Posty

Pełnia

Obraz
Jeszcze tylko dwa tygodnie i będę wolnym człowiekiem! Nie mogę się doczekać. Mam już wszystkie oceny cząstkowe, został mi tylko egzamin do zaliczenia. Egzamin i poprzedzające go zakuwanie, ale kto by się tym przejmował. Jeszcze tylko chwila i będę mogła wyspać się w weekend, albo wyjechać za miasto. Będę mogła posiedzieć w piątek z przyjaciółmi bez poczucia winy. Wyobrażam sobie, jak wracają wszystkie moje siły witalne. Pełnią życia będę żyła! Tylko co to właściwie znaczy? Od razu przychodzi mi na myśl głęboki haust świeżego powietrza. Takiego na wskroś krystalicznego, w którym drzemie pierwotna moc i wolność. A później uświadamiam sobie, że mieszkam w Warszawie i czyste powietrze mam tylko wtedy, kiedy pójdę do Łazienek. Zakochana jestem w tym mieście odkąd pamiętam: uwielbiam jego dynamizm, ofertę kulturalną i gwar. Wszystko wydaje się tu być na wyciągnięcie ręki: kariera, medialny szum, wielki świat. Te wszystkie rzeczy, którymi łatwo się zachwycić, a zaraz potem zakrztusi...

Very speed date

Obraz
Dziś będzie opowieść o Gapie, która została Strusiem Pędziwiatrem. A było to tak... ***  Wiecie, że są takie słowa-wytrychy, które są wiarygodne w absolutnie każdej sytuacji: Pies mi zjadł pracę domową... Impreza? No wpadłabym, ale zarobiona jestem... Kolega pyta, czy...  Czujecie lekki dreszczyk niepokoju? Na szczęście ta opowieść nie wymaga żadnego z nich.  Maj w pełni, już pachnie Saska Kępa (bzem of course, ale białym i fioletowym, bo jak żyję to zielonego lilaka nie widziałam). Pisklęta się lęgną. Nienarodzone ssaki kopią swe biedne matki w nerki. W powietrzu wisi smog i miłość, w takiej właśnie kolejności.  Ludzie poczuli zew i zamiast przerzucać internetowe aplikacje postanowili ruszyć na poszukiwania drugiej połówki w realnym świecie. A jak ma się już te 30+ to wiadomo, że nie można zagadać do nikogo na ulicy czy w bibliotece. Nie wolno się też uśmiechać. Nie wiem dokładnie, który paragraf KPC tego zabrania, ale kary muszą być srogie, bo gdy ludzie złowią swo...

Niewinni czy naiwni?

Obraz
Lubię atmosferę zakładów fryzjerskich, czy gabinetów manikiurzystek. Takie babskie enklawy, w których nieznajome kobiety prowadzą z pozoru powierzchowne rozmowy, a przecież często dotykają rzeczy poważnych i trudnych. Kobiecy krąg, który tworzy się na chwilę i rozpada. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jedni idą pogadać z barmanem, inni z fryzjerką. Ja akurat lubię zabiegi w ciszy. Myśli latają niczym samoloty bez kontaktu z wieżą i tylko czasem coś sprowadza mnie na ziemię. Tym razem było to wyrwane z kontekstu zdanie, które mnie wręcz zelektryzowało: „Ona jest po prostu za dobra”. Czy można być zbyt dobrym? Dla mnie dobro i zło to pewnego rodzaju abstrakcyjne stałe. Są jednocześnie monolityczne i dynamiczne. Niby możemy jasno określić co jest dobre, a co złe, a jednak ciągle pozostaje dużo miejsca na kreację. Jesteśmy pomieszani – w każdym z nas istnieje pierwiastek dobra i chwasty zła. Dobrze, że proporcje w tym koktajlu są zmienne. Myślę jednak, że to nie „dobro” i „zło”...

Gra o miłość

Obraz
Był taki dzień – niedawno temu, gdy w czasie spotkania rozejrzałam się po sali i zdębiałam. Był to moment pełen transcendencji: pierwszy raz filmy, książki i opowieści koleżanek splotły się w warkocz rzeczywistości i przyłożyły mi w twarz. Wolni faceci są gatunkiem na wymarciu! Tak było, nie ściemniam. Siedzimy, robimy burzę mózgów, trybiki pracują, ale fakty są nieubłagane: rozwódka, samotna matka, wdowa, panna, panna i zodiakalny Byk. A po drugiej stronie żonaty, żonaty, żonaty dzieciaty i żonaty dzieciaty tak bardzo, że za chwilę Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej pozwie go o zniszczenie programu 500+. OK, był w tym gronie jeden singiel, ale prawdę mówiąc nie wiem jakim cudem się uchował. *** Tak się jakoś porobiło, że wiele moich koleżanek jest samych. Niekoniecznie samotnych, bo zdecydowana większość jest zadowolona z życia i czerpie z niego pełnymi garściami. Mają bliskich i przyjaciół. Mają hobby. Niektóre mają zwierzęta. Za to koledzy błyskają obrączkami i chwalą się dz...

Żonkile na Smoczej

Obraz
Lubię się zagłębić w tkankę miasta. Mieć ulubione drzewa i fontanny, znać tajne skróty i przytulne knajpki. Lubię też włóczyć się bez celu i dawać oczarowywać rzeczom pozornie bez znaczenia: cieniom pod arkadami, witrażom i nazwom ulic.  Szłam niedawno Miłą i Dzielną i tak sobie myślałam o miłej i dzielnej twarzy Warszawy. Przecież taka właśnie jest stolica. Przygarniająca ludzi z różnych zakątków świata, a jednocześnie harda i nieustępliwa, gdy trzeba walczyć. Ale jest też Gnojna i Bagno i to też twarz Warszawy. Czasem ten gnój aż się wylewa. Wystarczy przypomnieć sobie te wszystkie krzywe spojrzenia, pomruki, rozruchy.  A potem wystarczy zrobić krok, by znaleźć się w krainie Kubusia Puchatka, Tomcia Palucha, albo Trzech Budrysów. Bajki i ballady, klasyka i słodki infantylizm. Jest miejsce dla naukowców, kompozytorów, poetów i żołnierzy, nazw geograficznych i wytworów fantazji.  Nie przyglądam się zbyt często tabliczkom z nazwami ulic. Zwykle wtapiają się w tło, a mnie p...

Ten z meduzą i gołębiami

Obraz
Cześć! Długa była ta cisza w eterze, ale cieszę się, że mimo wszystko nie zmieniliście stacji. Dziki Gon przegalopował po moim niebie i zostawił po sobie jeno zgliszcza. Ale jak wiadomo, kobieta z niczego zrobi i awanturę i sałatkę, więc już się ogarniam. Utarło się przekonanie, że nikt nie jest gotowy na złe rzeczy i to prawda. Nie wiem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że był przygotowany na nokaut od losu. Bywa jednak, że miłe rzeczy również przychodzą nie w porę. U mnie taką rzeczą był… urlop. *** Nie tak dawno temu, bo w lutym, mój przyjaciel znalazł tanie bilety na Maltę. Akurat czułam już zmęczenie materiału i propozycja krótkiego wyjazdu była strzałem w dziesiątkę. Znaleźliśmy hotel, wypisaliśmy wnioski urlopowe i z dnia na dzień wycięło mnie z życia. Marzec był ciężki, ale nie chcę się nad nim rozwodzić – było, minęło. Została jednak niemoc i dziwne zawieszenie, które nie pozwalało na wejście w utarte tryby. Należę do ludzi, którzy lubią zwiedzać, próbować nowych smaków...

Szybkie małe depresso

Obraz
Skłamałabym mówiąc, że nie było żadnych symptomów. Były. Nie spodziewałam się jednak, że wszystko potoczy się tak szybko. To było jak kopnięcie małego kamyczka, który wywołał lawinę i porwał mnie ze sobą. A teraz nie mogę złapać powietrza. ***  Znacie ten stan, gdy aromat kawy wypełnia pomieszczenie, a cierpki smak espresso pobudza krew? Dwa łyki czarnej esencji sprawiają, że świat nabiera barw, a spojrzenie bystrości. Mnie chyba zmyliła szarówka poranka, bo jakiś czas temu łyknęłam nieopatrznie filiżankę depresso i wylogowało mnie z Matrixa. Niby zapowiadałam, że nie będę robić publicznego mea culpa, ale tak długi przestój na blogu wymaga kilku słów wyjaśnienia.  Jestem chora na depresję. Od kilku lat zmagam się z tym problemem i miałam szczerą nadzieję, że co najgorsze, to już minęło. Okazało się jednak, że zło naprawdę lubi pierdolnąć z nienacka i zrównać człowieka z parterem. Od dość długiego czasu ciało dawało mi znać, że coś jest nie halo. Coraz gorzej spałam, coraz mocn...