Posty

Smutne piękno

Obraz
Przyjaciółka przysłała mi ostatnio przepiękne zdjęcia kwiatów: magnolii, dzwonków, stokrotek. Każde było inne, ale przepełnione światłem, intensywnością barw. Każde było hymnem ku czci życia, które co roku rozkwita z całą swoją bujnością. Przerażająca jest tylko świadomość, że zrobił je człowiek, który umiera. Od razu inaczej patrzy się na te bezwstydnie radosne kwiaty. Co z tego, że są kruche i łatwo zgnieść w palcach ich płatki? Teraz są królami. Pysznią się swoją siłą witalną, przykuwają wzrok, każą podziwiać. A myśli mimowolnie uciekają do tego, że Ktoś Ważny być może patrzy na nie po raz ostatni. To boli. Boli świadomość nieuchronności, tego, że wspólny czas już się kurczy. Nigdy nie znamy dnia i godziny – zdrowi ludzie też mogą wstać rano, a wieczorem nie wrócić do domu. Może tak jest łatwiej? Nie liczyć godzin, cieszyć się swoją bliskością i nie wypatrywać śmierci w każdym cieniu. Nikt jej nie lubi, większość się boi. Jest taka nieprzenikniona, ale bywa też piękna. Potrafi być ...

Powrót z Narni

Obraz
Dzień dobry! Nie macie pojęcia jak bardzo doceniam to, że zaglądacie na bloga pomimo posuchy. Ostatnie dwa miesiące to był prawdziwy hardcore: mieliśmy w pracy BARDZO WAŻNE WYDARZENIE. Ale takie naprawdę BARDZO WAŻNE. Tak ważne, że z zakręcenia zdarzyło mi się zapukać do drzwi przed wyjściem z pokoju. Ludzie latali na wysokości lamperii, a obłęd sączył się z każdej strony. Tuż przed wybiciem „godziny zero” cała firma zasuwała po 12 godzin, by dopiąć szczegóły. Zresztą niech pierwszy rzuci zszywaczem ten, kto nie drukował listy VIP-ów o 22.30. Wyszło pięknie i profesjonalnie: identyfikatory, filmiki 360 ° , kwiaty, ledy, reportaże, tłum, omdlenia i hektolitry kawy. A teraz bez szydery: naprawdę mi się podobało. Ładuję się energią dużych eventów, lubię widzieć efekt końcowy swojej pracy. Wykańczający był jedynie ogrom zadań i niebotyczne tempo ich realizacji. Po pracy padałam w opakowaniu na łóżko i spałam tyle, aż nabierałam sił, by wziąć prysznic i wrócić w objęcia Morfeusza. Książ...

Czarny czwartek – opowieść w trzech aktach

Obraz
Prolog Historia uczy i bawi, a co gorsze – lubi się powtarzać. Małpa. Mieliśmy już trochę czarnych czwartków: krach na nowojorskiej giełdzie w 1929 r., rozruchy w Gdańsku w 1970 r. Niektórzy tak mówią o zmianie kursu franka szwajcarskiego… Ja swój czarny czwartek zaliczyłam w tym tygodniu. Zawaliło się chyba wszystko, co tylko mogło. A było to tak: Akt I Ferie spowodowały, że Warszawa opustoszała. Mniejsze korki = skrócenie czasu dojazdu do roboty o dobre pół godziny. Alleluja! Wiem, że nie powinnam, ale aż zatęskniłam za lockdownem. W poniedziałek skończy się ta dobra passa i znów będę się turlać zamiast mknąć jak strzała. Jednak w czwartek wciąż jeszcze cieszyłam się tym, że przyjechałam wcześniej i zdążę iść po zakupy. Z koszykiem pełnym soków i wafli ryżowych podeszłam do kasy. Skanowanie, ziewanie, absolutna normalka. Aż przyszło do zapłaty. Sprawdzam raz, drugi, piąty. Wybebeszyłam na ladę całą torbę, a portfela brak. Od razu się obudziłam. Panika działa skuteczniej n...

Pasmo rozczarowań

Obraz
Karnawał się kończy, a ja nawet nie byłam na imprezie! Najbliższa tego była posiadówka u przyjaciółki przy burgerach i winie. Nie narzekam, stwierdzam tylko fakt, że życie lubi od czasu do czasu sypnąć solą w oczy. I potrzeć. Największym rozczarowaniem tygodnia jest moja śliczna, aksamitna sukienka, która koło aksamitu nie stała. Odliczałam do dnia dostawy i praktycznie warowałam przy paczkomacie. Wyobrażałam sobie na wszystkie strony, jak będę ją nosić: wiadomo, z gracją. Zimą i latem. Zakładając ją do szpilek i czerwonej szminki byłabym kusicielskim wampem, a z białymi trampkami i dżinsówką wyglądałabym jak sympatyczna dziewczyna z sąsiedztwa. Nie żebym była przesadnie sympatyczna i znała sąsiadów, ale nie o to chodzi. Chodzi o koncepcję, którą trafił szlag. No serio, to miała być seksownie opięta kiecka a’la Morticia, a nie flaczek od parówki. Jak się wpiłam w ten kondom, to odcinało powietrze. Nie powiem – jak się wygięłam w faworka, to przez chwilę ten efekt wow był. Tylko pot...

Syn koleżanki matki

Obraz
Każdy z nas zna takiego Łukasza, Adriana albo Madzię – dziecko idealne.  W przedszkolu składa origami, podczas gdy inni wciskają plastelinę do nosa. W pierwszej klasie robi perfekcyjne szlaczki, aż dziwne, że spece od wzornictwa nie biją się o nie. Przecież to gotowy materiał na tapetę, czy inne zasłonki. A potem już leci: olimpiady, konkursy, szóstki z niezapowiedzianych kartkówek. Żeby chociaż to była jakaś łamaga, ale nie – SKS-y, baseny, tenis po godzinach. Do tego skrzypce i kółko plastyczne. Zawsze mówi dzień dobry, pomaga nosić zakupy starszym sąsiadkom, czapkę nosi. Nie pyskuje. Nie pali, nie pije, a chodzi i żyje. O jeżu, jakie to wnerwiające typy… Oni nie słyszą, że oceny mogłyby być lepsze, albo, że syn Beatki to w życiu się tak nie odezwał. Nawet mi ich trochę żal, bo co te zdolne dzieci winne, że obca matka nimi w oczy swoje dzieci kole. – Ale przecież ciebie nigdy nie kłuli, bo z tego co pamiętam miałaś średnią prawie 7.0. – Nie 7.0, a 5.28 – prychnęła X. No t...

Trampki noblistki

Obraz
Lepiej być ładnym czy mądrym? Patrząc na zarobki pięknych aktorek i wiecznie niedofinansowaną naukę, wniosek nasuwa się sam, ale… *** Byłaby to rozkmina pozbawiona większego sensu – bo nawet lokowania produktów nie będzie – gdyby nie jedno niezwykle ważne zdanie , które podobno wypowiedział Picasso: „Piękne kobiety wierzą w swoją inteligencję, kobiety inteligentne nie wierzą w swoją urodę”. I coś w tym jest. Wybaczcie, że facetów wykluczam z tych rozważań, ale nie rozmawiam z kolegami o ich wyglądzie. A już z całą pewnością nie o ich odczuciach w tym względzie. Ograniczamy się do komunikatów w stylu: „Fajna marynarka” i „Dobrze ci w tej fryzurze”, ale nic więcej. Kobiecy punkt widzenia jest inny – i nie oszukujmy się, jestem nim żywo zainteresowana z osobistych pobudek. To normalne, że czasem człowiek czuje się i wygląda, jak Miss World, a innym razem jak pół dupy zza krzaka. Mimo, że obiektywnie niewiele się zmienia. Można się wyspać, umalować i naciągnąć to i owo, ale ogólny ...

Panna na niedźwiedziu

Obraz
Każdy z nas ma swoją ulubioną opowieść – niezależnie od tego czy to „Czerwony Kapturek” z dzieciństwa czy opowieść o taaaaakim sumie wujka Wojtka. Ale oprócz tych ukochanych historii, które powtarzaliśmy z uporem maniaka przy każdej możliwej okazji, mamy też dziesiątki innych opowiastek, które siedzą poupychane w zakamarkach umysłu. Dziś w nocy mój mózg urządził sobie takie wietrzenie magazynu i zamiast spać, przypominałam sobie różne wierszyki i legendy, które kiedyś wpadły mi do głowy. Jedną z nich jest historia herbu Rawicz. Symbole fascynują mnie od chwili, gdy po raz pierwszy sięgnęłam po przygody Pana Samochodzika. Niby wszystko mamy na wierzchu, ale jednocześnie ukryte dla niewtajemniczonych. PRL wyrugował z nas tradycję ziemiańską i niewiele osób zna historię swoich rodzin z czasów przedwojennych. Pewnie, nie każdy w tym kraju był szlachcicem, ale myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z bogactwa własnych korzeni. Czasem przy okazji większych rodzinnych imprez wspomn...