samych rzeczy, daleko się nie zajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  22. związek dla samego związku?... to jakieś nieporozumienie... to może być co najwyżej relacja typu "fuckin' friends", ale to też jest co najmniej mocno wątpliwe...
    niestety, całe mnóstwo ludzi wkręca się w taki układ... nie chodzi im o bycie z tą drugą osobą, ale o bycie w związku... z kim?... nie jest to dla nich priorytet...
    myśli sobie taka lub taki, że jak będzie w związku, to będzie dobrze... ale po jakimś czasie odkrywa, że to wcale nie chodziło o bycie w związku, tylko o to, żeby było dobrze... ale jakoś nie chce być dobrze... to musi być zaiste męcząca sytuacja...
    no, chyba że to właśnie o to chodzi, aby się męczyć... zdarzają się tacy ludzie...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty